Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Gone Is Gone „Echolocation”

5 Lutego 2017

Wiele spodziewałem się po debiutanckiej płycie projektu/supergrupy Gone Is Gone, w skład której wchodzą takie nazwiska jak Troy Sanders (Mastodon), Troy Van Leeuwen (Queens Of The Stone Age), Tony Hajjar (At the Drive-In) i multiinstrumentalista Mike Zarin. Opublikowana w zeszłym roku EP-ka składająca się z ośmiu utworów dawała przedsmak tego, czego możemy spodziewać się na pełnowymiarowym debiucie "Echolocation". Co ciekawe, muzycy tworzący Gone Is Gone będą w tym roku bardzo zajęci, ponieważ ich macierzyste kapele wydają nowe albumy, które trzeba będzie promować, tak więc domyślam się, że poboczny projekt jest zarazem odskocznią, a przy tym rozgrzewką przed intensywną pracą koncertową.

Początek utworu "Sentient" rozpoczynającego "Echolokację" jest niezwykle intrygujący. Zimne klawiszowe tło i wtopiony w nie delikatny (mnie osobiście kojarzący się z Trentem Reznorem) wokal brodatego Troya usypia czujność nieświadomego niczego słuchacza, aby nagle, zupełnie niespodziewanie wgnieść go w ziemię niezwykle ciężkim riffem gitarowym. Ten niespieszny, powiedziałbym nawet, że leniwy utwór aż do samego końca operuje kontrastami (pod tym względem zachwyca jeszcze "Ornament" z bodajże najbardziej przypominającymi Mastodon wokalami Troya Sandersa). Pierwszy utwór jest tak świetny, że bardzo mocno przyćmiewa następującego po nim "Gift". To kawałek z dynamiczną, lecz za głośną, zagłuszającą gitary perkusją, któremu brakuje jednak ciekawej melodii, choć podobać może się krótka solówka Troya Van Leeuwena. Łomoczące partie perkusji to jak dla mnie największa wada tego albumu, przykład - wkurzające naparzanie w talerze z całych sił w "Resurge".

Spośród utworów, w których panowie dokładają do pieca ciekawie wypada "Pawns" za sprawą ciężkiego, kroczącego riffu gitarowego i zapadającej w pamięć linii wokalnej. Najbardziej podobają mi się chyba te utwory, w których muzycy postawili na klimat, dawkując hałas w sposób minimalny lub w ogóle z niego rezygnując (rewelacyjnie hipnotyzujące "Dublin", "Colourfade", akustyczna ballada "Resolve" czy udanie zaaranżowany i wykonany cover Portishead - "Roads"). Prawdziwą perełką jest wrzucony na samiuśki koniec utwór tytułowy charakteryzujący się nieco orientalnie brzmiącą partią gitary imitującej brzmienie sitaru z nieco hałaśliwym refrenem, psychodelicznym środkiem i piękną, leniwie płynącą solówką gitarową Troya Van Leeuwena.

To nie jest płyta łatwo przyswajalna. Nie będziecie jej nucić, podśpiewywać (przynajmniej nie od razu, nie po pierwszych przesłuchaniach), ale z czasem na pewno pozwoli się nieco ujarzmić, a może nawet i polubić? Zapewne znajdą się tacy słuchacze, którzy z miejsca zakochają się w "Echolocation". Można na tym albumie znaleźć naprawdę dużo wartych polecenia dźwięków, ale i też niemało takich, które trafią nie od razu, albo i nie trafią wcale. Mam nadzieję, iż Gone Is Gone nie jest jednorazowym strzałem. Oczywiście nikt nie oczekuje, aby stał się oczkiem w głowach jego członków, ale byłoby miło, gdyby powrócili kiedyś w wolnej chwili z nowym wydawnictwem. Być może na następnej płycie zaproponują coś, czego będzie się słuchać z wypiekami na twarzy? W każdym razie, wyszedł z tego składu całkiem niezły alternatywny eksperyment, choć nie ukrywam, że z o wiele większym ciśnieniem oczekuję nowych płyt macierzystych zespołów członków Gone Is Gone, a zwłaszcza "Emperor Of Sand" Mastodona.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
6.1.2017

Wydawca:
Rise Records

Lista utworów:

1. Sentient
2. Gift
3. Resurge
4. Dublin
5. Ornament
6. Pawns
7. Colourfade
8. Roads
9. Slow Awakening
10. Fast Awakening
11. Resolve
12. Echolocation

Informacje o wykonawcy

Gone Is Gone

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.