Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Jubileusze albumów - II połowa lutego!

6 Marca 2017

25 lutego może być jakąś zaczarowaną datą, jeśli chodzi o wydanie albumu. Trzy wydane tego dnia pozycje wyglądają bardzo ciekawie jeszcze przed usłyszeniem pierwszych dźwięków. Dwa z tych krążków to absolutne klasyki w swoich gatunkach, cieszące się niesłabnącym blaskiem mimo upływu kilku ładnych lat.


John Mayall & the Bluesbreakers - "A Hard Road" (17.02.1967)

Trzeci album legendarnego bluesmana i jego równie legendarnej formacji. Tutaj towarzyszą mu m. in. Peter Green i John McVie, późniejsi członkowie Fleetwood Mac. Ten pierwszy śpiewa nawet w dwóch utworach ("You Don't Love Me" i "The Same Way"), ale nie może się równać z wysokim wokalem lidera grupy w numerze tytułowym czy zgrabnym, nieco komediowym "Hit The Highway". Sama muzyka jest kwintesencją bluesa; od przyjemnego, prostego "It's Over", przez harmonijkowe "Leaping Christine", aż po instrumentalne popisy "The Stumble". W zasadzie jedynym momentem, do którego można się przyczepić, jest wypełnione dziwnymi pojękiwaniami "There's Always Work". Całość świetnie działałaby bez tej niewiele ponad półtoraminutowej kompozycji.

Manfred Mann's Earth Band - "Manfred Mann's Earth Band" (18.02.1972)

Zespół mocno bazujący na przeróbkach, znany głównie z coverów Bruce'a Springsteena, choć debiutowali rok przed nim. Co więcej, na swojej pierwszej płycie zamieścili kilka niezłych kawałków własnego autorstwa. Mam tu na myśli przede wszystkim zawierające bardzo ładną partię fletu, dosyć smutne "Part Time Man" i melodyjne, hipnotyzujące akordy w "Prayer". Jednak dziwaczne keyboardy w "Sloth" zupełnie odstraszają i mogą wywołać wrażenie, że lepiej było dodać jeszcze kilka coverów. Takich jak świetny, zalatujący southernem "Captain Bobby Stout" Lane Tietgen czy jadące na wyśmienitych klawiszach "Jump Sturdy" Dr. Johna.

Utopia - "Swing To The Right" (24.02.1982)

Choć Todd Rundgren jest bardzo szanowanym i uznanym producentem i inżynierem dźwięku, to jego osiągnięcia jako instrumentalisty nie są już tak wysoko stawiane. Słabe nie są, momentami przeciętne, ale na ogół raczej na plus. Z siódmego krążka jego zespołu najbardziej zapada w pamięć spokojna, fantastyczna melodia klawiszowego "Only Human". Ciekawie brzmi też duet gitar akustycznej i basowej w pozytywnym "Lysistrata" i pachnący wypranym mózgiem lat 90. "Junk Rock". Bez echa przechodzi najdłuższa na albumie "Shinola", także kawałek tytułowy pozostawia pewien niedosyt. Rytmy disco w "Fahrenheit 451" mogą wywołać małą konsternację, ale zaskakująco pasują do całości.

Peter Gabriel - "Peter Gabriel (Car)" (25.02.1977)

W 1975 roku jeden z najbardziej teatralnych wokalistów w dziejach zdecydował poświęcić się karierze solowej. Odejście Gabriela z Genesis było początkiem końca tego zespołu, choć wtedy nikt jeszcze o tym nie wiedział. Jednak nic w przyrodzie nie ginie; Peter zabrał się do pracy, w ciągu pięciu lat wydając cztery niezatytułowane albumy. Na pierwszym z nich łączy różne style muzyczne z wyczuciem i łatwością przysługującym wyłącznie geniuszom. Połączył siły z innymi równymi sobie (m. in. Robertem Frippem i Tonym Levinem z King Crimson), by stworzyć takie wspaniałości jak "Waiting For The Big One" czy "Solsbury Hill". Z kolei w końcowych "Down The Dolce Vita" oraz "Here Comes The Flood" prym wiedzie Londyńska Orkiestra Symfoniczna, czyniąc z wymienionych utworów niepowtarzalne artystyczne przeżycie.

Pantera - "Vulgar Display Of Power" (25.02.1992)

Gdy na początku lat 90. do głosu doszedł grunge, mogło się wydawać, że to już koniec metalu. Giganci tacy jak Iron Maiden, Judas Priest czy Slayer usuwali swoich kluczowych członków, Ozzy Osbourne odchodził na emeryturę (na szczęście krótką), a Metallica rozpoczęła komercjalizację brzmienia. Pantera miała już na koncie pięć płyt, ale dopiero ich szósty krążek wyniósł ich do metalowego panteonu i zapewnił nieśmiertelność. Nie ma chyba fana gatunku, który nie zna koncertowego hymnu "Walk". Już początkowe "Mouth For War" zwiastuje, że nie będzie przelewek ani żadnego pobłażania. Dzika energia uderza przede wszystkim na "F***ing Hostile" i "Rise", choć dobry headbanging może też odchodzić na "By Demons Be Driven". Dimebag i spółka pokusili się także o wolniejsze (do czasu) numery, jak złowrogie "This Love" czy melodyczne "Hollow".

L7 - "The Beauty Process: Triple Platinum" (25.02.1997)

Pierwsza płyta nagrana bez basistki Jennifer Finch. Kalifornijskie riot grrrls odchodzą tutaj od kojarzonego z nimi ciężkiego rocka. Eksperymenty brzmieniowe zdają test, choć fajerwerków nie ma. Najciekawiej wypadają "Moonshine", gdzie Lionel Richie odlicza początek lekkiej piosenki z płaczliwą gitarą i nieco "zużytym wokalem", oraz całkiem porządne "The Masses Are Asses", w którym należy pochwalić bas. Na plus zaliczyć też można ospałe, smołowate "Must Have More" i lżejszy, oparty na gitarowo-klawiszowym duecie singiel "Off The Wagon". Obie krawędzie do ucięcia; początkowe "The Beauty Process" to niepotrzebne wrzaski i dość toporne dźwięki nagrane najpewniej na próbie, a końcowe "Lorenza, Giada, Alessandra" wprowadzają element bezsensownego chaosu.

Jędrzej Rakoczy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Jubileusze albumów - I połowa kwietnia! (felieton)Jubileusze albumów - I połowa kwietnia!

Kolejne osiem albumów, które w ten czy inny sposób zapisały się w rockowej świadomości na przestrzeni ostatnich kilku dekad. Do tego historyczny moment - po raz pierwszy opisuję tutaj krążek polskiego wykonawcy. czytaj cały felietion...

Jubileusze albumów - II połowa marca! (felieton)Jubileusze albumów - II połowa marca!

Osiem pozycji chyba na dłużej zagości w tej rubryce. Ostatnie dwa tygodnie były najczystszą przyjemnością dla uszu, jeśli chodzi o "urodziny" płyt, przez co jakiekolwiek ograniczenie było niezwykle trudne. Jednak... czytaj cały felietion...

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.