Top 10 przemyśleń
8 Stycznia 2010
Gdy postanowiłem stworzyć dla własnych celów listę 10 utworów które są szczególnie ważne dla mnie, uświadomiłem sobie, że w takim ujęciu nawet najlepszy mocny kawałek, bez poparcia innych argumentów, nie ma prawa się znaleźć. I tak mimowolnie, w tym zestawieniu królują spokojne, refleksyjne kompozycje, przeważnie z niebanalnym tekstem (kolejność przypadkowa).

1. TSA - 51
Ten utwór jest dla mnie absolutnym ideałem, bo stanowi bardzo spójne połączenie tekstu i muzyki. Zaś oba te elementy są po prostu genialne. W tej kompozycji nie ma ani jednego zbędnego dźwięku. Jest to dla mnie kwintesencja ballady rockowej - względna prostota, melodyjność i stopniowanie emocji. W połączeniu z idealnie pasującym tekstem, który przemówił do mnie o wiele mocniej niż jakikolwiek inny, sprawia, że jest to mój absolutny numer jeden polskiego rocka. Utwór ten potrafi zachwycić może dać do myślenia. Opowiedziana w nim historia i jej wymowa to doskonały pretekst do filozoficznej debaty z samym sobą
2. Hendrix - Little wing
Hendrix zrobił nie jedną świetną piosenkę, ale chyba żadna nie dorównała tej. Cudowna melodyjność oparta na jakże charakterystycznych zagrywkach gitarowych, przekonała mnie całkowicie już przy pierwszym - przypadkowym - kontakcie z utworem. Moje zdanie o potędze "Little wing" zdaje się potwierdzać fakt, jak często coverowana jest to pozycja. I choć niektóre wersje są jak najbardziej udane, to żadna, z tych które słyszałem, nie wywiera na mnie wrażenia takiej mistyczności, lekkości i ulotności, jak oryginał Hendrixa.
3. Pink Floyd - Time
Właściwie w tym miejscu najchętniej zamieściłbym całe "Dark side of the moon", bo żadna inna płyta nie wywarła na mnie tak mocnego wrażenia jak ta. Jak widać, nie błyszczę tu specjalną oryginalnością, bo to zdanie podziela zapewne kilkadziesiąt milionów osób, które posiadają tę płytę. "Time" jest świetnie skonstruowane - po zegarach, które koncentrują cała uwagę i kilkudziesięciu sekundach wyciszenia następuje niesamowicie piękna i melodyjna część główna. I w tej takiej beztroskiej i pogodnej tonacji słyszymy ponury i przygnębiający, acz przepiękny tekst o naszej egzystencji. I choć pozornie powinno to kontrastować, to o dziwo - tworzy niezwykle spójną całość. I do tego przepiękne brzmienie gitary Gilmoura - Panie i Panowie na kolana!
4. Maanam - Szał niebieskich ciał
Choć bardzo cenię znaczną część twórczości Maanamu, która zawsze imponowała mi wyjątkowością i dobrze pojętą niezależnością, to tę piosenkę stawiam bez wahania na pierwszym miejscu. Piękny metaforyczny tekst to jej pierwszy atut. A minimalizm w muzyce to drugi. Niesamowicie zachwyca mnie to, jak w nieprawdopodobnie piękny sposób ta piosenka snuje się z taktu na takt. A przy odrobinie wyobraźni można poczuć ten szał niebieskich ciał.
5. Deep Purple - Child in time
Tu zaś muzycy nie uczynili dzieła opartego na minimalizmie, ale pokazali, że krzyk może być wspaniałym środkiem wyrazu w sztuce. Chyba nikomu przed Gillianem się to nie udało. W "Child in time" krzyczy też gitara - i to równie pięknie, zaś całość spina klamra - głęboko zapadający w pamięć motyw przewodni. Dzięki kontrastowemu zestawieniu momentów spokojnych i dynamicznych, kompozycja nie tylko się rozwija, ale i nawraca do pewnego obszaru. W mało którym utworze, udało się muzykom zawrzeć w formie jakże artystycznej całości, tyle buntu i sprzeciwu przeciwko szeroko pojętemu złu.
6. Riverside - OK.
Mam nadzieję, że kariera tego zespołu szybko się rozwinie, bo ich muzyka z całą pewnością na to zasługuje. Choć z drugiej strony, zważywszy na to, że utwory Riverside są wymagające, to znaczna cześć potencjalnego audytorium, przyzwyczajonego do lekkiej, łatwej i przyjemnej muzycznej papki, może ich nie zaakceptować. Choć potencjał i talent zespołu postawił bym w jednym szeregu z gigantami światowego rocka progresywnego. Utwór "OK." zamyka płytę "Out of myself" i nie dość, że jest fenomenalnym wycieszeniem, to też i świetną klamrą spinającą ten wybitny koncept-album. Ponadto jest to podsumowanie rozważań o ucieczce w swoje własne wyimaginowane światy, o uwolnieniu się od samego siebie.
7. Budka Suflera - Pieśń niepokorna
We wczesnej twórczości Budki Suflera mógłbym bez trudu wskazać przynajmniej kilka utworów, które są dla mnie szczególnie ważne. "Pieśń niepokorna" z pewnością do nich należy. Zachwyciły mnie one niebanalnym pięknem. Bo ówczesne kompozycje Lipki, wyłamywały się z kanonu rocka w ścisłym tego słowa znaczeniu. Dzięki temu były wyjątkowe i jak dla mnie - cudownie piękne. Z jednej strony ich lekkość i zwiewność, z drugiej patos i ciężar. Stanowiło to dobrą bazę to rewelacyjnych tekstów Adama Sikorskiego, który bez dwóch zdań, jest dla mnie najlepszym polskim tekściarzem. Jego słowa przemawiają do mnie mocniej niż wiersze któregokolwiek poety. Trudno wyjaśnić, co takiego konkretnie powoduje mój zachwyt, ale sądzę, że słuchając wielu piosenek z tamtego okresu, nie trudno się o tym przekonać.
8. Dire Straits - Brother in arms
To drugi obok "Szału niebieskich ciał" utwór, który udowadnia, że w minimalizmie można zawrzeć niesamowity potencjał piękna. Tu nie mamy ściany gęstych dźwięków, ani nawet namiastki muzycznego krzyku. Jeśli już, to można go znaleźć w samej wymowie utworu. Mimo iż trwa on blisko 5 minut i jest bardzo spokojny - to trudno nazwać go monotonnym - bo to słowo ma w sobie zbyt wiele negatywnego znaczenia. "Brother in arms" jest bardzo wolne, ale dzięki temu można je spokojnie przyswajać i bez pośpiechu zanurzać się w przestrzeni kreowanej przez ten utwór.
9. King Crimson - Epitaph
Jakoś w tym zestawieniu pojawia się zastraszająco dużo utworów o przemijaniu. Jednak cóż mogę na to poradzić, że tak mocno wpływają one na mnie? "pitaph" to znów spokój - wręcz monotonia. Ponadto szczególnie smutny nastrój i bardzo ponura wymowa. Dzięki temu, ze muzyka jest tak delikatna i nie narzucająca się, doskonale może być wyeksponowany tekst (którego znaczenie co najwyżej jest podkreślane przez linię wokalną). Słuchając w skupieniu tego utworu, nie sposób uniknąć wielu egzystencjalnych pytań, na które tekst daje tylko pozorne odpowiedzi. W rzeczywistości prowokuje on jedynie do własnych rozważań i zastanowienia się nad swoim własnym epitafium.
10. Camel - Three wishes
Przymiotnik, jaki najbardziej nasuwa mi się przy opisywaniu tego utworu, jak i całej twórczości Camela, to urokliwy. Nie znam innego gitarzysty, który w moim mniemaniu osiągnął by lepsze brzmienie od Latimena, miał dar lepszej melodyjności, czy lekkości i swobody w tworzeniu tak zgrabnych utworów. Można odnieść wrażenie, że w tej muzyce każdy kolejny dźwięk jest oczywistym następstwem poprzedniego. Istotny jest też klimat, który w jakiś czarodziejski sposób potrafi wprowadzić Latimen raptem kilkoma dźwiękami.
Bartłomiej "Eternus" Biga










Aktualności


Komentarze