Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Jubileusze albumów - II połowa kwietnia!

4 Maja 2017

Tym razem nie ma żadnych debiutów ani ostatnich płyt. Za to prawie wszystkie pozycje były powitaniem albo pożegnaniem któregoś z członków zespołu. Miłośnicy pierwszej połowy lat 80. będą zadowoleni. Zresztą pewnie nie tylko oni.


Status Quo - "1+9+8+2" (16.04.1982)

Ostatni raz, gdy Rossi i spółka mieli okazję zaznać uczucia bycia na szczycie brytyjskiej listy przebojów. Energiczna, wręcz zmuszająca do optymizmu muzyka była tym, czego Wyspiarze potrzebowali w czasie niezbyt przyjemnego okresu wojny. Można wybrać np. tłuste, nachalne "Young Pretender", głupiutkie "Doesn't Matter" czy weselne "She Don't Fool Me". Ale jest też choćby "I Should Have Known", z zawziętym rytmem a la ZZ Top, czy odchodzący od reszty na rzecz uderzającego electric rocka "Big Man". Zespół mógł dodać jeszcze jedną taką kompozycję, bo po pewnym czasie ta wesołkowatość zlewa się w jedną uśmiechniętą masę i można nieco stracić rachubę utworów.

Motörhead - "Iron Fist" (17.04.1982)

Pierwszy album legendy heavy metalu, który wszedł na listy przebojów po drugiej stronie Atlantyku (utkwił w drugiej setce). Jednocześnie ostatni, na którym wystąpił gitarzysta "Fast" Eddie Clarke. Słychać, że w zespole nie najlepiej się układało; melodie nie trzymają się kupy, a brak pazurów momentami woła o pomstę do piekła. Cała druga strona to sieczka, na którą nie chce się nawet zwracać uwagi. Wyjątkiem jest może riff z "(Don't Need) Religion", ale nie można go porównywać nawet z pierwszymi utworami albumu, nie mówiąc już o twórczości Motörhead w ogóle. Ten z tytułowego numeru też jest taki średni, ale "Heart Of Stone", "Go To Hell" czy "Loser" to już inna, prawdziwie metalowa bajka. Ogólne wrażenie poprawia jeszcze chropowaty od whisky wokal w "I'm The Doctor".

Beastie Boys - "Check Your Head" (21.04.1992)

Na swoim trzecim albumie Nowojorczycy bardziej idą w stronę hip-hopu i funku niż rap rocka, ale momentami czuje się klimat debiutu. Najbardziej w coverze Sly & The Family Stone "Time For Livin'", choć efekt odtwarzania z radia głosu przez megafon jest idiotyczny. W "Stand Together" początkowy bas i brzmiący jak pianie koguta saksofon powinny trwać cały czas, ale i tak jest w porządku. Nieźle wypadają funkowe "POW", "Groove Holmes" i "Something's Got To Give". Zaskakuje jazzowy klimat "Lighten Up", który aż prosił się o powtórzenie w późniejszych numerach. Do wywalenia "The Maestro" i "Pass The Mic".

Fates Warning - "A Pleasant Shade Of Grey" (22.04.1997)

Pierwszy krążek nagrany z Joeyem Verą na basie i pierwszy z trzech, na których zespół z Connecticut występuje jako kwartet. Do pracy zaproszono także Kevina Moore'a, byłego klawiszowca Dream Theater. Cała płyta to w zasadzie jeden, podzielony na dwanaście części utwór, rozwijający mroczne regiony prezentowane na "Parallels" i "Inside Out". Na plus zdecydowanie pełen emocji wokal Aldera, szczególnie na "pustynnej" części VI i nawiązującej do muzyki klasycznej partii VII. Gitara dobra na "Part IX", ale bez Arestiego to nie to samo. Najmniej potrzebna wydaje się część IV, gdzie producent chyba przysnął i zezwolił na taką kakofonię.

Paul McCartney - "Tug Of War" (26.04.1982)

Po raz pierwszy od siedmiu lat były Beatles osiągnął pierwsze miejsca list przebojów zarówno w USA, jak i w Wielkiej Brytanii. Muzycznie jest to jego największe osiągnięcie od czasów "Band On The Run", albo nawet "Abbey Road". Paul łączy sprawdzone rozwiązania brytyjskiego rocka z melodiami śródziemnomorskimi i funkowym zacięciem. W utworze tytułowym jest gęsto od keyboardów, na które nałożono gitarę i linię wokalną, zabierające słuchaczy gdzieś do Toskanii. "Take It Away" zaczyna się od skradzionego z reggae basu tylko po to, by przekształcić się w meksykański festyn. Potem wcale nie jest nudniej; w rhythm and bluesowych "What's That You're Doing?" i "Ebony And Ivory" pojawia się Stevie Wonder, a w tradycyjnym pop "Get It" Carl Perkins. Oprócz tego beatlesowskie "Here Today" i dość ironiczne "The Pound Is Sinking". Pozycja obowiązkowa.

Nick Cave And The Bad Seeds - "Henry's Dream" (27.04.1992)

Australijczyk doprowadził do perfekcji poruszanie się po mrocznych obszarach muzyki, ale nie zawsze robił to w sposób wycofany czy wręcz ascetyczny. Tutaj dużo się dzieje. Nick może być pretensjonalnym cwaniakiem ("Brother, My Cup Is Empty"), podjudzanym do furii wieśniakiem ("Jack The Ripper") czy wewnętrznie spokojnym mężczyzną przechadzającym się po ogrodzie w zamglonych, chińskich górach ("Christina The Astonishing"). Może mu też towarzyszyć chór ("Papa Won't Let You Leave, Henry") czy inne Złe Nasiona ("I Had A Dream, Joe"). Nieoceniony wkład w brzmienie miał multiinstrumentalista Mick Harvey, który swoimi klawiszami spaja kompozycje w znak rozpoznawczy Cave'a - harmonie.

Alice Cooper - "Lace And Whiskey" (29.04.1977)

Trzecia solowa płyta pioniera shock rocka sama w sobie jest szokiem. Alice wali gatunkami jak nienormalny, ale najważniejsze, że całkiem nieźle mu to wychodzi. Wrażenie robią gitarowo-klawiszowo-chóralny rozmach "My God" czy smyczkowy "I Never Wrote Those Songs". Do tego na plus na pewno czysto rock'n'rollowy "Ubangi Stomp" i niezwykle delikatne jak na Coopera "You And Me", gdzie niestety wokal troszeczkę zanika. Z kolei więcej czasu można było poświęcić na prace nad teatralnym "King Of The Silver Screen", w którym jakby nagle wszyscy tracą pomysł na dalszą grę. Również "It's Hot Tonight" nieco otępia funkowym riffem, który warto było wspomóc czymś z późniejszego zestawu. "Damned If You Do" trochę gubi drogę między brzmieniem country a musicalem, ale słucha się dość przyjemnie. Szkoda, że Cooper już więcej nie zaprosił do współpracy Tony'ego Levina; na następnych albumach głębia siada.

Cheap Trick - "One On One" (30.04.1982)

Gwiazda Taniej Sztuczki traciła blask; basista Tom Petersson odszedł jeszcze przed "All Shook Up" i wyniki sprzedaży spadały konsekwentnie aż do zjednoczenia oryginalnego składu w 1988 roku. Trochę to dziwi, bo szóstego albumu Amerykanów słucha się przyjemnie. Zander najostrzej śpiewa w "Lookin' Out For Number One" i "Oo La La La", gdzie wydaje się maksymalnie zniecierpliwiony. Na początkowym "I Want You" jest nieco łagodniej, ale tam energię dostarcza przede wszystkim gitara i yeah-yeahowanie. Oprócz tego ciekawe fragmenty w postaci dość queenowskiego "Saturday At Midnight" i łączącego stadiony z garażami "Four Letter Word". Na minus bezbarwne "Time Is Runnin'" i elektroniczne okropieństwo "I Want Be Man".

Jędrzej Rakoczy

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

Festiwale letnie 2017! (felieton)Festiwale letnie 2017!

Lato to okres wakacji, relaksu i muzycznych festiwali pod chmurką. Przed Wami przegląd najciekawszych imprez zbliżającego się lata w Polsce. czytaj cały felietion...

Jubileusze albumów - II połowa maja! (felieton)Jubileusze albumów - II połowa maja!

Znowu bez żadnego debiutu, ale za to wszystkie wybrane płyty oznaczały nowy rozdział w twórczości każdego artysty. To, że zmiany nie zawsze były na lepsze, to już inna sprawa. czytaj cały felietion...

Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część X. (felieton)Kiedy niedźwiedzie lubiły miód, czyli o słodkościach sprzed trzech dekad. Część X.

W tej części kilka słów na temat albumu "Keeper Of The Seven Keys Part 1" grupy Helloween. czytaj cały felietion...

Koncerty

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka (felieton)10 najtragiczniejszych śmierci w historii rocka

Święto zmarłych to okres zadumy i wspomnień. Postanowiliśmy przy tej okazji przypomnieć Wam o muzykach, którzy odeszli z tego świata w nieszczęśliwych okolicznościach. Celowo nie umieszczaliśmy na liście takich... czytaj cały felietion...

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Zagraniczne płyty, polska cena (felieton)Zagraniczne płyty, polska cena

Zapewne większość z osób kupujących oryginalne płyty kompaktowe spotkała się z określeniem "zagraniczne płyty, polska cena". U jego podstaw stała kampania promocyjna polskich koncernów wydawniczych, mająca na... czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.