Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »
Redakcja poleca:


Nie sława zdobi człowieka: Niech zabrzmi ompa aż do śmierci! Historia zespołu Kaizers Orchestra

11 Grudnia 2010

W ciągu ostatnich kilku lat, zwłaszcza wśród społeczności żackiej, zapadła moda na emigrowanie. Jako miejsce docelowe szczególną popularnością cieszą się Wyspy Brytyjskie. Chociaż, jak możemy zaobserwować, sen o zielonej Irlandii czy mglistym Londynie, stracił już swój pierwotny blask. Teraz obiektem pożądania stała się Norwegia. Kiedy o niej pomyślimy, oczami wyobraźni widzimy fiordy, wikingów i trolle. Ciekawe jak by to wszystko wyglądało, gdyby symbolami tego skandynawskiego państewka zostały maski przeciwgazowe i beczki po ropie... Być może brzmi to trochę absurdalnie i przypomina nieco polityczną propagandę, ale nie ma powodów do obaw, gdyż są to jedynie znaki rozpoznawcze niesfornych dżentelmenów w garniturach i krawatach czyli muzyków z zespołu Kaizers Orchestra.

Tak naprawdę, ciężko jest scharakteryzować muzykę, jaką gra ta grupa. Dlatego, przyklejonp do niej dość niespotykaną etykietkę, doskonale opisująca jej twórczość. Jest to rock cygański, zwany także ompa rockiem. Ta tajemnicza ompa jest rodzajem tańca, który zawiera w sobie wiele elementów, typowych dla kultury romskiej. Jednak, nie tylko to możemy znaleźć w kaizerowych utworach. Muzycy tworząc kompozycje inspirują się także melodią bałkańską, ludową czy nawet orientalną, łącząc ją z rockowymi podkładami i dynamiczną stylistyką. To wszystko daje dość niekonwencjonalny efekt, który naprawdę robi wrażenie. Chyba głównie dlatego, że jest niewiele zespołów grających podobny rodzaj muzyki - w szczególności w Norwegii, gdzie koronę miłościwie dzierży black metal... Najbardziej specyficzną cechą w ich muzyce, tą która ich wyróżnia, jest wykorzystywanie jako instrumentów olbrzymiej wielkości beczek po ropie. Słychać je niemalże w każdym nagraniu, co dodaje im jeszcze więcej egzotyczności.

Ich sześciu

Z pozoru mogłoby się wydawać, że Kaizers Orchestra to co najmniej dwudziestu muzyków, których prowadzi autokratyczny i niezrównoważony dyrygent. Jednakże, prawda wygląda nieco inaczej, gdyż Kaizerów jest zaledwie sześciu, z których każdy pełni równie ważną funkcję. Nie ma tutaj zasady, że wszyscy są równi, ale niektórzy są równiejsi. Wszystkie instrumenty są wyraziste i w zależności od nagrania - jednym razem fisharmonia nadaje tempo i rytm, innym zaś - główną rolę odgrywa mandolina. Przekonajmy się zatem, kto dokładnie tworzy ten cygański teatr i za jakie sznurki w nim pociąga...

Janove "Jackal" (Szakal) Ottesen (ur. 1975) - jeden z dwóch założycieli zespołu. Wokalista, a za razem lider i frontman całej brygady. Oprócz śpiewania, gra również na gitarze i... beczkach po ropie oraz jest odpowiedzialny za teksty. Janove jest osobą niezwykle charyzmatyczną, dzięki czemu każdy koncert na długo zapada w pamięci. Ale, nie zawsze jego największą miłością była muzyka. Kiedyś bowiem marzył, żeby zostać piłkarzem lub astrologiem. Los jednak chciał, aby poszedł inną drogą i jak się okazało, jego życie ma z gwiazdami wiele wspólnych cech. W końcu on sam jest jedną z nich...

Geir "Hellraizer" Zahl (ur. 1975) - to on jest tym drugim, który przyczynił się do powstania zespołu. Jest gitarzystą i czasem również uderza młotkiem w beczkę. Geir o także współautor tekstów i zapalony bluesman, choć trudno by było po nim to odgadnąć, gdyż ze swojej gitary potrafi wydobyć szalone i często bardzo szokujące dźwięki. Jest osobą, która wygląda bardzo poczciwie i niepozornie, ale tak naprawdę, drzemie w nim niespokojny duch, który często nie przebiera w słowach, aby wyrazić swoje zdanie. Podobnie jak Szakal, pasjonuje się piłką nożną.

Rune "Mink" Solheim (ur. 1976) - jego królestwo stanowią bębny i talerze, a także tamburyn, felga i wielka czerwona popielniczka! Uwielbia kawę i być może jego pozytywne nastawienie do rzeczywistości i wesołe usposobienie są wynikiem uczucia do tej używki.

Helge "Omen" Risa (ur. 1975) - najbardziej tajemniczy ze wszystkich członków zespołu. To

właśnie on podczas koncertów (a także na teledyskach) ukrywa się pod maską przeciwgazową. Ale, gdyby nie jego fisharmonia, muzyka kaizerów nie byłaby tak enigmatyczna. Helge to człowiek - zagadka. Mało o nim wiadomo, prócz tego, że ma dość ortodoksyjny system wartości i jest fanem Marcina Lutra. Najważniejsze jest jednak to, co potrafi wydobyć ze swoich instrumentów.

Terje "Killmaster" Vinterstø (ur. 1977) - to najmłodsze ogniwo zespołu gra na basie, a w wolnych chwilach także na beczkach. Jest typowym rockmanem, a jednocześnie liderem punkowego Skambankt. Zazwyczaj jest cichy i małomówny, ale gdy ma kaprys, w jednej chwili potrafi stać się duszą towarzystwa. Co ciekawe - kiedyś sprzedawał konie, ale po tym krótkim epizodzie zdecydował poświęcić swoje życie dla muzyki.

Øyvind "Thunder" Storesund (ur. 1974) - to z kolei najstarszy z Kaizerów, który swoim wyglądem przypomina pirata, a nas czaruje popisami gry na kontrabasie. Interesują go sporty wytrzymałościowe i muzyka współczesna. Do życia podchodzi z bardzo pozytywnym nastawieniem. Jest osobą o dużej wrażliwości i jako jedyny w grupie, posiada wykształcenie muzyczne. To właśnie dlatego, pozostali muzycy czasem żartują, że nikt inny tylko on, czuwa nad jakością tego, co uda im się stworzyć.

Dawno, dawno temu, gdzieś w południowo - zachodniej Norwegii...

Teraz zapraszam na podróż w czasie - przeniesiemy się do roku 1990, bo bez wydarzeń sprzed tych dwudziestu lat, nie byłoby Kaizers Orchestra. Jak to bywa w wielu przypadkach, zanim uformował się obecny kształt zespołu, poszczególni jego członkowie mieli wcześniej inne przedsięwzięcia. Jak się również okazuje, nie od początku wszystko wyglądało pięknie i kolorowo - na sukces i popularność trzeba było zapracować... Jako, że głównymi sprawcami całego zamieszania są Janove i Geir, to przede wszystkim o nich będzie mowa. Tak więc, w rzeczonym 1990 roku, w Byrne, dwóch tych panów - wówczas piętnastoletnich chłopców, znudzonych monotonią życia codziennego, całe dnie spędzali w garażach, brzdąkając na gitarach. Początkowo było to zwykłe pogrywanie, które wkrótce jednak zaowocowało utworzeniem pierwszego zespołu, Blod, Snått & Julling (1994). Udało im się również wydać amatorską kasetę pt. "Ein glad tunnel". Wtedy produkcja płyty była dla nich czymś zupełnie nieosiągalnym, całkowicie poza zasięgiem ich marzeń, a przede wszystkim możliwości finansowych. Rok 1996 przyniósł pewne zmiany, które niewątpliwie były wynikiem rocznego pobytu Janove w wojsku. Zespół odszedł od lekkiego grania, ciskając w kąt ballady - tylko bo to, by przejść w klimat nieco mocniejszego brzmienia. Wraz ze zmianą stylu, przechrzczona została również nazwa grupy - w ten sposób narodził się gnom (przez małe "g"!). Wtedy szeregi nowej - starej kapeli zasilali także: klawiszowiec Helge Risa, perkusista Rune Solheim i kontrabasista Rolf Prestø. Tak się zaczęła muzyczna przygoda gnoma, która przyniosła nagranie albumu pt. "Mys" (1998). Jednak, to też nie było to, czego by od siebie oczekiwali muzycy. Nastąpiła kolejna próba zmiany stylu, ta ostateczna. Panowie doszli bowiem do wniosku, że warto trochę poeksperymentować, a kluczem do sukcesu miały być piosenki żywe i energetyczne. Oto powstaje utwór "Bastard" z rewelacyjnym solo na bębnach, w którym po raz pierwszy użyte zostały beczki po ropie. Pomysł znakomicie sprawdził się na koncertach, a to był moment przełomowy w ich ówczesnej działalności. W końcu Szakal i jego ekipa dotarli do tego, do czego dojrzewali przez lata. Znaleźli idealną dla siebie drogę muzyczną, którą konsekwentnie kroczą po dziś dzień i miejmy nadzieję, że nigdy z niej nie zboczą. Po przyjęciu nowego kontrabasisty, Jona Sjøena, zespół zatwierdził ostateczną i jedynie słuszną nazwę, czyli Kaizers Orchestra. To wszystko przypada na rok 2000, który uważa się za oficjalną datę powołania do życia Kaizerów.

Są sobą

To, co wyróżnia i ujmuje w twórczości Norwegów, to fakt, że utwory są śpiewane w ich ojczystym języku, choć jak zapewnia Janove, "To muzyka jest językiem naszych piosenek. Jeśli rozumiesz ją, zrozumiesz Kaizers". Zespół może poszczycić się (poza epkami 1999/2000, 2001, 2004 i 2005, DVD "Viva la Vega" oraz koncertowym "Live at Vega" z 2006 roku) pięcioma studyjnymi albumami: "Ompa til du dør" (2001), "Evig pint" (2003), "Maestro" (2005), "Maskineri" (2008), "Våre demoner" (2009). Łączy ich przede wszystkim atmosfera i tematyka. Część utworów utrzymana jest także w konwencji charakterystycznej dla Toma Waitsa. To chyba nie jest przypadek, bo ów pan jest idolem Szakala, który kiedyś powiedział, że bardzo chciałby spotkać się właśnie z tym artystą. Oprócz tego, Kaizerzy poprzez swoją twórczość przenoszą nas w świat westernów i Vita Corleone. To właśnie fisharmonia i tzw. "gwiezdne solówki" Øyvinda zapewniają nam podróż w czasy Lucky Luke'a i braci Dalton. Znajdziemy tutaj także całą gamę innych instrumentów, których spektrum jest imponujące. Jak mówi nazwa zespołu, mamy do czynienia z prawdziwą orkiestrą. Są tu: smyczki, mandolina, akordeon, klawisze, tamburyn, trąbki, grzechotki... Nie wspominam już o instrumentach, na których na stałe grają członkowie grupy. Najciekawsze jednak są te beczki po ropie - trzeba naprawdę mieć fantazję i poczucie humoru, by wpaść na tak oryginalny pomysł, żeby użyć tych przedmiotów do grania.

W Cyganie siła

Nie od dziś wiadomo, że muzykę w jednej połowie tworzy warstwa instrumentalna, a w drugiej warstwa liryczna. O czym więc śpiewa Janove? Początkowo mogłoby się wydawać, że utwory w zwyczajny sposób opisują jakieś wydarzenia, ludzi czy miejsca. Jednakże, wsłuchując się i zagłębiając w ich treść, możemy odnaleźć ukryte między wierszami ważne dla nas tematy. Wszystkie teksty Szakala łączy podobna problematyka. Pod płaszczem zagadnień dotyczących wojska i armii, rosyjskiej ruletki, ruchu oporu, podejrzanych typów i ich lewych interesów, kryminalnego półświatka, mafii, szpitali dla obłąkanych czy śmierci, kryją się ludzkie dylematy związane z miłością, samotnością, cierpieniem, odrzuceniem i nieszczęściem. Wymowę utworów dodatkowo potęguje ich klimat, utrzymany w tonie zagadkowości i mistycyzmu. Nie oznacza to jednak, że piosenki Kaizerów są smutne, ponure i melancholijne. Wbrew pozorom, są bardzo taneczne i dynamiczne. Oczywiście nie każde, bo w repertuarze zespołu znajdziemy również utwory balladowe, nieco spokojniejsze i nastrojowe. Jednakże, ich domeną są kompozycje o dużej dawce energii, z szybkim tempem i konkretną ilością nieposkromionych dźwięków. W końcu to rock cygański, a Cyganie to przecież królowie tańca i melodii. Ciekawym pomysłem jest także wykorzystywanie tych samych postaci, które pojawiają się na wszystkich albumach. Jest Constanze, Ojciec Martin, Tony czy tajemniczy Mr. Kaizer, na którego cześć nazwano zespół. Dodatkowym atutem jest maniera wokalna Janove. Tutaj piosenkarz zamienia się w aktora, przyjmując rozmaite wcielenia - od melancholii i władczości, po chorobę psychiczną. Bawi się głosem, jak cały zespół muzyką, a to jest ważne dla całości ekspresji artystycznej. Dodajmy do tego specyficzny image Kaizerów (pomijając maski przeciwgazowe), na który składają się eleganckie garnitury, czerwone (ale nie zawsze) koszule i krawaty. To wszystko tworzy imponującą mieszankę, która w każdej chwili może wybuchnąć. Tak na pewno się stało nie tylko w ich ojczyźnie, ale także poza jej granicami. Najlepszym tego poświadczeniem jest chociażby udział w Rock Am Ring czy Popkomm, ale przede wszystkim - trzykrotny występ na festiwalu w Roskilde - 2002, 2003 i 2006. A tam przecież koncertują najlepsi z najlepszych...

Magia koncertów

Atmosfera występów na żywo jest przeżyciem i zjawiskiem ciężkim do opisania i scharakteryzowania. Emocje i wrażenia towarzyszące podczas koncertów mają w sobie niezwykłą moc, sprawiającą, że chce się więcej i więcej. W tej dziedzinie Kaizerzy również mają spore osiągnięcia. Po wydaniu "Ompa til du dør" w 2001 roku, której sprzedaż była najlepszym wynikiem w historii norweskiej muzyki rozrywkowej, panowie w ciągu jednego roku zagrali aż 144 razy! Nie bez powodu zostali kiedyś określeni "najbardziej koncertowym zespołem Skandynawii", a po występie w Roskilde'2002 prasa, zarówno duńska, jak holenderska i niemiecka, okrzyknęła grupę jedną z głównych atrakcji festiwalu.

Kontrola na kontynencie

W 2009 roku ukazało się najnowsze wydawnictwo Kaizers Orchestra - "Våre demoner". Jak łatwo obliczyć, jest to piąty studyjny album w dorobku grupy, która nie skończyła nawet dziesięciu lat. Jednakże to wystarczyło, aby wydać biograficzną książkę "Kontrola na kontynencie" (nawiązanie do utworu o tym samym tytule, nor. "Kontroll på kontinentet", z płyty "Ompa til du dør"), która na półki norweskich księgarń trafiła 18 października 2006 roku, czyli tak naprawdę, została napisana zaledwie w sześć lat od powstania zespołu. Jej autorem jest brat Geira - Jan Zahl, który towarzyszył muzykom w czasie tournee promującego "Maestro", bacznie obserwując ich na scenie i poza nią. Biografia została wydana w formie atlasu, gdyż w części opowiada o geografii tras i miast europejskich, w których Kaizerzy mieli przyjemność grać. To dość zadziwiające, że zespół z tak niewielkim stażem doczekał się spisania swojej historii. Norwegów jednak to wcale nie dziwi, bo w ich kraju kapela ta (nadal działająca, tworząca i świetnie się mająca) już ma status kultowej!

Kaizerzy wnieśli do muzyki coś nowego i być może rewolucyjnego. Ich twórczość pokazuje wielowymiarowość muzyki i udowadnia, że piosenki mogą służyć nie tylko rozrywce, ale także jako opowieści pewnych historii. Historii, w których Janove wciela się w rolę narratora, nie tylko przedstawiając losy ich bohaterów lecz również skłaniając słuchacza do samodzielnego wyciągania z nich wniosków. Każda opowieść zawiera jakiś przekaz i to jest powód, dla którego warto sięgnąć do tłumaczeń tekstów Orkiestry. Klimat oprawy muzycznej zaś, doskonale ilustruje podejmowane w piosenkach tematy. Jest skonstruowany w taki sposób, że pobudza wyobraźnię odbiorców, przenosząc ich w miejsce i czas akcji utworów. Być może Kaizers Orchestra przejmą kontrolę na kontynencie, być może na całym globie, a może zasięg ich panowania ograniczy się tylko do Skandynawii i - ewentualnie - niektórych krajów Europy Zachodniej. Skoro udało im się dotrzeć do Niemiec, to może kiedyś zahaczą także o kraj nad Wisłą. Póki co, zespół mimo wszystko cały czas pozostaje gdzieś w cieniu. W momencie, gdy to się zmieni będziemy mogli powiedzieć: "Panie i Panowie - czapki z głów - Norwegowie nadchodzą!".

Iwona Sołdek

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Slash - historia prawdziwego muzyka (felieton)Slash - historia prawdziwego muzyka

Kiedy w 1996 roku Slash oficjalnie oznajmił, iż odchodzi z Guns N' Roses miliony fanów na całym świecie zadało sobie pytanie, co dalej z jego karierą i czy będzie on w stanie obejść się bez Axla i spółki? Powstało... czytaj cały felietion...

The Tea Party - kanadyjska fuzja brzmienia (felieton)The Tea Party - kanadyjska fuzja brzmienia

The Tea Party to kanadyjski zespół rockowy, powstały na początku lat dziewięćdziesiątych w Windsorze, w prowincji Ontario. Założony przez przyjaciół z dzieciństwa Jeffa Burrowsa, Stuarta Chatwooda i Jeffa Martina... czytaj cały felietion...

Muzyczne podsumowanie 2010  (felieton)Muzyczne podsumowanie 2010

Drogi Czytelniku, w zamierzeniu autora miałeś przeczytać ten tekst na początku tego roku. Nie wyszło. W grudniu święta, więc autor odpoczywał, w styczniu witał nowy rok z iście rock'n'roll-ową werwą, a potem znowu... czytaj cały felietion...

Ogłoszenia

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

Top 10 przemyśleń (felieton)Top 10 przemyśleń

Gdy postanowiłem stworzyć dla własnych celów listę 10 utworów które są szczególnie ważne dla mnie, uświadomiłem sobie, że w takim ujęciu nawet najlepszy mocny kawałek, bez poparcia innych argumentów, nie ma prawa... czytaj cały felietion...

Płock Cover Festiwal, czyli jak polityka zabija kulturę (felieton)Płock Cover Festiwal, czyli jak polityka zabija kulturę

Płock Cover Festiwal czyli gwiazdy metalu na nadwiślańskiej plaży. To już niestety historia. Krótka historia tego jak piękne święto ciężkiej muzyki kończy swój żywot pośród mroków rozgrywek politycznych. czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.