2005 rok na świecie - muzyczne podsumowanie
22 Listopada 2009
Tylko 5 płyt z armii wydanych w 12 miesiącach 2005 roku na świecie. Ale za to tych najwybitniejszych, które zapewne zostaną w pamięci na wiele lat. 5 płyt, które są i będą punktami odniesienia, nie tylko dla zespołów, które je nagrały, ale także dla całej muzyki rockowej.
05. The White Stripes - Get behind me satan
Krążkiem "Get behind me satan" zespół nie dość, że utrzymali swoją wysoką pozycję w pół-alternatywnych rejonach rocka, to jeszcze ją umocnili. Ale, jeśli tworzy się takie riffy, jak ten w "Blue orchid", to nie ma się co dziwić. Z jednej strony Jack White z namaszczeniem podchodzi do klasyków muzyki sprzed lat ich twórczości. Z drugiej zaś wraz z panią Meg, tworzy zupełnie nową jakość.
04. Deep Purple - Rapture of a deep
Ja w przeciwieństwie do wielu osób bronię zarówno tego albumu, jak i jego poprzednika - "Bananas". Bo choć nie są to rewolucyjne płyty, jak "In rock", czy "Machine head", to Deep Purple, w przeciwieństwie do wielu gigantów minionej epoki, nie zbłaźniło się. Co więcej, wciąż nagrywa płyty, które mogą stanowić materiał szkoleniowy dla młodych hard rockowych zespołów. A piosenki takie, jak "Money talks", czy kompozycja tytułowa, należą bez wątpienia do wybitnych. Choć ja mam taką przypadłość, że bez mała wszystko, co ten zespół nagrywa, bardzo przypada mi do gustu - nie ukrywam.
03. Coldplay - X&Y
Kolejna płyta, na której zespół konsekwentnie rozwija swój styl. Wciąż robi to niezwykle umiejętnie. I dzięki temu znów dostaliśmy porcję urokliwego, delikatnego, melodyjnego grania. Znów wszystko opiera się zasadniczo na trzech filarach - na brzmieniu gitary akustycznej, fortepianu i głosu Chrisa Martina. Nie można członkom zespołu odmówić talentu kompozytorskiego i uporu w udoskonalaniu swoich koncertów. Podobno po każdym bardzo wnikliwie analizują głosy krytyczne i szukają coraz to lepszych rozwiązań. A to się chwali.
02. Black Rebel Motorcycle Club - Howl
Rzadko zdarza się, aby odejście od stylistyki obranej na debiucie, okazało się tak dobrym posunięciem. Z odmętów zamieszania, jakie towarzyszyło zespołowi w ostatnich kilkunastu miesiącach, wyłoniło się prawdziwe arcydzieło. Zespół odważnie skorzystał z dobrodziejstw wielu gatunków i pięknie spiął to klamrą własnej wrażliwości. Efektem tego jest ten jakże wyjątkowy album. Z jednej strony przebojowy, świeży i prosty, z drugiej zaś wyszukany, tradycyjny brzmieniowo i dopracowany.
01. Franz Ferdinand - You could have it so much better
Byli tacy, którzy twierdzili, że zespół ten nie jest w stanie nagrać płyty lepszej od swojego debiutanckiego krążka. Album "You could have it so much better", pokazał, jak bardzo się mylili. Franz Ferdinand nagrał bowiem płytę bez mała idealną. Muzycy ten formacji, jak mało kto, mają niesamowitą umiejętność do skutecznego wykorzystywania brytyjskiej gitarowej tradycji. Na jej bazie tworzą porażająco melodyjne i rozsądnie dynamiczne kompozycje. Dobre właściwie na każdą okazję. Ponad połowa piosenek z tej płyty to potencjalne hiciory. Ale w dobrym tego słowa znaczeniu - bo nie mają one nic z plastikowych, emanujących jedynie sztucznością przebojów znanych z takiej czy innej telewizji lub stacji radiowej.
Bartłomiej "Eternus" Biga











Aktualności


Komentarze