Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »
Redakcja poleca:


Marillion „Marbles”

Nieprzyjemny dźwięk. Jakby prześlizgiwanie diamentowym ostrzem po szklanej powierzchni. Nagle wyłania się urywana linia basu poorana elektronicznymi bruzdami. Tak rozpoczyna się DZIEŁO. Nowy album grupy Marillion. Rozpoczyna od przemieszania głębokiej ciszy i kakofonicznej ściany dźwięku. Tajemniczego szeptu i rozrywającego wrzasku. Wybrzmiewa The Invisible Man...

My body has gone
But my eyes remain
Hovering. Witnessing.
Cold as a ghost... watching the streets
Sheltering in doorways of
Venice, Vienna,
Budapest, Krakow and Amsterdam...

Czułeś się kiedyś, jak duch? Jakbyś widział cały świat, ale nie mógł niczego dotknąć, posmakować. Jakbyś stał w zatłoczonym centrum miasta i krzyczał, a nikt nawet nie spojrzałby w twoją stronę... Klawiszowe plamy zabierają nas na drugą stronę świadomości, delikatna gitara akustyczna przebija się przez gęstą noc. Bicie serca... Pamiętaj, że jestem blisko... Niewidzialny puls kołaczący przy Tobie... Szaleńcza solówka Marka Kelly'ego, opętany rytm Iana Mosleya i nagle wszystko urywa się w pół taktu. Pozostaje tylko fortepian i gitara...

Szklane kulki spadają z nieba po raz pierwszy. Lecą wraz z kolejnymi fortepianowymi frazami i uderzają o parapet. Jak deszcz... Letni deszcz. Jest przecież tak spokojnie. Ciepły głos Steve'a Hogartha, najpierw głębszy przepuszczony przez jakieś elektroniczne cudeńko, dopiero w Fantastic Place czystszy, spokojniejszy. Gitara cały czas schowana w tle, ujawnia się, gdy Steve Rothery okrasza utwór numer 4 przepiękną solówką. The Only Unforgivable Thing to już prawdziwy popis tego genialnego gitarzysty. Organowy wstęp i po chwili właściwie tylko dwóch Steve'ów buduje niepowtarzalny klimat tego utworu. Klawiszowe tło pojawia się jeszcze na końcu i przechodzi łagodnie w kolejną część utworu tytułowego. A ten otwiera tylko drogę jednemu z najpiękniejszych utworów, jakie kiedykolwiek powstały...

Ocean Cloud. Nie, żadne słowo w pełni nie opisze tego, co dzieje się w tym osiemnastominutowym monumencie. Wstęp - delikatny, spokojny... Szum morza, krzyk mew... Na tle leciutkiej gitary Steve'a Rothery i kosmicznych pasaży Marka Kelly'ego, echo głosu H'a ulatuje gdzieś w przestrzeń...

You can take all the boys
And the girls in the world
And I'll trade them this morning
For my sweet Ocean Cloud...

Potężna gitarowa solówka wyrywa nas z tego niesamowitego miejsca. Rozrywający krzyk Hogartha sprowadza na ziemię. Nie, wbija słuchacza jeszcze głębiej. Zamyka go w dźwiękowym sześcianie. Możesz tłuc, walić pięściami w ściany, krzyczeć... I tak jesteś już w innym świecie... Nikt Cię nie usłyszy...

I nagle nastaje cisza... Powraca ten niesamowity kosmos elektroniczno-ezoterycznych dźwięków. Delikatne pasaże, syntezatorowe plamy, senne sample... Jakieś głosy... Radiowy korespondent, dziennikarz... Czuć tę niesamowitą atmosferę znaną z wczesnych płyt Tangerine Dream. Dźwiękowe krajobrazy jakby żywcem wyjęte z Phaedry i Rubyconu... Ściany dźwięku zacieśniają się jeszcze bardziej. Szalona galopada Rothery'ego, obłąkany głos Hogartha kończą kolejną część Ocean Cloud...
Zmiany nastrojów są coraz wyraźniejsze. Spokój ustępuje miejsca irytacji. Potem zdenerwowaniu. Furii. Rothery gra solówkę za solówką. Jedną z tych najpiękniejszych, jakie grał na Misplaced Childhood czy Clutching At Straws. Jedną z tych, która tak ubarwiała utwory, takie jak Runaway czy Interior Lulu...

I've seen too much of life
So the sea is my wife
And the sweet ocean clouds will look down on my
Bones tonight...

Z oceanu chmur wyprowadza nas Mark Kelly. A w tle pozostaje już tylko szum morza i krzyk mew... Minęły 53 minuty Marbles.

Na początku znów spadają kulki. Najpiękniejsza miniaturka ze wszystkich czterech. Pointylistyczny fortepian, linia wokalna nieco zmieniona. Latają sobie te "marble" po niebie, wybijane w przestrzeń rakietą tenisową i w ogóle nie chce się, żeby przestały...
W wersji jednopłytowej szklane kulki wystrzeliwywał w niebo nowoczesny perkusyjny loop. Wtedy po trzeciej części Marbles następował You're Gone. I wielka szkoda, że tutaj nie jest podobnie. Bo The Damage nie ma aż takiej siły rażenia. Jest to najbardziej konwencjonalna piosenka na całym albumie. I chyba najmniej magiczna, bo najmniej pasująca do całości... Chociaż nie, cofam to. Pasuje... Optymistyczna, bardzo 'do przodu', stanowiąca uzupełnienie Genie (odsyłam do tekstu), bardzo w stylu Queen, z jajcarskim refrenem...
Lekka gitara akustyczna, prosty akord. Don't Hurt Yourself. Kolejna prostsza kompozycja. Wyrazisty refren, przebojowy pazur... W pewnym momencie pojawia się nawet zagrywka na akordeonie(!). Tekstowo - nie oglądaj się za siebie, nie patrz w przeszłość, bo każdy dzień to nowe otwarte drzwi... Naprawdę duuużo optymizmu. Dzięki H...

Dopiero teraz pojawia się perkusyjny loop. Gitarowe pasaże... No i mamy You're Gone Promienie porannego słońca na tle klawiszowego nieba. Czasem dwoje ludzi może mieć tylko sny. Wtedy są razem, ale rankiem znów oddalają się od siebie i czekają na kolejną noc...

And I'll wait
'til midnight tolls
Two souls almost touching in the dark
I'll be alright...

Solo nie jest tak wyraziste. Raczej towarzyszy, nie wybija się ponad automat i klawisze... Powoli niknie, loop też ucicha...
Czyjeś kroki. Trzask zamykanych drzwi samochodu. Przeszukiwanie kolejnych radiowych stacji pozwala z trzasków i szumów "wyłapać" Angelinę. Początkowo lekko jazzujący utwór, z najcichszym refrenem na płycie, gdzie H'a wspomaga wokalnie Carrie Tree ...Lonelymanbestfriend... I do tego to niesamowite syntezatorowe "falowanie". Urocze...
Drilling Holes. Huśtawka nastrojów i stylów. Głos Hogartha pojawia się i znika raz po raz, co chwila przetwarzany przez automaty. Urywany rytm, pulsujący bas. Klimat trochę jak z Quartz...
Kulki spadają z nieba po raz czwarty. Zaczynają powoli znikać. Rozpływają się. Bo oto zaczyna się misterium. Obrzęd przejścia z pędzącego, wiecznie zabieganego świata do... Tak, tak... Neverland. Tak jak niesamowicie zaczynają się Marbles, tak też cudownie się kończą. Tajemniczy wstęp i potężna solówka zabiera nas na drugą stronę świadomości. Już jesteś Wendy? Przychodzisz tak cicho. Stań tu przy mnie? Proszę? Powiedz tylko, że jesteś, a samotność zniknie? Znów jesteś zamknięty w czterech dźwiękowych ścianach. Otoczony kolejnymi akordami...

But when you're gone
I never land
In Neverland...

Wszystko wybucha. Rothery przechodzi samego siebie. Fortepianowe frazy umykają gitarowej fali. Z nieba zaczynają spadać kulki. Po raz ostatni. Grzmią potężne riffy. Igły każdego dźwięku wbijają się mózg... Nie, nie... Już ich nie wyciągniesz. Zastaną w tobie długo, może nawet całe życie... Każda nuta, każde słowo... Będą Ci towarzyszyć... Szkoła, studia, praca, mieszkanie, wyjazdy... Wielkie rozczarowanie, najważniejsza decyzja, największa miłość Twojego życia...

Any fool can see
Your love
Inside me...

Jeszcze przez chwilę słychać brzęk spadających kulek. Ostatnie 12 minut 10 sekund. Tak kończy się DZIEŁO.

Aleksander "Malkavian" Stępień

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
3.5.2004

Wydawca:
Intact Records

Lista utworów:

Disc 1

The Invisible Man – 13:37
Marbles I – 1:42
Genie – 4:54
Fantastic Place – 6:12
The Only Unforgivable Thing – 7:13
Marbles II – 2:02
Ocean Cloud – 17:58

Disc 2

Marbles III – 1:51
The Damage – 4:35
Don't Hurt Yourself – 5:48
You're Gone – 6:25
Angelina – 7:42
Drilling Holes – 5:11
Marbles IV – 1:26
Neverland – 12:10

Informacje o wykonawcy

Marillion

Inne recenzje płyt wykonawcy

Marillion - Brave live
Marillion „Brave live&rdquo
Ocena: 2.52.52.52.52.5 (2.5)
Autor: Aleksander "Malkavian" Stępień
Marillion - Marillion.com
Marillion „Marillion.com&rdquo
Ocena: 2.52.52.52.52.5 (2.5)
Autor: Aleksander "Malkavian" Stępień
Marillion - Seasons End
Marillion „Seasons End&rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Ewa Chowańska
Copyright © Rock Magazyn 2001-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.