Kreator „Enemy Of God”
Daaaaaawno nie było już takiej płyty. Czysty, soczysty, rasowy i przede wszystkim bezkompromisowy thrash metal. Nasi zachodni sąsiedzi dali tą płytą do wiwatu całej konkurencji.
Album otwiera utwór tytułowy i... i już rzeź. Później tempo zmienia się na... powiedzmy umiarkowane. Niesamowity kawałek, tak jak właściwie niemal każdy na płycie. Sam longplay jest bardzo spójny, nie ma tu właściwie zdecydowanie wybijających się kawałków. No... może poza Impossible Brutality i Dystopia. W pierwszym z nich na początku witają nas intrygujące bębny, po czym zupełnie bez zaproszenia, wyważając drzwi potężnym kopniakiem wbijają gitary przy akompaniamencie dwóch stopek. Dalej to już rzeź w najlepszym wydaniu. Dystopia natomiast to kawałek nieco wolniejszy (powiedzmy że umiarkowany). Słuchając go, ciężko utrzymać głowę na miejscu. Zresztą nie tylko głowę, w człowieka wstępuje taka agresja że ma ochotę roznieść pomieszczenie w którym akurat się znajduje. No tak docieram do połowy płyty a tu co? Ballada? Nieee... to taki mylny początek utworu Voices Of The Dead, dalej to masakra z niebanalnymi riffami. Podobnie jest z Dying Race - Apocalypse, epicki wstęp po czym jak wyżej. Ktoś powie, że to nudne, wtórne itd. Otóż nie. Płyta zadziwia pomysłami i techniką, jednak słowo "rzeźnia" jest adekwatne do każdego z tych kawałków.
Słówko o brzmieniu. Otóż nic, ale to nic bym nie zmienił. Produkcja jest po prostu świetna, wszystko brzmi idealnie. Pełna harmonia (no... w sumie dziwne słowo na określenie takiej muzyki).
Dla mnie jest to najlepsza thrashowa pozycja tego roku, chyba że czegoś lepszego przypadkiem nie dane mi było usłyszeć.
ToMi


Kreator
Aktualności


Komentarze