2005 rok w Polsce - muzyczne podsumowanie
Jakby tu krótko podsumować krajową muzykę 2005 roku? Najlepiej wybierając 5 najlepszych płyt, o których zapewne będzie się pamiętać jeszcze bardzo długo. Oczywiście należałoby też w kilku zdaniach uzasadnić wybór.
05. Hey - Echosystem
O tym, że płyta została dobrze przyjęta przez rynek, świadczą nie tylko wyniki sprzedaży, ale też to, że gdziekolwiek Hey by nie grał, tam są też spore problemy z dostaniem biletów. W Krakowie, dzień po dniu, zapełnili Rotundę. Nie cały materiał na "Echosystemi", w przeciwieństwie do singlowego "Mimo wszystko", jest tak spokojny. Niezależnie jednak od tempa i nastroju, wszystkie piosenki trzymają wysoki poziom -wyższy od i tak nie niskiego, jaki prezentowały dwie poprzednie płyty studyjne formacji.
04. Happysad - Podróże z i pod prąd
Do czasu poznania tej płyty, uważałem Happysad, za kapelę, która gra tylko: lekko, łatwo i przyjemnie, ale bez udziału tzw. wyższej filozofii. A tu okazało się, że tę sympatyczną, bądź co bądź, konwencję można wzbogacić o nawet bardzo dosadne ("Z pamiętnika młodej zielarki") i ciekawe ("Od kiedy ropa") przemyślenia. Ale są też lekkie, a zarazem urokliwe, dynamiczne, melodyjne momenty, jak choćby piosenka "Piękna". Nieustannie skocznie, ale też różnorodnie i z polotem.
03. Kult - Poligono industrial
Początkowo nie byłem przekonany do tej płyty. Głównie za sprawą singla "Kocham cię, a miłością swoją", który mimo swojej niezaprzeczalnej "wpadalności w ucho", do szczególnie udanych raczej nie należy. Szczególnie, gdy patrzy się z perspektywy całego dorobku Kultu. Ale z racji tego, że na krążku są też takie perełki, jak "Cham", "Pot i kreff", czy utwór tytułowy, moje zdanie dość szybko uległo zmianie... i to kardynalnej.
02. Riverside - Second life syndrome
Druga cześć progresywnej trylogii, kontynuacja opowieści z płyty-debiutu "Out of myself". Riverside to bez wątpienia obecnie najgenialniejszy polski zespół grający muzykę progresywną. Doskonały, klimatyczny i zapierający dech w piersiach styl z poprzedniej płyty, rozważnie rozwinęli, nie zbaczając ze słusznie wybranej muzycznej ścieżki. Zachwycają pomysłowością zarówno w kompozycjach instrumentalnych ("Reality dream III"), utworach nad wyraz spokojnych ("Conceiving you"), jak i rozpędzonej 11-stominutowej suicie "Dance with a shadow".
01. Lao Che - Powstanie warszawskie
Jeśli nawet sami Powstańcy są przekonani do tej muzyki, to chyba lepszej rekomendacji nie trzeba? Nie dająca zamknąć się w żadne ramy muzyczna opowieść o Bohaterach Warszawy z 1944 roku. Zwariowany brzmieniowo materiał, wzbogacany archiwalnymi nagraniami radiowymi, który w niezwykłej muzycznej formie przedstawia kawał ważnej historii. Płyta ta jest ewenementem, nie tylko na polskim rynku. Trudno bowiem ją porównać z czymkolwiek innym. Doskonała i to pod każdym względem. Prawdziwe arcydzieło.
Bartłomiej "Eternus" Biga











Aktualności


Komentarze