Corrosion Of Conformity - "Wybawieni w ramionach Boga"
3 Kwietnia 2010
Amerykański muzykolog, David Crossby powiedział kiedyś, że "muzyka to najsubtelniejsza forma przekazu, można stwierdzić, że żadna dziedzina sztuki nie porusza ani nie wpływa na podświadomość tak, jak muzyka". To zdanie z powodzeniem mogłoby stać się mottem przewodnim każdego artysty, który lubi eksperymentować z dźwiękami. Rytm i melodia towarzyszą nam każdego dnia i od zawsze. Są dla nas jak tlen, bez którego nie da się żyć. I nie ma znaczenia czy to jest rock, jazz, blues czy poezja śpiewana. Liczy się tylko jedno - żeby to, co słyszymy chwyciło za serce i poruszyło ciało i duszę. Żeby wywołało w nas przyjemne dreszcze i pozostawiło w pamięci niezmywalny ślad...

Tak naprawdę, na ten temat można by dyskutować godzinami i jedno jest pewne: muzyka nigdy nie zostanie do końca poznana. Stale coś w niej odkrywamy - zarówno nowe gatunki i różnego rodzaju muzyczne hybrydy, jak również nieznanych nam dotąd wykonawców i zespoły. Warto więc zwrócić uwagę na pewne kapele, które robią kawał naprawdę dobrej roboty, a zostały trochę nie docenione lub nie zauważone - zwłaszcza w kraju nad Wisłą. A przecież "Nie sława zdobi człowieka"... Dobrym tego przykładem może być chociażby amerykańska formacja Corrosion Of Conformity, której sylwetkę chciałabym przybliżyć.
Historia zespołu sięga roku 1982, gdzie w Releigh, w Północnej Karolinie (USA), basista i wokalista, Mike Dean, wraz z gitarzystą Woodym Weathermanem i perkusistą Reedem Mullinem postanowili założyć kapelę grającą połączenie punka z hardcorem. W ciągu dwudziestu sześciu lat, ich styl muzyczny kilkukrotnie ewoluował. W pierwszym okresie działalności z wyjściowego gatunku, zwrócili się bardziej ku crossover thrash, który wciąż jednak zawierał duże wpływy punkowe, z nieco większą dawką ciężkiego brzmienia. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zaobserwować można kolejną zmianę, związaną między innymi z przyjściem do zespołu gitarzysty Peppera Keenana, który później przejmuje również pałeczkę wokalisty.
Wtedy, Corrosion Of Conformity zaczęło grać bardziej dynamicznie i wyraziście - zdecydowanie przekierowują się na heavy metal. Przez następne lata utrzymywali tę stylistykę, łącząc ją także z tzw. sludge metalem, z charakterystycznymi, krzyczanymi wokalami, powolnym tempem i agresywnymi riffami. Dzisiaj jednak, o twórczości Amerykanów mówi się przede wszystkim, że jest to stoner rock i klasyczny hard rock, gdzie na pierwszy plan wysuwają się basowe i gitarowe rytmiczne podkłady, szorstki wokal i melodyjne wstawki, utrzymane w dość leniwej i nieco psychodelicznej konwencji. Jak można jednak zauważyć, wszystkie nurty muzyczne, wokół których obracali się artyści, są do siebie zbliżone, tak więc widać, że panowie nigdy nie odeszli od swoich korzeni i pozostali wierni od początku wyznawanym ideałom.
Przyglądając się bliżej dziejom COC (to również popularny zapis nazwy tej grupy) widzimy, że nie tylko w warstwie stylistycznej następowały pewne przekształcenia. Również w składzie personalnym dość często pojawiały się zmiany, wymiany, a także powroty synów marnotrawnych (mam tutaj na myśli Mike'a Deana, który w 1987 roku zdecydował się opuścić swoich kolegów, tylko po to, by móc po sześciu latach do nich wrócić). Jeśli chodzi o wokalistów, to tutaj zespół także ma się czym "pochwalić". Zanim głównym dyrygentem został obecnie śpiewający Pepper Keenan, przed nim jego stanowisko kolejno zajmowali: Benji Shelton, Eric Eycke (wspólnie z Deanem), Simon Bob Sinister i Karl Agell. Odejście tego ostatniego miało miejsce w 1993 roku, gdy wraz z basistą Philem Swisherem postanowił założyć inną stoner rockową kapelę - Leadfoot. I od tamtego momentu zaczęło się coś konkretnego dziać.
Zespół tworzyli wtedy wszyscy trzej założyciele plus Keenan na wokalu. W tej właśnie obsadzie, panowie nagrali naprawdę mocny materiał, który rok później (1994) nakładem wytwórni Columbia Records, ujrzał światło dzienne. Był to "Deliverance" - krążek przełomowy w dyskografii Corrosion Of Conformity. To od niego zaczęło się metalowe granie w bardziej południowym stylu. Był to całkowicie inny materiał od poprzednich, zwłaszcza tych z początkowego okresu działalności, gdy panowie grali bardziej hałaśliwie i brudno. Album okazał się najlepiej sprzedającą się płytą w całym dorobku COC, a promujące go single "Albatross" i "Clean my wounds" znalazły się w dwudziestce najbardziej topowych hitów jednej z rockowych stacji radiowych w Stanach Zjednoczonych.
W roku 1996 przyszła kolej na następne wydawnictwo, jakim było "Wiseblood". Płytę promował przebojowy "Drowning in a daydream", a zespół wyruszył w trasę koncertową z Metallicą. Mogłoby się wydawać, że to przyczyni się do jeszcze większej popularności muzyków, a nowy krążek przewyższy sukces poprzedniego. Tak się jednak, niestety, nie stało, choć panowie zostali docenieni, o czym może świadczyć nominacja do nagród Grammy w kategorii "Best metal performance" za wspomniany już "Drowning in a daydream" (1998).
Kolejne przeobrażenia w zespole pojawiły się, gdy COC zmienili wytwórnię na Sanctuary Records, która w 2000 roku wydała "America's volume dealer". Mimo, że album zdawał się być bardziej komercyjny od "Wiseblood" to żaden z utworów - nawet promujący "Congratulations song" - nie doczekał się wideoklipu. A szkoda, bo krążek ten to naprawdę potężna porcja rockowego dynamitu z chwytliwymi melodiami. Rok później, odchodzi perkusista, Reed Mullin, którego kolejno zastępują: Jimmy Bower, Stanton Moore i, grający do dziś - Jason Patterson. Następuje przerwa w nagrywaniu, a grupa decyduje się wydać album koncertowy z występu w jednej z hal w Detroit - "Live volume", który ukazał się także na DVD (2001).
Jednak, po pięciu latach milczenia (2005), Corrosion Of Conformity powracają z nowym, bardziej różnorodnym i cięższym od poprzedniego materiałem. "In the arms of god" jest nie tylko płytą klimatyczną i przejmującą, ale również brutalną i miejscami bardzo posępną. Zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych albumów. Jest rock 'n' rollowo, bezkompromisowo i z pazurem. Fani z pewnością znaleźli tutaj coś, czego wcześniej im brakowało. Może szaleństwo, adrenalinę? A może charakterystyczny, ponury, wręcz czasem żałobny klimat?
Zespół ma na swoim koncie siedem wydawnictw studyjnych ("Eye for an eye", "Animosity", "Blind", "Deliverance", "Wiseblood", "America's volume dealer", "In the arms of god") oraz jedno koncertowe ("Live volume"). To co prawda niewiele jak na ponad ćwierćwiecze istnienia, ale aktywność muzyków z Corrosion Of Conformity nie ogranicza się do udzielania tylko w tej kapeli. Wokalista i gitarzysta Pepper Keenan szarpie druty również w heavy metalowej grupie Down. Część byłych członków natomiast, także ma własne side - projekty, co mogło w ówczesnym czasie przyczynić się do mniejszego poświęcenia uwagi COC.
Warto wspomnieć, że artyści współpracowali również z Jamesem Hetfieldem, który użyczył swojego głosu w utworze "Man or ash" ("Wiseblood", 1996). Skoro mowa o frontmanie Metalliki, to gdy COC był po kolejnych przetasowaniach personalnych (1989), jego muzycy postawili sobie za cel znalezienie wokalu zbliżonego właśnie do Hetfielda lub nawet Ozziego Osbourne'a. I wtedy pojawił się Keenan, który początkowo wspomagał kolegów jedynie na wiośle, potem dopiero (1991) wzmocnił formację również gardłowo. To był ten złoty środek, którego szukał zespół.
Żeby dostrzec różnorodność i przeobrażenia stylistyczne, jakie nastąpiły w twórczości Corrosion Of Confomity, nie trzeba dogłębnie i uważnie wsłuchiwać się w poszczególne płyty. Każda bowiem jest inna. Wystarczy porównać pierwszą ("Eye for an eye", 1983) i ostatnią ("In the arms of god", 2005), aby zauważyć jak bardzo są różne. Tak różne, a jednak podobne. Nie oznacza to jednak, że zmiana stylu wynikała z niezadowolenia ze wcześniejszego grania. Muzycy pragnęli próbować, eksperymentować, szukać... Nie chcieli zatrzymywać się w miejscu i pozwolić na to, by ich twórczość była kojarzona z tandetną i nieambitną muzyką, typową dla lat 90 - tych. Dlatego Pepper Keenan podkreśla, że wszyscy członkowie zespołu ciężko się starają by być szczerymi wobec tego, co robią i co jest w ich sercach. Ich życzeniem jest, by brzmienie zarówno współczesne, jak i to, które tworzyli kiedyś, było wieczne, a oni nigdy nie będą musieli tego się wstydzić...
Wielbiciele klasycznego grania w stylu Black Sabbath, Led Zeppelin czy Deep Purple z pewnością zainteresują się twórczością Corrosion Of Conformity. Panowie wiedzą, czego chcą i nie przebierają w środkach, aby osiągnąć cel. Są konkretni i zdecydowani, a to się ceni. Muzycy niewątpliwie zasługują na większe uznanie i to nie tylko ze względu na to, co tworzą. Również ich warsztat i umiejętności muzyczne są godne podziwu i zauważenia, czego dowodem są chociażby świetnie zagrane koncerty. Ważne jest także, że artyści nie poddają się rządzącym współczesnym rynkiem muzycznym trendom i dalej robią swoje. Chroni ich wiara, że najpiękniejsze jest to, co płynie z głębi duszy.
Iwona Sołdek











Aktualności


Komentarze