Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


P. Box - historia zespołu

29 Marca 2010

Nie wiem czy pamiętacie, że były kiedyś takie czasy, gdy zespoły rockowe z obozu socjalistycznego były u nas całkiem popularne. Prym wiedli przede wszystkim Węgrzy ze swoimi super-grupami Omega i Locomotiv GT.

fot. pbox.hu
fot. pbox.hu

Zespoły te dawały wówczas wiele koncertów nie tylko w krajach socjalistycznych, ale również na zachodzie. Oba zapisały fantastyczna kartę w dziejach muzyki rockowej i osiągnęły niebywały sukces. My mieliśmy Niemena i SBB ale żadne z nich nie zbliżyły się nawet do popularności, jaką cieszyła się Omega; płyty osiągały olbrzymie wręcz nakłady. Poza Locomotivem i Omegą Węgrzy mogli się jeszcze pochwalić wieloma równie ciekawymi, choć nie tak docenionymi zespołami.

Dziś prawie nikt ich nie słucha i nikt o nich nie przypomina, pomimo że kiedyś cieszyły się u nas dużym uznaniem. Wraz z zalewem zachodnich płyt wschodnie perełki popadły w zapomnienie. A ja wbrew modzie chciałbym Wam przedstawić zespół, na który natrafiłem zupełnie przypadkowo i na tyle mnie zaciekawił, że postanowiłem dowiedzieć się o nim więcej. Ale zacznijmy wszystko od początku...

Gdy w naszym pięknym kraju istniały jeszcze małe, niezależne sklepy muzyczne (a więc kilka lat temu) w odwiedzanym przeze mnie często lokalnym sklepiku przykuła moją uwagę dość zagadkowa płyta, a właściwie okładka płyty - z enigmatyczną postacią wojownika na koniu. Od razu pomyślałem, że nie wróży to nic nużącego, nic w stylu nadętego Yes, którego tak bardzo nie lubię. Obejrzałem jeszcze tył - zdjęcia czterech muzyków- długie kudły, gitarki i zawodowe miny; sprawdziłem rok wydania - 1983- i była moja. Nie będę nadmieniał za ile to winylowe cudo w świetnym stanie stało się moją własnością, zdradzę Wam jedynie, że cena była nieprzyzwoicie niska! Pierwsze wrażenia z przesłuchania przerosły moje oczekiwania. Typowy dobrze zagrany hard rock, dobre riffy i duża porcja energii. Oczywiście z tekstów nie zrozumiałem nic, bo wszystko zaśpiewali w ojczystym języku, ale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, bowiem muzyka była przednia! Wtedy właśnie postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o grupie.

Poszukiwania zacząłem od sklepów muzycznych, jednak żadnych informacji nie uzyskałem. Nawet w krakowskim Rock-Serwisie nie umieli mi pomóc. Jednocześnie szperałem bez opamiętania w Internecie ale i tutaj nie dokopałem się do niczego. W końcu zrezygnowany dałem sobie spokój i nieoczekiwanie sprawa wróciła sama. Kilka lat po tym jak postawiłem drugą płytę Pandora's Box na półce przypadkowo trafiłem na stronę internetową odrodzonego zespołu i nawiązanie kontaktów z fanami pozwoliło mi uzyskać informacje. Dzięki uprzejmości jednego z nich mogę Wam dziś przedstawić krótką historię zespołu.

Historia ta zaczyna się jeszcze w latach siedemdziesiątych. Wtedy to powstały trzy zespoły, które mój informator nazwał "trzema czarnymi owcami węgierskiej sceny rockowej" a były to - P. Mobil, Beatrice i Hobo Blues Band. Ich działalność daleko wykraczała poza ramy tolerancji władz - ciężka muzyka i buntownicze nieraz teksty stały się powodem problemów, które w rezultacie doprowadziły do tego, że żadna z tych grup nie mogła nagrać debiutanckiej płyty. Na nic zdała się duża popularność koncertów i zachwyt publiczności. Podłamani brakiem perspektyw muzycy zaczęli się stopniowo wykruszać. W roku 1980 Gyula Vikidal, wokalista P. Mobil, opuścił zespół i przyłączył się do innej hard rockowej formacji - Dynamit. Rok później odszedł gitarzysta Sandor Bencsik oraz grający na instrumentach klawiszowych Istvan Cserhati i stworzyli własny zespół. W niedługim czasie dołączyli do nich - basista Józef Safar, perkusista Istvan Szabo i wokalista Miklos Varga - tak powstał zespół Pandora's Box. Jak na ironię w tym samym czasie kiedy Pandora nagrała swój pierwszy singiel, P. Mobil uzyskał niespodziewanie możliwość nagrania pierwszej płyty.

Mniej więcej rok później (1982) również Pandora zdołała nagrać debiutancki album zatytułowany zwyczajnie "P. Box". Choć album wskazywał na pewne muzyczne kompromisy był jednak dość mocny i zasłużenie został dobrze przyjęty na rynku. Dużo na nim ładnych melodii, podpartych pięknie pracującą gitarą i dudniąca precyzyjnie sekcją rytmiczną. Z pewnością był to dobry początek! Jeszcze w tym samym roku zespół wziął udział w nagraniu koncertowego albumu wraz z dwoma innymi zespołami - Edda i Karthago.

Rok później zespół niespodziewanie opuścił Miklos (potem udzielał się m.in. w Safari) a jego godnym następca został weteran z P. Mobil - Gyula Vikidal. W tym samy czasie zmarł guru węgierskiego rocka Bela Radics. Dla uczczenia jego pamięci nowy skład napisał utwór, który stał się zarazem największym przebojem grupy - "A zold, a bibor es a fekete". Utwór najpierw trafił na singiel a potem na drugi album zespołu - "Ko Kovan", o którym pisałem na samym początku artykułu. Ko kovan w języku węgierskim oznacza dosłownie "kamień na kamieniu", angielski podtytuł brzmiał jednak "Rising Hell". Ko Kovan był świadectwem postępu jakie zrobił zespół z nowym wokalistą - muzyka stała się ostrzejsza i bardziej dynamiczna. To najprawdziwszy, czysty hard rock zagrany z dużą energią. Publiczność w pełni doceniła nowy repertuar i trasa koncertowa okazała się wielkim sukcesem, na tyle wielkim, że to właśnie Pandora poprzedziła występ Motorhead a potem Iron Maiden podczas ich koncertów w Budapeszcie w 1984 r. Wzięła też udział w zachodnio-niemieckim festiwalu rockowym.

W między czasie Vikidal zaśpiewał w historycznej rock-operze "Król Stefan" do spółki z Miklosem Vargą. Pandora wykorzystała to wydarzenie i w czasie koncertów grała fragmenty rock-opery, nieraz także z gościnnym udziałem Vargi. Rok ten przyniósł też zmiany personalne - z zespołu odszedł Safar a zastąpił go Laszlo Zselencz z zespołu Edda. W następnym roku odszedł perkusista; na jego miejsce wskoczył weteran z P. Mobil i Hobo Blues Band - Zoltana Palmai. W takim składzie Pandora nagrała trzeci album zatytułowany "Omen". Muzyka stała się jeszcze bardziej ostra i choć album nie odniósł spodziewanego sukcesu to nic nie wskazywało na nadchodzący upadek...

Najpierw opuścił zespół Vikidal, który szukał sławy i spełnienia ambicji w muzyczno aktorskich przedsięwzięciach.; potem Cserhati wyprowadził się z Budapesztu i kontakt z nim się urwał a co ważniejsze, muzyk zabrał ze sobą prawo do nazwy zespołu! Historia Pandory dobiegała końca a tak się przynajmniej zdawało. Zespół pozostawił po sobie trzy udane krążki i zawiedzionych takim końcem, oddanych fanów. Pozostali muzycy pod zmienionym szyldem próbowali jeszcze wskrzesić ducha starego zespołu. Z ich inicjatywy powstały Metal Company i Box Company, które jednak nie powalczyły długo.

Od tamtych wydarzeń minęło sporo lat i niespodziewanie węgierskie zespoły znowu wypłynęły z portu zapomnienia. Przeszło 10 lat temu Omega dała niezapomniany, wielki koncert w Budapeszcie. Zresztą dzięki staraniom muzyków Omegi na Węgrzech stare płyty rockowych zespołów zostały ponownie wydane na płytach kompaktowych. Za Omegą poszli inni. P. Mobil wznowił swoją działalność, powróciła także Pandora! Ze starego składu pozostał niestety tylko Cserhati, który dobrał sobie młodych muzyków i ruszył w trasę koncertową po kraju, trasę na tyle udaną, ze zdecydował się również na nagranie nowego albumu. Poprzedziła go ep-ka wydana w 2002 roku, zawierająca angielskojęzyczne wersje starych szlagierów grupy. W tym samy roku wyszedł też album "Rmenyre tle" (Open again) a zaraz po nim koncertowa płyta "Vagtass velunk!". Żadnej z nich nie słyszałem ale udało mi się zdobyć następna i jak na razie ostatnią płytę Pandory - wydany w 2005 roku album "Pangea". To już mocny hard rock, zahaczający nawet o heavy metal. Płyta nie odkrywcza, ale na pewno ucieszy fana mocnego rocka. I co dla mnie istotne - wszystko zaśpiewane w ojczystym języku muzyków.

Odrodzony z gruzów zespół zadbał o odpowiednią promocję na węgierskim rynku i wiedzie mu się chyba całkiem nieźle. Obecnie przygotowują się do wydania nowego albumu. Jeden utwór można posłuchać na stronie internetowej - pbox.hu. Niestety strona jest tylko w języku węgierskim więc ciężko czegokolwiek z niej się dowiedzieć.

Powrót starych zespołów w zmienionym składzie i pod znanym szyldem to dzisiaj nie rzadkość Przyznam szczerze, że nie bardzo pochwalam takie manipulacje, choć z drugiej strony...mój znajomy Węgier ubolewał nad tym. co dzieje się obecnie na węgierskim rynku muzycznym, nad tym całym telewizyjno-radiowym gównem wpychanym przecież także nam z niebywałą nachalnością. Wobec tego jak się wyraził "to wspaniałe, że stare zespoły powracają, koncertują i nagrywają płyty!". Trudno się nie zgodzić.

***

Jeżeli ktoś z Was chciałby posłuchać Pandora's Box to polecam stare winylowe wydania pierwszych dwóch płyt, które można czasami kupić za śmieszne pieniądze na allegro, giełdach płytowych itp. Wydania cd widziałem tylko w ofercie krakowskiego Rock Serwisu.

Pierwsze dwie płyty wydano jako jeden cd (obecnie dostępne są także jako pojedyncze płyty), Omen zaś został wydany osobno. Płyt nagranych w nowym składzie (po reaktywacji grupy) w Polsce w ogóle nie widziałem.

Tommy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Koncerty

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.