Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Lech Janerka - Zasiedziała święta krowa polskiego rocka

13 Czerwca 2015

Nim zacznę właściwą treść felietonu muszę wyjaśnić, iż jego tytuł nie ma (brońcie Boże!) charakteru obraźliwego, a właściwie składa się z wypowiedzi samego Lecha Janerki na swój temat, który chociażby podczas odebrania "pośmiertnej nagrody", jaką według niego był Fryderyk za całokoształt twórczości powiedział, że jest "sławny przez zasiedzenie", a niegdyś autoironicznie zwykł o sobie mówić właśnie, że jest "świętą krową polskiego rocka". Może są to określenia dosadne, ale w przypadku postaci Janerki niepozbawione sensu, ponieważ on właściwie już nic nie musi, nie musi koncertować, nagrywać. A mimo to ma ugruntowaną pozycję na scenie rockowej i szacunek, może nie wielce masowej (jak np. Coma, Kult czy Myslovitz), ale sporej grupy fanów muzyki rockowej w kraju nad Wisłą.


Wielu fanów rocka, kiedy myśli - Janerka, mówi - Klaus Mitffoch. Niewątpliwie jedyna płyta, którą nagrał był z tym zespołem (Klaus nagrał jeszcze drugi album "Mordoplan", ale już bez Janerki w składzie) przyniosła mu nieprzemijające uznanie, ale stwierdzenie, że Janerka zakończył swoją świetność na Klausie, byłoby obelgą i bzdurą. Jak się słucha Mitffocha dzisiaj? Otóż, słucha się wspaniale. Jest to płyta, na której wrzy i muzycznie, i słownie. Lech Janerka groteskowo opisywał zniewolenie umysłowe minionych lat. W książeczce płyty można przeczytać, iż część tekstów pisała pani Bożena Janerka, choć od początku pachniało mi to "ściemą". Zresztą, wyczytałem gdzieś wypowiedź pana Lecha, w której stwierdził, że obecnie liczy się to, kto tekst napisał, a nie kto dyktował. Zawsze uważałem, że cenzura była jednak mimo wszystko pozytywnym zjawiskiem, które zmuszało artystów do lingwistycznej ekwilibrystyki - żeby opisywać patologie rzeczywistości twórca musiał się natrudzić, poszukać odpowiednio dobranych słów, kamuflaży, metafor. I dziś taka cenzura (w łagodniejszej wersji) przydałaby się. Być może muzyka popularna pod względem lirycznym stałaby na dużo wyższym poziomie? Obawiam się, że dzisiejsza dosłowność za kilkanaście lat będzie niezrozumiała, a w książeczkach do reedycji trzeba będzie zamieszczać przypisy.

Wracając jednak do Klausa i debiutanckiej płyty, nie brak tam i punkowego jazgotu, i nowofalowych brzmień, melodii, gitary pobrzmiewają niekiedy Andy'm Summersem z The Police. Oczywiście wiodącym instrumentem jest gitara basowa, choćby słynna, i zarazem bardzo prosta, transowa, bo wręcz ciągnąca się przez cały utwór partia z kanonicznego utworu "Strzeż się tych miejsc". Co ciekawe, największy chyba hit zespołu, "Jezu, jak się ciesze", nawet nie ukazał się na płycie długogrającej. Czasy Klausa Mitffocha z pewnością były katapultą, która wystrzeliła Lecha Janerkę w grono ówczesnych gwiazd polskiego rocka, co zresztą stało się jedną z przyczyn odejścia z zespołu. Choć płyta z Klausem zapewniła Lechowi Janerce nieprzemijające uznanie, to jednak ten gorset chyba zbyt mocno go uciskał, skoro odszedł z zespołu po pierwszej płycie, a do dziś okres grania w Klausie nazywa w wywiadach "czasem traumy". W takiej traumie narodziły się jednakże tak wspaniałe utwory jak "Tutaj wesoło", "O głowie", "Muł pancerny", "Siedzi", czy singlowy "Śmielej".

Albumy solowe Janerki to niby wciąż ten sam Janerka, ten sam zachrypnięty głos, ale muzycznie są one dość zróżnicowane. Znakomite "Historie Podwodne" to płyta łącząca brzmienie i klimat Klausa (na gitarze zagrał kompan Janerki z KM - Krzysztof Pociecha; fascynacje The Police są nadal mocno słyszalne choćby w "Reformatorze" czy w "Ta zabawa nie jest dla dziewczynek") z poszukiwaniami stylistycznymi, zahaczającymi między innymi o reggae (słynny, adoptowany przez Wojciecha Waglewskiego i Voo Voo utwór "Konstytucje", uświetniony saksofonem i gościnnym śpiewem Małgorzaty Ostrowskiej z Lombardu utwór tytułowy lub bujające "Niewole"). Dodatkowo brzmienie wzbogaciła Bożena Janerka, która od tej płyty począwszy do dnia dzisiejszego gra na wiolonczeli zarówno na koncertach, jak i na płytach. Drugi album "Piosenki" to płyta nieco nierówna, choć są na niej świetne utwory ("Paragwaj" pocięty przez cenzurę oraz "Niewalczyk"). Podczas sesji zmarł perkusista Janusz Rołt, więc część partii perkusyjnych zagrał automat. Kolejny album, "Ur", może być nieco cięższym orzechem do zgryzienia ze względu na brzmienia elektroniczne, syntezatory podchodzące pod industrial. Jest to płyta niewątpliwie znakomita, ale dla kogoś, kto był przyzwyczajony do poprzedniego brzmienia, album nagrany wraz z założoną przez samego Janerkę formacją "Dinghy" może być mniej przystępny. Niemniej, warto dać mu szansę. Pod tą grubą warstwą elektroniki nie brakuje melodii, jest trochę hipnotyzowania, szczypta transu. Na następnym albumie Janerka odszedł od elektroniki, a postawił na mocno gitarowe brzmienia. "Bruhaha" to najcięższy brzmieniowo album w dorobku muzyka. Ważnym nabytkiem zespołu stał się młodo zmarły Wojciech Seweryn, którego gitary odcisnęły wyraźne piętno na brzmieniu "Bruhahy" oraz następnych krążków "Dobranoc" i "Fiu Fiu".

Ostatnia płyta Lecha Janerki ukazała się dziesięć lat temu, a jeśliby się uprzeć, to można napisać, iż tak naprawdę, to ostatni krążek z premierowym materiałem ukazał się jeszcze wcześniej, bo w 2002 roku, i był to znakomity album "Fiu Fiu" (sam autor podkreśla, że jest to jedno z jego największych muzycznych osiągnięć). Muzyka do ostatniej jak dotychczas płyty "Plagiaty" powstała w latach siedemdziesiątych. Lech Janerka, jak sam przyznaje, odnalazł szkielety tych utworów w pożółkłym zeszycie, zaaranżował je i napisał do nich teksty, i kiedy całości były już gotowe, powstał materiał znany jako "Plagiaty". Jest to płyta o tyle odmienna od poprzedniczek, że o wiele spokojniejsza, oparta głównie o gitarę akustyczną, która dominuje w większości utworów, spychając przy tym w tło główny instrument Janerki, czyli gitarę basową. Największą sławę z tej płyty zdobyła wesolutka piosenka "Rower", którą w bardzo finezyjny sposób przerobił na swoją modłę CeZik.

Jeśliby wierzyć panu Janerce i jego wypowiedziom udzielanym mediom, to podobno muzyka na nowy album jest gotowa, zaaranżowana, a jedyne czego brakuje, to tekstów, z którymi muzyk ma niemały problem. Śpiewający basista przyzwyczaił słuchaczy do wysokiego poziomu swoich liryków i pieczołowitej dbałości w układaniu fraz, w których być może własnie nie przekaz odgrywa główną rolę (choć jest niewątpliwie ważny), ale właśnie sama forma brzmieniowa słów. Może i z lekką przesadą ktoś nazwał Janerkę "Mironem Białoszewskim polskiego rocka", ale niewątpliwie uprawia on swoistą poezję lingwistyczną, bawiąc się słowami, ich brzmienieniem, rymami, neologizmami (słynne "figurole", "kryptofisie", "kurwatywa", "absolulu") czy w przypadku "Plagiatów" flirtując z zalewającą nasz język wszem i wobec angielszczyzną ("i absolulu, nie rozumiem, trwam - minimal plan", "Europa ma w dupie freedom").

Nie ulega wątpliwości, że głos Lecha Janerki jest polskiej scenie bardzo potrzebny. Mam wielką nadzieję, że coś jeszcze mądrego nam wychrypi do wtóru gitary basowej, dźwięków wiolonczeli wygrywanych przez swoją małżonkę oraz do innych instrumentów. Inna rzecz, brakuje w sklepach jego poprzednich płyt. O ile Klausa Mitffocha i "Historie Podwodne" można nabyć za śmieszne pieniądze, o tyle dostanie "Bruhahy", "Ur" czy "Dobranoc" graniczy z cudem. No chyba że się ma zasobny portfel/konto bankowe. Mam wielką nadzieję, że nowa płyta Lecha Janerki wkrótce się ukaże, będzie ogólnodostępna w sklepach, i będzie tak dobra, że z radości będę sobie podśpiewywał parafrazując nieudolnie:

"Lechu, jak się cieszę,
z twych króciutkich wskrzeszeń,
gdy się już obudzisz raz na ileś lat
można płyty słuchać całą mocą ucha
nowy krążek w wieży w kółko gra.
I pięknie jest. Nieskromnie bardzo jest".

Kamil Pietrzyk

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część XI.

W tej części wspominamy płytę "Within The Realm Of A Dying Sun" zespołu Dead Can Dance. czytaj cały felietion...

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Ogłoszenia

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.