Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »
Redakcja poleca:


Architektoniczne studia muzyczne, czyli...

wycieczka nie tylko na "Ciemną Stronę Księżyca" z grupą Pink Floyd. Nick Mason podczas spotkania z dziennikarzami i grupą wiernych fanów w "Klubie Pod Jaszczurami", gdy miał udzielić wskazówek dla początkujących muzyków, które pomogłyby im odnieść sukces, powiedział dowcipnie i cynicznie zarazem: "niech zaczną studiować architekturę".

Zastanawiam się, na ile członkowie Pink Floyd są pazernymi materialistami? Bo z jednej strony, gdy po pierwszym od wielu lat koncercie, jaki zespół zagrał w oryginalnym składzie (Gilmour - Waters - Mason - Wright) w ramach akcji Live 8, prasa gorączkowo spekulowała na temat trwałej reaktywacji grupy (mimo iż wszyscy muzycy, może z wyjątkiem Nicka Masona, od początku temu zaprzeczali) i gdy pojawiła się wielomilionowa oferta trasy koncertowej po USA, została ona odrzucona. Ogromne pieniądze ich nie skusiły. Z drugiej zaś zaskoczyły mnie obawy Gilmoura, że występ na Live 8 (w lipcu 2005), przełoży się na gorszą sprzedaż jego solowej płyty (sic!), nad którą wtedy pracował, a która ukazała się zgodnie z planem - w marcu 2006. A tak na marginesie dodam, że album "On an Island" jest przepiękny i w pewnym stopniu polski (dzięki partiom orkiestrowym Zbigniewa Preisnera i grze Leszka Możdżera na fortepianie).

Kolejnym elementem tego tematycznego kalejdoskopu, oscylującego wokół Pink Floyd, niech będzie Live 8, o którym to z premedytacją kilka zdań wcześniej wspomniałem. Ich występ w klasycznym składzie był bez wątpienia najważniejszym punktem kulminacyjnym tej szlachetnej akcji. Podobnie, jak wiele innych osób, czułem wtedy muzyczną magię, która ponoć towarzyszyła koncertom zespołu w przysłowiowych "starych, dobrych czasach". A o tym, że nie było łatwo namówić skłóconych od lat Gilmoura i Watersa do wspólnego występu, pisze szczegółowo Nick Masson w swojej subiektywnej, ale i wartościowej książce "Pink Floyd - Moje Wspomnienia". On chyba jako jedyny członek zespołu wierzył (być może nadal wierzy), że Pink Floyd reaktywuje się na więcej niż ten jeden koncert. Był on nawet skłonny, co prawda po cichu, mówić o powrocie bez Gilmoura, ale za to z Watersem w składzie. Byłoby to jednak o tyle dziwne, że to właśnie Waters ponad 20 lat temu odszedł z zespołu, a Gilmour zaczął wtedy sam dźwigać (zapewne słodki) ciężar bycia liderem zespołu-legendy.

Nigdy nie podzielałem obaw tych, którzy przy tej okazji wątpili w zapasy artystycznego potencjału muzyków Pink Floyd i nie wierzyli, że mogą oni stworzyć płytę, która byłaby porównywalna z ich najlepszymi wydawnictwami z lat 70-tych. Zupełnie tego nie rozumiem, bo przecież wydana po długiej przerwie, w 1994 roku płyta "Division Bell", wbrew równie ponurym proroctwom, które wtedy też tu i ówdzie się pojawiały, okazała się być wspaniałym albumem. Koncertowa trasa Watersa "In the flash" sprzed kilku lat (która objęła również Polskę), była niezapomniana. Również ukończona przed kilkoma miesiącami "Ca Ira" (co tłumaczy się, jako "Jest Nadzieja"), choć jest rock-operą, a zatem trudno ją porównać z wcześniejszymi dokonaniami Watersa, okazała się materiałem tyleż wyjątkowym, co pięknym. Warto nadmienić, że porusza bardzo ciekawą tematykę - historię Rewolucji Francuskiej. A o cudownie delikatnym, rozmarzonym, snującym się nastroju piosenek z jeszcze ciepłej solowej płyty Davida Gilmoura już pisałem. Zatem pytam, gdzie tu miejsce na obawy o artystyczną formę? Bo niepokoje o kondycję fizyczną muzyków mogą być uzasadnione. Przecież nie każdy ma przeczący prawom czasu i zdrowego trybu życia organizm - taki, jak członkowie The Rolling Stones.

Pink Floyd to zespół, który już zawsze będzie nosił brzemię najważniejszej płyty w historii muzyki rozrywkowej - "Dark Side of the Moon". Dlatego malkontenci zawsze będą mieli argument, że żadna kolejna nie dorównuje "Ciemnej Stronie Księżyca". Ale cóż - porównania z absolutem zwykle przynoszą gorzkie refleksje. Zaś sami muzycy nie zapominają o tym swoim absolucie z 1973 roku. Nie tak dawno ukazała się bowiem na rynku zremasterowana reedycja "Dark Side of the Moon". I choć w rzeczach idealnych kombinować się nie powinno, to ta ingerencja ma swoje uzasadnienie. A to dlatego, że nowa wersja została przygotowana w systemie dźwięku 5.1, który znacząco rozszerza przestrzeń brzmieniową i tak nowatorskiego, jak na lata 70-te, pierwotnego stereo. Choć, co prawda, wielkich zmian nie ma. Mimo zarzutów, że charakterystyczne zegary z "Time", czy równie wyjątkowa przejmująca wokaliza Clare Torry z "The Great Gig in the Sky", choć aż proszą się o taki zabieg, nie zostały bardziej dynamicznie rozłożone po kolejnych głośniach, to i tak słuchając wersji 5.1 okrywałem płytę jakby na nowo. Aczkolwiek z racji tego, że już od wielu lat nie ma takiego miesiąca, w którym nie przesłuchałbym jej przynajmniej dwa razy, wydawać by się to mogło wręcz niemożliwe.

Na koniec wypada mi jeszcze nawiązać do tytułu, który poza tym, że wspomina o kierunku studiów muzyków Pink Floyd, to także dobrze oddaje to, jak odbieram ich twórczość. Bo oni przecież niczym wybitni architekci, precyzyjnie i z rozwagą zagospodarowują muzyczną przestrzeń - funkcjonalnie i estetycznie zarazem. Ale robią to jak na studentów przystało - z właściwym dla siebie polotem, fantazją, indywidualnością i permanentną świeżością.

Bartłomiej "Eternus" Biga

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane felietony

The Tea Party - kanadyjska fuzja brzmienia (felieton)The Tea Party - kanadyjska fuzja brzmienia

The Tea Party to kanadyjski zespół rockowy, powstały na początku lat dziewięćdziesiątych w Windsorze, w prowincji Ontario. Założony przez przyjaciół z dzieciństwa Jeffa Burrowsa, Stuarta Chatwooda i Jeffa Martina... czytaj cały felietion...

Muzyczne podsumowanie 2010  (felieton)Muzyczne podsumowanie 2010

Drogi Czytelniku, w zamierzeniu autora miałeś przeczytać ten tekst na początku tego roku. Nie wyszło. W grudniu święta, więc autor odpoczywał, w styczniu witał nowy rok z iście rock'n'roll-ową werwą, a potem znowu... czytaj cały felietion...

Dave Mustaine - Dave Mustaine - "Mustaine" - autobiografia

"(...) Słyszałeś to Dave? O coś takiego nam chodzi! Coś, co brzmi jak Metallica, ale nie jest Metalliką. Możesz coś w tym stylu przygotować? Zawiesiłem się na moment, a potem uśmiechnąłem (...). A potem obaj zaczęliśmy... czytaj cały felietion...

Forum

Top 5 - felietony

Najczęściej komentowane | czytane

Rozterki kolekcjonera płyt (felieton)Rozterki kolekcjonera płyt

Ceny płyt - Problem istnieje od dawna. Z jednej strony ludzie skarżą się na zbyt wysokie ceny płyt w sklepach a z drugiej firmy płytowe ubolewają nad tym, że sprzedaż płyt wciąż leci w dół a drastycznie wzrasta... czytaj cały felietion...

Fenomen groupies (felieton)Fenomen groupies

Śmiem twierdzić, iż większość ludzi interesujących się rockowym światem wie, kim są groupies. Jednak dla pewności pozwolę sobie przytoczyć przetłumaczoną definicję z jednego z amerykańskich słowników - "podążają... czytaj cały felietion...

Top 10 przemyśleń (felieton)Top 10 przemyśleń

Gdy postanowiłem stworzyć dla własnych celów listę 10 utworów które są szczególnie ważne dla mnie, uświadomiłem sobie, że w takim ujęciu nawet najlepszy mocny kawałek, bez poparcia innych argumentów, nie ma prawa... czytaj cały felietion...

Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów (felieton)Eventim, czyli jak nie powinno się sprzedawać biletów

Moje wakacyjne kupowanie biletu, czyli jedna z przygód miłośnika muzyki w czasie, której musiał on wykazać się nie małą determinacją i anielską wręcz cierpliwością. czytaj cały felietion...

Płock Cover Festiwal, czyli jak polityka zabija kulturę (felieton)Płock Cover Festiwal, czyli jak polityka zabija kulturę

Płock Cover Festiwal czyli gwiazdy metalu na nadwiślańskiej plaży. To już niestety historia. Krótka historia tego jak piękne święto ciężkiej muzyki kończy swój żywot pośród mroków rozgrywek politycznych. czytaj cały felietion...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.