Korn „Untouchables”
Dzieciakiem Korna jestem od dawna.... Było lato 1998 roku, kiedy po raz pierwszy do moich uszu dotarły pokręcone dźwięki. Nagle wszystko odsunęło się ode mnie z prędkością światła, przestało istnieć. To było to! (czyli nowo wydana płyta Follow the leader). Potem było jeszcze smakowanie w starszych płytach, oczekiwanie na nową... Wreszcie mistyczne przeżycie, jakim był koncert w Katowicach. I tak oto Korn na dobre zawładnął moim muzycznym królestwem, dzieląc władzę z kilkoma innymi zespołami.
Z nową płytą do odtwarzacza podchodziłam z niepokojem... Bo przecież czego jeszcze może dokonać zespół mający na koncie takie utwory jak Blind, Daddy, Got the life, czy też hymn kornowców A.D.I.D.A.S....
Gdy pierwszy raz słuchałam płyty, podobała mi się średnio. Słychać było zmiany (zresztą z pewnością bardzo potrzebne, kiedy na listach przebojów (sic!) goszczą kornopodobne kapele). Teraz jednak mogę powiedzieć, że jest to płyta do postawienia obok Follow the leader - najlepsza w ich całym dorobku. Kawał dobrego, mięsistego grania, niesamowity wokal Jonathana plus jego depresyjno-introwertyczne teksty. Płyta równa, brak tu lepszych i gorszych utworów, choć oczywiście mam swoich faworytów.
I'm thinking of baking, all the fuck we both making, all the shit I love (...)
Tak zaczyna się dwójka. To Make belive. Dość wolny utwór, nie zwiastujący niczego, co potem się dzieje. Hollow life to coś w stylu 4 U, z poprzedniej płyty. Thoughtless - coś wyjątkowego. Od tego momentu jestem wgnieciona w podłogę. I następny Hating z bębnami na początku. Serwowane jest narastające napięcie, wybuchające gitarami i tekstem w refrenie. Alone I break trochę zaskakuje. Spokojny, stonowany, z tekstu płynie spora dawka smutku. Za to Embrance jest przeciwieństwem. Pełen agresji, nienawiści i energii. Podobnie jak Wake up hate. Transowy, mocny i dynamiczny. Jeden z moich ulubionych. I oczywiście I'm hiding. Równie dobry, równie mocny. Jedynie co nie przypada mi do gustu to druga część ostaniego utworu. Za bardzo hiphopowy.
Korn to już legenda. Nadali nowy wymiar muzyce, sprawili, że coś zaczęło się od nowa. Wyznaczyli nowy nurt w muzyce, i jak wiele kapel na ich znak podążyło za liderem. Untouchables jest mniej psychodeliczna, pokręcona, Bardziej wygładzona i dopracowana (samo nagrywanie wokali trwało pięć miesięcy, podczas gdy Issues nagrana została w cztery, a podobno koszt wynosił - bagatela- 4 mln $). Bardziej rockowa. Sięgnąć po nią warto. To rozpędzona rakieta, wypełniona po brzegi prawdziwymi emocjami. To niesamowita dawka uczuć, pozostawiająca bez słowa.
Anka


Korn
Aktualności


Komentarze