Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Deep Purple „inFinite”

16 Kwietnia 2017

Deep Purple - w tych dwóch słowach zawiera się wszystko. Wprowadzenie w postaci nakreślenia tego zespołu byłoby obrazą dla czytelników, więc daruję. Chlubną, niemal pięćdziesięcioletnią przeszłość wszyscy znają, spokojnie można skupić się na tym, co zespół prezentuje dzisiaj. Wielokrotnie powtarzali, że już im się nie chce. Że stracili motywację, że czują lekkie wypalenie. Nie jest też tajemnicą, że zarówno wiek muzyków, jak i problemy zdrowotne robią swoje. Ale jednak weszli do studia, tym razem szybciej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Być może zrobili to po raz ostatni, chociaż jak życie pokazuje - nigdy nie mów nigdy. Ogłosili pożegnalną trasę koncertową, która powinna potrwać trzy, może nawet cztery lata.

Ian Paice i Roger Gloger mówili w wywiadach, że planowanie muzycznej zawartości najnowszej płyty nie miało sensu. Chcieli po prostu wejść do studia, cieszyć się muzyką i postarać się uwypuklić najlepsze, indywidualne cechy muzyków. Również tak to widzę, bo czy ktokolwiek rozsądny oczekuje od weteranów dzieła na miarę "In Rock" czy "Burn"? Chyba nie, purpurowa rodzina zrobiła swoje dawno temu, teraz pozostaje zestarzeć się z godnością.

I takim pierwszym, bardzo godnym zwiastunem był singlowy "Time For Bedlam", który zaskakiwał przesterowaną melorecytacją Gillana zarówno na początku jak i na końcu numeru, ale w środku creme de la creme - świetny riff, będący mroczniejszą wariacją "Pictures Of Home", kosmiczne solo na klawiszach podbite gitarowym distortionem i klasyczne wibracje czynią z otwieracza jeden z najlepszych numerów zespołu w XXI wieku. Dobrze wypada też drugi singiel - "All I Got Is You" - rozpoczyna się melancholijną gitarową solówką, ale szybko przechodzi w skoczny numer, który spokojnie odnalazłby się na którejś z płyt z lat 90. Dodatkowego smaczku dodaje space-rockowe solo Aireya, którego gwiazda świeci chyba najjaśniej, no i Gillan pozwalający sobie na zakrzyk, tudzież niecenzuralne słowo w tekście. W "One Night In Vegas" znów prym wiedzie Don Airey, ale tutaj zespół mocniej zbliża się do klimatu płyt z Davidem Coverdalem - głównie za sprawą warstwy instrumentalnej, bo zarówno wokalnie jak i melodyjnie niczym specjalnym się nie wyróżnia, może tylko brakiem klasycznego refrenu. Tamte czasy przywołuje też "Johnny's Band", lecz z nieco innej strony - wybija się funkujący riff, wyprzedzająca resztę gitara Morse'a i dość popowy charakter piosenki. Kto wie czy nie największą perełką albumu jest rozbudowany "The Surprising" - nastrojowy wstęp, płacząca gitara, klawisze wnoszące nieco orientalnego klimatu sugerują balladę, ale gdy Paice przywali w bęben robi się prawdziwy odlot. Mamy riff na riffie, znakomite miniaturowe solówki, pojedyncze melodyjne fragmenty dodające progresywnego charakteru, wszystko z czego Purple słyną od lat i to najlepszej jakości.

Jednak żeby nie było całkiem różowo, są też utwory takie jak "Hip Boots" czy "On The Top Of The World" - niby poprawne, niby skoczne, są solówki, są riffy, panowie momentami łoją dość konkretnie, ale chyba nieco zbyt chaotycznie, przez co giną na tle reszty i mogą sprawiać wrażenie wypełniaczy. Osobną sprawą jest zamykający album "Roadhouse Blues" - cover zespołu The Doors, ograny na przestrzeni lat we wszystkie strony. Purpurowi nie wnoszą nim nic nowego; pewnie zamiast niego wielu wolałoby kolejny autorski numer, ale uwidacznia się to, o czym panowie mówili w wywiadach - zabawa muzyką i wyzbycie się jakichkolwiek ograniczeń. A może nawet symboliczne spięcie kariery swoistą klamrą - wszak na początku działalności Purple również grali nie swoje numery.

Podsumowując - dwudziesta studyjna płyta dinozaurów rocka jest zaskakująco dobra. Dostaliśmy kwintesencję hard rocka, pokaz niebanalnych umiejętności, sporo luzu, dużo zabawy. Purpurowy kolor dawno nie był tak głęboki jak teraz. Nawet gotów jestem zaryzykować twierdzenie, że to najlepsza płyta od czasów znakomitej "The Battle Rages On". I paradoksalnie - naprawdę nie obrażę się, jeśli "InFinite" okaże się ostatnią płytą legendy. Na dzień dzisiejszy jest naprawdę dobrym podsumowaniem kariery i pięknym podziękowaniem za 50 lat. Dla siebie i dla fanów.

Rafał Chmura

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
7.4.2017

Wydawca:
earMUSIC

Lista utworów:

1. Time for Bedlam
2. Hip Boots
3. All I Got Is You
4. One Night in Vegas
5. Get Me Outta Here
6. The Surprising
7. Johnny's Band
8. On Top of the World
9. Birds of Prey
10. Roadhouse Blues

Informacje o wykonawcy

Deep Purple

Inne recenzje płyt wykonawcy

Deep Purple - Bananas
Deep Purple „Bananas&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Bartłomiej "Eternus" Biga
Deep Purple - The Battle Rages On
Deep Purple „The Battle Rages On &rdquo
Ocena: 33333 (3)
Autor: Konstanty Chodkowski
Deep Purple - Now What?!
Deep Purple „Now What?!&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Janusz Matysiak
Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.