Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Jubileusze albumów - I połowa stycznia!

19 Stycznia 2017

Jabłka w tym koszyku wyglądają bardzo apetycznie i soczyście. Ale uwaga - jest jedno robaczywe! Na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale bliższy kontakt nie pozostawia złudzeń. Wtedy wystarczy je zostawić i wziąć się za następne.


Tony Sheridan And The Beat Brothers - "My Bonnie" (05.01.1962)

Podpisany z Polydor Records kontrakt przewidywał użycie przez zespół pseudonimu, stąd na albumie widnieje nazwa "The Beat Brothers", a nie "The Beatles". Zespół razem z Sheridanem często grywał w Hamburgu, gdzie dostrzegł ich Bert Kaempfert i zaproponował nagranie tego krążka. Dla niektórych nie jest to prawdziwa płyta legendy z Liverpoolu, bo zamiast Ringo jest jeszcze Pete Best, a obecność Stuarta Sutcliffe'a czyni z nich kwintet. Co więcej, nie ma ani jednego utworu napisanego przez Lennona, McCartneya czy Harrisona; same covery i jedna kompozycja Tony'ego. Jednak fakty pozostają faktami, a "My Bonnie" pozostaje całkiem niezłym wydawnictwem. Klasyczny rock'n'roll przełomu lat 50. i 60., z agresywnymi klawiszami a la Jerry Lee Lewis ("Top Ten Twist" i rzecz jasna "Whole Lotta Shakin' Goin' On") i solidną sekcją dętą ("Swanee River", "You Are My Sunshine"). Smaczek ekstra w postaci gitarowych przygrywek w stylu mariachi w "Skinny Minnie".

Ramones - "Leave Home" (10.01.1977)

Druga płyta nowojorskich prekursorów punka zawrotnej kariery na listach przebojów nie zrobiła, ale dziś uznaje się ją za kultową. Poziomem dorównuje debiutanckiemu "Ramones", ale nie ma już tego efektu walnięcia młodzieży w łeb. Nie oszukujmy się; musieliby się naprawdę "postarać", żeby następca zawieść oczekiwania fanów. Dominują zatem typowe ramonese kawałki z banalnie prostymi riffami i rytmem, jak "Glad To See You Go" czy "Carbona Out Glue". "Leave Home" nie jest bynajmniej monotonne; brzmienie zmienia się nieco w "California Sun" (gitary) i "Suzy Is A Headbanger" (bębny). Nie brakuje także smutniejszych momentów w postaci "I Remember You" i "You're Gonna Kill That Girl".

David Bowie - "Low" (14.01.1977)

Pierwsza część opracowanego z Brianem Eno i Tonym Viscontim "berlińskiego tryptyku", nagranego po przeprowadzce Davida do Republiki Federalnej Niemiec. Nie tylko jest lepsza niż ">>Heroes<<" i "Lodger", ale jest jedną z najlepszych płyt Bowiego w ogóle. Nie ma tu dobrze brzmiących w radiu singli typu "Rebel Rebel"; od początku do końca głównym elementem jest tajemnicza strona artystyczna. Na czele oczywiście "Warszawa", ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Ciężko wyrzucić z głowy gitarowe popisy w "Always Crashing The Same Car", akordeon w "What In The World" czy kosmiczne brzmienie syntezatorów w "Speed Of Life". Wokale są fantastyczne, zwłaszcza w "Be My Wife", gdzie dodatkowo mamy klawisze przypominające odgłos trzęsienie pudełkiem ze sztućcami. Moje ulubione momenty to saksofon na "Subterraneans" i talerze na "Sound And Vision", nieodmiennie kojarzące mi się z gaszeniem peta w oranżadzie.

Lou Reed - "Magic And Loss" (14.01.1992)

Najlepiej notowany album papieża alternatywy na brytyjskich listach. Dla mnie szósta pozycja jest jakimś żartem - ten krążek jest zwyczajnie za dobry. Zainspirowany opowieściami o meksykańskich magikach Lou pierwotnie chciał skupić się wyłącznie na pierwszej części tytułu. Druga doszła, gdy w 1991 roku zmarły dwie bliskie mu osoby: Doc Pomus i Rotten Rita. Płyta oferuje całą paletę emocji: od głębokiego, namacalnego smutku ("Magician - Internally", "Harry's Circumcision - Reverie Gone Astray"), przez otępienie ("Gassed And Stoked - Loss"), apatię (utwór tytułowy), uspokojenie ("Cremation - Ashes To Ashes") po optymizm, przed którym wylano jednak morze łez ("Warrior King - Revenge"). Każdy z wymienionych utworów gra w swojej własnej lidze, ale i tak wszystkie ustępują przed "Sword Of Damocles - Externally". Nawet nie wiem, jak opisać to klawiszowo-gitarowe cudo.

Blaze - "Tenth Dimension" (15.01.2002)

Blaze Bayley porzucił całkiem niezłe Wolfsbane (które z tego powodu przestało istnieć) dla Iron Maiden. Mogę to zrozumieć. Ówczesna metalowa ekstraklasa. Niestety, buty Dickinsona okazały się za duże. To też mogę zrozumieć. Jednak po odejściu z Żelaznej Dziewicy nie próbował wskrzesić starego zespołu, tylko założył nową, sygnowaną swoim pseudonimem grupę. I zaczął produkować ową bezkształtną masę dźwięków. Tego już nie mogę zrozumieć. Ten album jest po prostu zły. Nie oferuje nic nowego, dłuży się niemiłosiernie, nie porywa do pogo ani w ogóle do niczego. Wyjątkiem jest "The Truth Revealed", spokojny utwór ze świetnymi gitarami. Reszta przytępia umysł. "End Dream" i "Stranger To The Light" są tak ociężałe i nudne, że jest to w zasadzie fenomen. Gdy już robi się szybciej, to dostajemy takie "Leap Of Faith". "Land Of The Blind" to chyba efekt silnego zatwardzenia. Nigdy więcej.

Wolfsbane - "Wolfsbane Save The World" (09.01.2012)

Ale tu już jak najbardziej. W 2010 roku Wolfsbane powrócił po szesnastoletniej przerwie (nie licząc dwóch krótkich reunionów) w działalności. Niedługo potem zabrał się za pracę nad pierwszą od 1994 roku płytę. Wieloletnia rozłąka wyszła im na dobre, bo ten krążek jest co najmniej równie dobry, jak debiutancki "Live Fast, Die Fast", albo nawet lepszy. Z tymże nie jest to już heavy metal, a rock i to niekiedy podejrzanie alternatywny. Zdecydowanie najlepszym utworem jest sześciominutowe "Illusion Of Love", utrzymane w klimacie Uriah Heep. "Did It For The Money" ma zyskuje "tłustym", funkowym brzmieniem. Klasyczne rockowe numery, jak "Starlight" czy "Smoke And Red Light" dają radę, choć np. "Child Of The Sun" to już za bardzo pop.

Jędrzej Rakoczy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Jubileusze albumów - I połowa kwietnia! (felieton)Jubileusze albumów - I połowa kwietnia!

Kolejne osiem albumów, które w ten czy inny sposób zapisały się w rockowej świadomości na przestrzeni ostatnich kilku dekad. Do tego historyczny moment - po raz pierwszy opisuję tutaj krążek polskiego wykonawcy. czytaj cały felietion...

Jubileusze albumów - II połowa marca! (felieton)Jubileusze albumów - II połowa marca!

Osiem pozycji chyba na dłużej zagości w tej rubryce. Ostatnie dwa tygodnie były najczystszą przyjemnością dla uszu, jeśli chodzi o "urodziny" płyt, przez co jakiekolwiek ograniczenie było niezwykle trudne. Jednak... czytaj cały felietion...

Ogłoszenia

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.