Kings Of Convenience „Quiet Is The New Loud”
Niedawno mój znajomy opowiadał mi historyjkę, w jaki sposób poznał chłopaka swojej kumpeli. Pierwsze lody przełamali, gdy kumpel zobaczywszy faceta przyładował "Jeeez, gdy patrzę na twojego chłopaka to budzą się we mnie instynkty macierzyńskie, oj ty pysiu...". Takie samo wrażenie można odnieść patrząc na okładkę płyty Kings Of Convenience. O ile Erik Glambek Boe obejmujący dziewczynę ewokuje wrażenie "czułego faceta" to zobaczenie Erlenda Oye w tych swoich czerwono-oprawkowych okularach przywołuje natychmiastowe poczucie bezgranicznego zaufania. "Oj ty pysiu...".
Historia przedstawia się następująco. Dwóch kumpli z Norwegii nagrało świetną płytę. Aranże na gitary akustyczne, pianino, wszystko podzielone na dwa głosy. Głosy śpiewające o miłości. No po prostu banał. Co z tego, skoro mają tak piękne melodie, że chciałoby się ich słuchać w nieskończoność. Niewiele jest płyt niosących ze sobą tak potężny ładunek nieokreślonej radości, nienachalnego optymizmu, która wypełnia człowieka od stóp do głów, oddziałuje na wszystkie zmysły i pozwala uśmiechnąć się do świata.
Dzięki muzyce KoC owieram okno, spoglądam na bezchmurne niebo, no dobrze, kilka obłoczków sobie płynie, potem wychodzę na werandę domku gdzieś na wsi i siedzę sobie z discmanem na schodach nucąc czy pogwizdując motywy z Quiet Is The New Loud. A gdy słyszę zagrywkę trąbki utworu trzeciego to czuję, jak Ona mnie obejmuje i trwamy sobie na przekór wszystkiemu wsłuchani w to cudeńko. Sielanka? Otóż, to jest możliwe.
Gdyby wszystkie utwory były takie jak Toxic Girl, Failure czy przede wszystkim lekko rozbujany przecudny Singing Softly To Me oparty na delikatnym tłumieniu akordów akustyka i lekkiej trąbce (patrz wyżej) towarzyszącej refrenom to szóstka w skali byłaby zbyt niską notą. Gdyby pojawiłby się jeszcze pointylistyczny fortepian jak w kodzie Parallel Lines to bez wahania podwoiłbym skalę, a i tak byłoby to za mało. A tak obcuję "tylko" z płytą wybitną.
Pytanie czy Erlend Oye budzi instynkty macierzyńskie pozostawię może bez odpowiedzi, ale na pytanie o geniusz Kings Of Convenience odpowiem jak najbardziej twierdząco. Co z tego, że są czasami przewidywalni? Najważniejsze, że grają muzykę pełną wewnętrznej wrażliwości i przepięknych melodii, unużaną w folkowo-akustycznym sosie. A śpiewają, spokojnie, spokojnie, po angielsku...
Aleksander "Malkavian" Stępień


Kings Of Convenience
Aktualności


Komentarze