Jane's Addiction „Strays”
Z Jane's Addiciton to jak z Jamesem Deanem - żył szybko, umarł młodo, zostawił po sobie dobrze wyglądające zwłoki. Po 13 latach powraca jedna z najbardziej pokręconych grup świata.
I to jeszcze z TAKIM materiałem! Największy przystojniak gitary Dave Navarro i barytonowy maestro Perry Farrell grzmią po prostu fantastycznie. Solówki pierwszego wymiatają kurz spod łóżek, a ten drugi drze się w sposób iście cudowny i cały czas zadziwia niezwykłą barwą głosu.
Pierwsze dziesięć sekund to beat elektronicznej perkusji. Ale nie... Oni nie bawią się już w elektronikę. Minęły czasy solowych eksperymentów Farrella. Po chwili powalający riff pozbawia wszystkich, którzy jeszcze nie wierzą jakichkolwiek wątpliwości. Perry w świetnej formie, Dave wyczyniający istne cuda z gitarą, dzielnie sekundujący mu nowy nabytek Jane - Chris Chaney i Steve Perkins kapitalnie obtłukujący bębny.
Jane's Addiction grają bez kompromisów, ale zabójczo melodyjnie. W tej melodyjności najbardziej chyba celuje Just Because. Murowany singiel roku. Wszędobylski groove wnika w kompozycje budując podstawę dla riffów Dave'a Navarro. I chwała za to Chrisowi Chaney'owi. A sam wioślarz pokazuje, że gitarzystą jest wybitnym. Wycina zeppelinowskie zagrywki, hardrockowe motywy, otwarte struktury przyprawione efektami, czy funkujące brzmienia. Żadnych zawiłych kombinacji, tylko smakowite solówki.
Jeżeli już szukać odniesień z przeszłości, to raczej Nothing Shocking niż Ritual De Lo Habitual. Szkoda tylko jednego - gdyby jednak na Strays zagrał Flea (tak jak w Hard Charger, jeszcze z okresu Porno for Pyros, ej spoko, nie umniejszam Chaney'owi), mielibyśmy drugi (po Think Tank Blur) klasyk tego stulecia. A tak, to mamy (tylko?) piąty z kolei pełnowymiarowy album roku 2003.
Na tej płycie nie ma choćby sekundy ciszy. Staruszkowie, młodziacy szykujcie się na największy rockowy dopał roku 2003! I nie bierzemy jeńców!
Aleksander "Malkavian" Stępień


Jane's Addiction
Aktualności


Komentarze