Farben Lehre „Farbenheit”
Teoria kapel punk-rockowych według Ani Czapnik: "...zaczynały grać, żeby wyrazić swój bunt, potem zobaczyły że to jest fajne i zaczęły grać coraz lepiej." Ta teoria sprawdza się doskonale w przypadku Farben Lehre i FARBENHEITU, ale zacznijmy od początku.
Okładka: kartonik (nazwa zespołu i tytuł na tle rozmazanych szpalt dziennika). Po zdjęciu tegoż ukazuje nam się na pozór dobrze znany obrazek: płonący wieżowiec, w powietrzu coś niby samolot ? wiadome skojarzenia, zwłaszcza że premiera płyty miała miejsce 11 września. Tyle, że wieżowiec to w rzeczywistości Pałac Kultury, a rzekomy samolot to faktycznie gołąbek. Na grzbiecie pudełka widnieje sentencja "...Nic nie jest takim, jakim być się wydaje..." No, już mi się podoba... :)
Muzyka: czysty punk-rock - ta płyta mogłaby uchodzić za przykład jak należy to-to zagrać. Dynamiczna sekcja rytmiczna, krótkie solówki, kompozycje zwięzłe i przepiękne w swej prostocie. Miejscami przewija się nawet akordeon, klawisze i scratche (!). No szaleństwo. Miejscami przewijają się też delikatne reggae'owe kawałki, które przynoszą chwile wytchnienia od pogowania po pokoju i dają szansę na papierosa na balkonie. Uwagę przykuwają też fajne efekty gitarowe i przeurocze żeńskie chórki.
Teksty: zawsze były mocną stroną Farben Lehre i nie inaczej jest na tej płycie. Teksty na FARBENHEIT są bardzo mądre, ale też bardzo życiowe. Wojtek Wojda, autor większości tekstów, jest niezwykle bystrym obserwatorem rzeczywistości i surowym jej recenzentem. Jego liryki traktują o wszystkim: o miłości, jedności, zdradzie, zawiści, buncie... są bardzo wszechstronne i pouczające. Pod ich wpływem można naprawdę wiele w swoim życiu zmienić. Nakłaniają do odwagi, do przeciwstawienia się beznadziejnemu nurtowi rzeczywistości. Sorry za te wielkie słowa i lekką prywatę, ale te teksty naprawdę są mocne i wpływowe. Zresztą, słuchając tej płyty sami odkryjecie przynajmniej po kilka znaczeń każdej piosenki.
Moje ulubione kawałki: Siła w nas (wokal Konrada Wojdy) i Kolory. Pierwszy to esencja punk-rocka, przywodząca na myśl Offspringa z czasów Ixnay on the Hombre, z tekstem o jedności i współczesnej Polsce. Kolory to spokojne reggae pełne cudnej gitary Konrada Wojdy i z tekstem o miłości. Ok., jestem romantykiem. Ale dobrze mi z tym :D
FARBENHEIT: to prawdopodobnie najlepsza polska płyta 2005 roku i na pewno najlepszy album w historii Farben Lehre. Dziewiąty długograj w historii tej płockiej kapeli przyniósł jej w moim mniemaniu tytuł najlepszej polskiej kapeli punk-rockowej drugiej połowy lat '80. Ta płyta pokazuje, że mimo 19 lat obecności na rynku muzycznym (mniejsza o to, czy było to podziemie, czy mainstream), Farbeni ciągle brzmią świeżo, mają głębokie teksty, a także są otwarci na młode zespoły (na FARBENHEIT współpracują m.in. z Zabili Mi Żółwia i Habakukiem). Zostało w nich też sporo z buntu, od jakiego wywodzą się kapele punk-rockowe. FARBENHEIT to zdecydowanie najbardziej dojrzały album Farben Lehre. Gratulacje chłopaki.
Michał Błaszczyk


Farben Lehre
Aktualności


Komentarze