Guns N' Roses „Appetite for destruction”
Już po pierwszym riffie poczułam się, jakbym dostała prosto w splot słoneczny, tak po prostu i zupełnie nieoczekiwanie. Bo właściwie nawet jak na drugą połowę lat 80, czyli erę popowego kiczu rodem z MTV, był to powiew świeżości z krótkim przesłaniem - jeszcze o nas usłyszycie!
Przepis na sukces był banalnie prosty: gitara Slasha, vocal Axla, teksty najczęściej Izzy'ego Stradlin'a. Proste.
Mimo że to klasyka rocka, to w dalszym ciągu zaskakuje fakt, że można dorzucić do ścieżki wokalnej odgłosy przeżywanego orgazmu czy gwizdek i powstaje przebój o długości jakichś 5 minut. Zastanawiające, że niezbyt wielu przed Guns N Roses było stać na tego rodzaju eksperyment, może za wyjątkiem klasyków rocka. Czyżby więc piątka panów z rzeczonego zespołu była przykładem geniuszu? Piosenki powstawały niejednokrotnie w czasie licznych alkoholowych i narkotykowych libacji, co zresztą ma odbicie w ścieżkach tekstowych. Takie tam banalne "Chcą mnie dorwać i ch... mi zrobią" czy "podróż nocnym pociągiem".
Właściwie nawet trudno jednoznacznie stwierdzić, dlaczego ta płyta osiągnęła wielki komercyjny sukces. Muzyka jest inna niż pop - rockowy motłoch, ale teksty nie wnoszą niczego nowego i nie pretendują do tych najwyższych lotów. Panowie mówią z bezczelną szczerością o swoich gównianych życiorysach, które zamknęli w kilka zwrotkach kolejnych piosenek, zaczynając od "powitalnego" "Welcome to the jungle", poprzez "Rocket queen" czy słodką balladkę "Sweet child o' mine", na "Paradise city" kończąc. Tylko zrobili to w taki sposób, że stanowi to przykład geniuszu, jak z banału można zrobić - przy odrobinie talentu i dobrej woli osób z wytwórni - po prostu genialna płytę.
Ta płyta to klasyka, którą trzeba mieć we własnej kolekcji, i nawet sami GNR oparli swój warszawski koncert w znacznej mierze na piosenkach właśnie z tej płyty. Właściwie to jedyna udana w 100% płyta tego zespołu, bo każda następna sprawia wrażenie naciąganej pod kątem wytwórni płytowej i jest jedynie odpowiedzią na kulturę rodem z telewizyjnego kanału muzycznego i jednocześnie traci swoją świeżość.
Agnieszka M'Agnes Pogorzelska


Guns N' Roses
Aktualności


Komentarze