Elton John „Songs From The West Coast”
Właściwie to nic nowego, że wytwórnia płytowa zachwala nową płytę swojego wykonawcy. Podobnie zresztą czyni on sam, twierdząc, iż nagrał materiał, który zawsze chciał wydać. Jak często przesadza jedna i druga strona wie każdy, kto bliżej interesuje się muzyką. Czasem jednak zdarzają się wyjątki. Tym wyjątkiem jest nowy album Eltona Johna. Bez wątpienia jest to jego najlepszy krążek od niepamiętnych czasów.
Artyście udało się skomponować (wraz z Bernie Taupinem) i nagrać 12 piosenek, które poziomem nie ustępują tym z pierwszej połowy lat 70-tych. Wyjątkowa melodyjność utworów, wszędobylski, charakterystyczny fortepian Mistrza, takiż jego głos i ciepłe aranżacje decydują o wysokiej jakości utrwalonego materiału. Praktycznie nie ma piosenki, któreby nie ujmowała swoją śpiewnością i liryzmem. Zdecydowana większość z nich to romantyczne, spokojne, czasem smutne ballady. Charakter płyty już na wstępie określa piękna kompozycja The Emperor?s New Clothes. Mimo, że wolne i średnie tempa przeważają, nie odczuwamy znużenia. Wręcz przeciwnie, bo ujmujące melodie i kapitalne, wcale nie przeładowane aranżacje intrygują z utworu na utwór. Dobrze jednak, że po wspaniałych balladowych numerach American Triangle i Original Sin Elton wrzucił coś żywszego (Birds). Dość energetycznym kawałkiem jest też nagranie The Wasteland utrzymane w lekko bluesowej konwencji.
Być może albumowi przydałby się jeszcze jakiś weselszy, szybszy akcent w stylu Crocodile Rock, ale i tak zaprezentowany zestaw spokojnych nagrań jest niezwykle przebojowy. Na wyróżnienie zasługują jeszcze przynajmniej dwie piosenki: beatlesowsko-lennonowska ballada I Want Love oraz przyozdobiony fantastycznymi smykami utwór Ballad Of The Boy In The Red Shoes.
Andrzej ''Szczepek'' Szczepkowski


Elton John
Aktualności


Komentarze