Slash - historia prawdziwego muzyka
21 Lutego 2012
Kiedy w 1996 roku Slash oficjalnie oznajmił, iż odchodzi z Guns N' Roses miliony fanów na całym świecie zadało sobie pytanie, co dalej z jego karierą i czy będzie on w stanie obejść się bez Axla i spółki? Powstało wiele spekulacji, iż kłótnia między Axlem a Slashem nie potrwa długo. Jednak kiedy Rose zastąpił legendarnych członków zespołu nowymi, nikomu nieznanymi, jasne stało się, że to koniec Guns N' Roses, a Slash od teraz będzie musiał zająć się własną karierą.

Na odpowiedzi na zadane wcześniej pytania nie trzeba było długo czekać, a w zasadzie nie trzeba było czekać w ogóle. Należy pamiętać o tym, że po trasie "Use Your Illusion" chłopcy z Gunsów zrobili sobie zasłużony odpoczynek. W tym czasie Slash, który jest pracoholikiem, ale przede wszystkim kocha grać i tworzyć, założył nowy zespół Slash's Snakepit. W 1995 roku, a więc rok przed oficjalnym rozstaniem z Guns N' Roses, zespół wydał pierwszy album zatytułowany "It's Five O'Clock Somewhere". Nowe kompozycje zawarte na płycie utrzymane są w klimacie rockowym z wyraźnymi wpływami rock n' rolla. Płyta przepełniona jest wspaniałymi riffami i solówkami. "It's Five O'Clock Somewhere" to solidna dawka wspaniałego, klasycznego rock n' rolla. Krążek spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem ze strony krytyków, którzy podkreślali, że Slash dopiero po odejściu z Guns n' Roses pokazał swoje prawdziwe oblicze, a wiele z utworów zawartych na płycie nie miałoby racji bytu w Gunsach. Pierwszy "solowy" singiel w karierze Slasha pokrył się platyną na całym świecie. Niestety Slash's Snakepit nigdy nie odniósł sukcesu na miarę Guns N' Roses, choć w pełni na to zasługiwał. Nie pomogła nawet druga płyta "Ain't Life Grand" z 2000 roku, której zarzucano brak świeżości oraz zbytnie "eksponowanie" się Slasha. Mimo niepowodzenia, był on szczęśliwy z tego, że mógł grać to, co mu w duszy gra oraz być blisko fanów podczas koncertów w barach i klubach.
W 2002 roku Slash wraz z Mattem Sorumem i Duffem Mackaganem (byli Gunsi) zagrali wspólnie koncert ku czci zmarłego perkusisty Ozzy'ego Osbourne'a. Wspólne próby wkrótce przeniosły się do studia. Chłopcy szybko skompletowali zespół, zatrudniając wokalistę Scotta Weillanda (Stone Temple Pilots) i gitarzystę Dave'a Kushnera (Wasted Youth). W ten sposób powstał Velvet Revolver, amerykańska supergrupa, w której skład wchodzili trzej byli Gunsi. Po dwóch latach wspólnych prób i tworzenia nowego materiału, światło dzienne ujrzało ich pierwsze wspólne dzieło od trzynastu lat. "Contraband" to krążek, który idealnie wpisałby się w dyskografię starych, dobrych Gunsów. Zespół odniósł wielki sukces zajmując pierwsze miejsce na liście najlepiej sprzedających się płyt w Stanach oraz zdobywając nagrodę Grammy za utwór "Slither" w kategorii Najlepszy Utwór Hard Rock. Velvet Revolver poszedł za ciosem i pojechał w światowe tournee oraz grał na największych festiwalach. Mimo problemów wokalisty (uzależnienie od narkotyków), zespół w 2007 roku wydał kolejną płytę "Libertad". Nie osiągnęła ona już tak dużego sukcesu jak poprzednia, mimo tego fani na całym świecie chętnie i licznie przychodzili na koncerty zespołu. Niestety, podczas tournee promującego najnowszy krążek Scott musiał udać się kolejny raz na odwyk, co więcej, ogłosił reaktywację Stone Temple Pilots. Zespół odwołał resztę koncertów i zawiesił działalność do czasu znalezienia nowego wokalisty.
Drogi muzyków rozeszły się, ale Slash wiedział dokładnie, co ma robić. Już od dłuższego czasu miał zamiar nagrać pierwszą solową płytę w karierze. I tak też się stało w kwietniu 2010 roku kiedy to wydał płytę zatytułowaną po prostu "Slash". Do pracy przy solowym projekcie zaangażował znanych muzyków i wokalistów m. in: Lemmy'ego Kilmistera, Fergie, Ozzy'ego Osbourne'a oraz Dave'a Grohla. Płyta spotkała się z mieszanymi opiniami. Większości jednak przypadła do gustu, zwłaszcza jeżeli chodzi o grę Slasha, który po raz kolejny udowodnił, iż jest jednym z najlepszych gitarzystów w historii muzyki rockowej.
Na przestrzeni ostatnich szesnastu lat Slash swoją twórczością i ciągłą działalnością (przypomnijmy pięć płyt w ciągu piętnastu lat) udowodnił, że istnieje jako muzyk także bez Guns N' Roses. Powiem więcej, patrząc na dokonania Gunsów w ciągu ostatnich prawie dwóch dekad i słuchając ich ostatniej i jedynej płyty od czasu rozstania Slasha z zespołem odnoszę wrażenie, iż to Guns N' Roses potrzebują Slasha, gdyż bez niego zespół stał się przeciętną kapelą przypadkowych muzyków jedynie udających legendę rocka.
Mateusz Mochnaczewski











Aktualności


Komentarze