Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Okładkologia Pink Floyd cześć I

17 Grudnia 2012

Nie było w historii rocka zespołu, którego muzyka tak mocno zwarła się z warstwą wizualną albumów. Nie zdziwiłbym się nawet, gdyby więcej ludzi kojarzyło rysunek z pryzmatem rozszczepiającym światło, niż dźwięki zegarów rozpoczynające "Time". Pink Floyd był więcej, niż zespołem muzycznym -stanowił multimedialne przedsięwzięcie, w którym efekty wizualne i grafiki były prawie tak ważne, jak same kompozycje.


Młodzieńcze lata


Cofnijmy się do Cambridge lat 60. Do lokalnej Cambridgeshire High School for
Boys uczęszcza młody Roger Barrett. Dwie klasy wyżej uczy się jego imiennik,
Roger Waters. Na razie żadnej grupy muzycznej nie ma w planach. Jeden trochę
gra na gitarze, drugi czasem przychodzi go posłuchać, ale póki co bardziej
interesuje się sportem. Waters gra w drużynie Rugby razem z innym kolegą ze
szkoły, Stormem Thorgersonem. Storm też nie ma zapędów muzycznych. Muzykiem
nie jest i nie będzie (w późniejszych wywiadach żartuje, że nie rozróżnia
nawet dwóch stron gitary). Za parę lat ma za to zainteresować się
fotografią i razem z innym przyjacielem poznanym w Cambridge założyć studio
graficzne Hipgnosis. Wtedy też odezwie się do niego Waters, pytając, czy
zająłby się okładkami zyskującego coraz większą popularność zespołu.
Zanim jednak to nastąpi, minie parę lat. W międzyczasie Waters z Barrettem
wraz z paroma innych znajomymi z uczelnianych korytarzy założą zespół Tea
Set, wkrótce przemianowany na Pink Floyd. Narobią trochę hałasu w muzycznym
podziemiu, a w końcu zdobędą kontrakt z EMI i wydadzą pierwszą płytę w 1967
roku.

Debiut - The Piper at the Gates of Dawn


Jest to czas, w którym to wytwórnia odpowiadała za podejmowanie decyzji.
Zespół nie miał wiele do powiedzenia w kwestiach promocyjnych i
wizerunkowych, okładki wykonywał kontraktowy fotograf czy grafik. Vic
Singh, któremu jako zadanie powierzono oprawę debiutującego zespołu
stwierdził, że najlepiej psychodeliczny charakter odda poprzez kolorowe
ciuchy i zalecił muzykom wygrzebać z szafy najbardziej jaskrawe ubrania.
Fotografię wykonał przez zakładaną na obiektyw soczewkę - pryzmat,
którą dostał od przyjaciela, Georga Harrisona (i jeden drugi do tej pory
nie widział dla niej żadnego zastosowania).
Jednak już oprawa "The Piper at the Gates of Dawn" ma w sobie
gen Pink Floyd ; tylna grafika jest autorstwa Rogera
Syda Barretta, który poza tym, że pisał teksty i tworzył
muzykę, kształcił się w tym czasie na artystę plastyka. Cało
przedsięwzięcie i sesja tak mu się spodobały, że przygotował ilustrację
specjalnie pod to wydawnictwo i wykonał nawet parę próbnych fotografii.

Obrys grupy tańczących ludzi okazał się być jedyną grafiką stworzoną przez
Barretta dla Pink Floyd. Jego problemy z narkotykami i pogłębiające się
oderwanie od rzeczywistości doprowadziły w końcu do wyrzucenia z zespołu.
Obowiązki dotychczasowego lidera przejął Waters oraz dołączający do grupy
inny kolega z podwórka - David Gilmour. W sprawie grafiki odezwano
się do Thorgersona, który właśnie otworzył swoje studio graficzne.

Współpraca z Hipgnosis - "Saucerful of Secrets"


Pink Floyd z roku na rok rozkręcał się i zdołał wyrobić sobie pozycję na
lokalnej scenie. Miał też to szczęście, że trafił na moment przesilenia na
rynku muzycznym. Zaczął dyktować wytwórni własne warunki. Jako drugi w
historii EMI mógł sobie pozwolić na zatrudnienie własnego studia
graficznego.
"A Saucerful of Secrets" to już owoc współpracy ze Stormem Thorgersonem i
Aubrey Powellem. To ten duet odpowiada za najbardziej znane okładki PF,
można pokusić się na stwierdzenie, że w pewnym stopniu przyczynił się on do
sukcesu Flojdów. Thorgerson z małymi przerwami współpracuje z grupą do tej
pory. Dzięki okładkom do Wish You Were Here czy Atom Heart Mother stał się
ikoną rockowej grafiki, jego charakterystyczne fotografie zdobią dziś wiele
albumów, nie tylko z progresywnego świata.

Pierwsza okładka nie jest reprezentatywna dla twórców. Jest to jedyna
oprawa, przy której skorzystali oni z cudzych prac. Coś, co w pierwszej
chwili wydaje się być abstrakcyjnym kolażem, po bliższym przyjrzeniu
okazuje się łożeniem ilustracji utrzymanych w bardzo różnej stylistyce i
pochodzących z przestrzeni wielu wieków. Na pierwszy plan wybija się postać
starca wędrującego przez las, otoczonego symbolami alchemicznymi. To
stworzona w 1583 roku przez Johanna Daniela Myliusa (alchemika i
kompozytora) rycina do dzieła "Opus medico-chymicum" - "Przeciwieństwa w
makro- i mikrokosmosie". Wykorzystano też ilustracje przedstawiające
galaktyki oraz fragment marvelowskiego komiksu Strange Tales (nr 158/1967 -
rysunki: Severin Marie), na którym Doctor Strange (taki mało u nas znany,
ale z pewnością super - bohater) ściera się z kosmicznym magikiem o
wdzięcznej ksywie "Living Tribunal".
Dziś takie zestawienie uznalibyśmy za jaskrawy przykład postmodernizmu,
jednak w tych hipisowskich latach zastosowanie "outer space"
jako metafory dla ludzkiego "inner space"; wydawało się być
czymś naruralnym. Wiedza od kosmitów i mądrości dawnych wieków wydawały się
być dwoma stronami tej samej karty samopoznania w stylu New Age. Sam
tytuł płyty tłumaczony literalnie brzmiałby dla nas niezbyt mądrze "latający talerz z tajemnicami".

Psychodeliczny okres od "Ummagumma" po "Meddle"

Kolejna okładka, na której w lustrze zamiast odbicia widzimy członków
zespołu zamieniających się miejscami, to już w pełni autorska realizacja.
Była to ostatnia okładka oparta na zdjęciu zespołu. Na długi czas z albumów
Pink Floyd miała też zniknąć nazwa grupy. Mimo, że to rozwiązanie bardzo nie
podobało się wytwórni, graficy uznali, że liternictwo zakłóca kompozycję, a
napis sam w sobie nie przedstawia o muzyce takiej informacji, jak dobrze
przygotowana grafika.

Posiadacze starszych wydań winylowych mogą dostrzec na okładce Ummagumma
pewien autocytat - rekurencja nie jest nieskończona. Jeśli dobrze się
przyjrzeć, to w ramie na czwartym z kolei zdjęciu dojrzymy... okładkę
"Saucerful of Secrets". Z kolei w odbiciu w baniaku na wino można dostrzec na
tle okna niewyraźną sylwetkę fotografa.
Hipgnosis pozostawiono wolną rękę, ale kolejne okładki były już mniej
ciekawe. More to zwykły kadr z filmu z pozmienianymi kolorami, Obscued by
Cloads to z kolei zdjęcie mężczyzny siedzącego w koronie drzewa, ale ujęte
tak nie ostro, że można je potraktować jako abstrakcję. Okładkę Meddle
przestawiającą ucho i kręgi na wodzie sam Thorgerson podaje jako wyjątkowo
nieudaną.

Z tego okresu broni się jedynie oprawa "Atom Heart Mother".
Na froncie została ujęta przypadkowo napotkana krowa, którą właściciel
zidentyfikował potem jako Lulubelle III. Na odwrocie znalazły się jej trzy
koleżanki z pastwiska. Okładka była efektem sugestii zespołu, by znaleźć
jakiś bardziej przyziemny, niepsychodeliczny motyw. Po latach to jednak ta
oprawa Pink Floyd wydaje się być najbardziej odjechana. Ale to dopiero
kolejny projekt miał zapewnić miejsce w historii i Pink Floyd i
Thorgersonowi...

Witryna internetowa Okladki.net stanowi unikalny punkt w polskiej sieci - serwis od 2008 roku upowszechnia wiedzę o oprawach klasycznych albumów - ich twórcach, kulisach powstania oraz symbolice. Szczególne miejsce w bazie zajmują okładki Pink Floyd. Poza ciekawostkami z przeszłości, na stronie znajdziecie także opisy najnowszych wydawnictw i gorące nazwiska ze świata designu muzycznego.

Stach Gruszczyński

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Forum

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.