Dire Straits „On every Street”
Wydana we wrześniu 1991 roku płyta jest szóstym i zarazem ostatnim studyjnym albumem w karierze Dire Straits. Jest to też najlepsza pod względem produkcji i najdojrzalsza płyta Dire Straits. Oto On every Street.
Mark Knopfler powiedział kiedyś w wywiadzie, że jego ulubioną płytą Dire Straits jest właśnie On every Street, co wynika z faktu że jest ona ostatnią, a co za tym idzie jest najdojrzalsza i najlepiej wyprodukowana.
I chociaż nie jestem perfekcjonistą, słuchając On every Street nie mogę się z nim nie zgodzić. Dojrzałość kompozycji i świetna produkcja są dla tej płyty charakterystyczne.
Przemyślane aranżacje, mnóstwo fortepianu w tle, solówki sekcji dętych i delikatna, nie nachalna gitara to jej najmocniejsze strony. Spokojny, kołyszący rytm większości kompozycji udziela się całej płycie. Do tego teksty, bez kiczowatej poetyki, proste i łagodne w odbiorze.
Tej płycie brakuje murowanych przebojów, (chociaż takim nagraniem miał być, czego nigdy nie mogłem zrozumieć, lansowany przez grupę Calling Elvis), pokroju Brothers in Arms, czy Money for Nothing. Mimo to słucha się jej znakomicie, a kontakt z nią to wędrówka przez krainę łagodnego bluesa i swingu. Te gatunki są reprezentowane przez The Bug, You and your friend, czy tytułowe On every Street. Ale nie brak też odstępstw od takiej konwencji, np. w niemal hard rockowym Heavy Fuel, czy cudownym walczyku Ticket to Heaven.
I ten właśnie walczyk stanowi najlepszy utwór na płycie. Łagodne smyczki, dominujący w tle fortepian i akustyczna gitara Marka. Muzyczne cudo. Dochodzi do tego tekst o szukaniu jasnych stron życia i optymizmie.
Now there?s nothing left for luxuries
nothing left to pay my heating bill
but the good Lord will provide
I know He will
Słuchając tego, można się uśmiechnąć.
On every Street jest płytą bardzo dobrą i wartą uwagi każdego, kto ceni dobre, spokojne granie. Stoi na bardzo wysokim poziomie i słychać, że zespół poczynił znaczne postępy w stosunku do Brothers in Arms, a wielkie w odniesieniu do Sultans of Swing. Jest to płyta bardzo różnorodna, każdy utwór jest inny i charakterystyczny. Mimo to, nie jest to moja ulubiona płyta Dire Straits. Jak już wspomniałem, nie jestem perfekcjonistą i jak na mój gust, trochę brak tej płycie emocji. Ale perfekcjoniści powinni być zachwyceni.
Michał Błaszczyk


Dire Straits


Aktualności


Komentarze