Eurowizja
21 Grudnia 2009
Dziś może temat okołorockowy. Prawdę powiedziawszy, to z rockiem mający tyle wspólnego, co Doda z metalem... Może inaczej: tyle, co śmiech Dody z inteligencją. Eurowizja. Niepojęte dla mnie jest to, jak wyglądają krajowe eliminacje do tego konkursu. I nie żeby to była jakaś jednorazowa wpadka. To już lekko licząc kilkunastoletnia, dobrze ugruntowana tradycja.

Drzewiej bywało, że jakaś bliżej nieokreślona rada mędrców, konwent oświeconych, izba znawców, loża wiedzących... wskazywała, kto jest godzien zaszczytu wystąpienia na Eurowizji. I choć zdarzało się im mieć naprawdę celne strzały - patrz: Edyta Górniak, to niektóre wybory (czasem przy pewnym udziale publiczności) miały ogromną wartość... kabaretową. W tym momencie warto wymienić Andrzeja Piasecznego, którego show miało kulminacyjny moment w postaci dziarskiego odrzucenia marynarki, czy Mieczysława Szcześniaka, który wzbudził powszechne zainteresowanie. Narody europejskie zastanawiały się bowiem, czy miał on tego dnia jakieś wielkie problemy z gardłem, naprawdę fatalny dzień, czy po prostu Polacy zrobili sobie istne jaja z Eurowizji. A Ivana i Delfina pamiętacie? Choć to już zasługa przede wszystkim naszego gustu narodowego.
Ale jeszcze po Edytce Górniak była raz szansa na sukces. W eliminacjach pojawiła się piosenka, która miała wszystko, czego potrzebuje, aby skutecznie powalczyć o zwycięstwo w Eurowizji. Nie czas i miejsce, aby dyskutować nad poziomem, czy formą tego konkursu - po prostu trzeba się odnieść do tego, co jest. Mam tu na myśli "You May Be In Love" Blue Cafe. Świetna melodia, charakterystyczny głos, seksowna wokalistka, bogate instrumentarium, wpada w ucho, jest "pozytywnie rozbujana", etc. Sami posłuchajcie - tylko tak bez uprzedzeń. Piosenka zrobiona naprawdę na światowym poziomie.
Oczywiście okazało się jednak, że Narodowi do gustu bardziej przypadł turbo patetyczny "Keine Grenzen" Michała Wiśniewskiego. Ale jak się przedawkuje patos, to jest tak jak z kampanią "bo zupa była za słona". Z rzeczy, które miały być śmiertelnie poważne, ludzie drwią bezlitośnie. Z resztą na pewne rzeczy lepiej spuścić zasłonę milczenia.
Gdyby powstał kabaretowy konkurs typu Eurowizja, to myślę, że tam bylibyśmy liderami. I to w tym samym składzie artystów, co na konkursie piosenki.
Bartłomiej "Eternus" Biga










Aktualności


Komentarze