Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »
Redakcja poleca:


Neighbourhood „Sunset Bridge”

Pamiętam dzień, w którym Grzesiek Gancz Ganczewski ("co za patos") podrzucił mi link do serwera, na którym znajdowały się cztery utwory jego i jego kumpla Fabiana Szewczyka vel Szevca. Zajrzałem, przeleciałem wzrokiem tytuły. Rzuciło mi się w oczy "coś z dynią" i stwierdziłem, że może kiedyś... Gancz pytał mnie jeszcze kilkakrotnie o te numery, ale jakoś się nie kwapiłem z przesłuchaniem. Taki odruch ksenofoba "ja się kabaretem nie zajmuję" (sorry, panowie). Wreszcie pewnego dnia wiedziony tajemniczym instynktem zrzuciłem utwory na dysk i rozpocząłem przesłuchanie... A potem zrobiłem z chłopakami wywiad i sprawa przedstawia się w ten sposób, że właśnie piszę recenzję pierwszej, jeszcze niewydanej EP-ki zespołu Neighbourhood...

Tyle tytułem reminiscencyjno-historycznego wstępu. W łapkach trzymam oddającą dopiero ciepło po nagraniu płytkę, trwającą 35:22 i zawierającą cztery utwory (Właściwie to osiem - pozwoliłem sobie dla porównania nagrać jeszcze wersje demo utworów). Czasem w człowieku rodzi się takie miłe uczucie, takie comfortably numb, gdy słucha się dymówek, potem robi się wywiad, czeka się, co będzie dalej, a potem dostaje się projekty okładek i gotową muzykę, prawie że gotową do wydania.

Zaczyna się świetnie. Mogę to napisać, bo już pierwsze zburzyło mój światopogląd oparty na casusie "Gancz będzie śpiewał o dynii". Klawiszowe intro na tle minimal beatu z różnymi przeszkadzajkami w tle. Dla dysonansu "miękki" fortepian na podkładzie. Inspiracja Daft Punk zupełnie nie przeszkadza. Ta solówka "kieliszki i fletnia pana" na wysokości 2'54" to będzie jeden z moich ulubionych momentów tego roku. Ambientowe wstawki a la Astralasia zmieniają klimat kawałka jak w kalejdoskopie. Wejście drugiej solowy jest trochę bezsensu, ale bardzo dobrego wrażenia nie zaciera. Zresztą... W tym kawałku wszystko się ze sobą uzupełnia. Demówka nie brzmiała tak dobrze. W tej wersji Dynii (jeśli chcecie pytać o tytuł to odsyłam do wywiadu) brzmienie jest wygładzone, jedno wynika z drugiego. Na razie jest 5,5 na 6.
Pierwsze przejście, chwila zabaw płynącymi klawiszami i rusza kolejny cyfrowy podkład. Rozwijający się dikolifori.tc z dancefloor'ową stopą i wyłaniającymi się zza pasaży klawiszowymi wariacjami. Na wysokości 4'49" wita nas genialny sample dęciaka na delayu rozpływający się w efekcie "rozsypywanego piasku" potraktowany time stretcherem. Czuje się klimat Astralasii wymieszany z Dream Mixes I Tangerine Dream. To taka epicka podróż w rejony remiksów Catwalk czy Jungle Journey. Podróż co ciekawe niezamierzona, bo ani Gancz ani Szevc Dream Mixes nie mieli okazji usłyszeć. Wniosek z tego taki, że oprócz świadomych inspiracji ujawnia się kompozytorkie wizjonerstwo... 5 na 6.
W Cardamine słychać, że chłopakom leży na sercu Banco de Gaia. Beaty i załamania melodyki trochę w stylu Last Train To Lhasa, w tle brzmi nordycko-germańska elektronika. Na bridge'ach wchodzą, może trochę za cicho, sample jakiś rozmów, po chwili wchodzi już czysty dichowaty beat. Na zakończenie dostajemy kolejne wariacje na temat Tangerine Dream. Żegna nas klawisz w stylu ATB przechodzący we wznoszące się chill-out'owe rytmy potęgowane fajną figurką basową. Od 0'55" zaczyna się znajome nabijanie rytmu, takiego bardziej minimal, w stylu Erlenda Oye i jego dokonań na Unrest. Niezły bujający hook, urokliwy loop na samym końcu przechodzący w obrobiony gramofonowy szum. 5 na 6.

Płyty jako całości słucha się przyjemnie. Kończy się utwór, bezbolesny fade-out, płynące ambientowe przejście i rusza kolejny kawałek. Ładnie, ładnie, tyle, że zanim odzywa się pierwszy beat, to ja zdążę już zasnąć. Długość introdukcji jest w dwóch miejscach po prostu przegięta. Dochodzę do fade-out'a, czekam, czekam, czekam, idę zrobić sobie herbatę, wracam niespiesznie, czekam, wypiję herbatę... O, wreszcie! Jest! Zaczyna się... Kiedy słucham muzyki, muszę się na niej skupić. Dlatego nie lubię sytuacji, gdy łapię się na tym, że z letargu wyrywa mnie po jakiejś półtorej minuty pierwszy dźwięk właściwej części utworu. Ale ok, drobiazg. Będzie lepiej. Pewnie jeszcze coś się przed wydaniem na EP-ce zmieni. Na razie idę podniecać się tym, co mam. Bo jest czym... Sorry, Gancz, nie mogę dać Sunset Bridge 2/6. Popracuj nad samooceną...

Aleksander "Malkavian" Stępień

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
2004

Wydawca:
Neighbourhood

Lista utworów:

Dynia - 6:16
Dikolifiori.tc - 12:50
Cardamine - 11:18
Softimage - 5:54

Informacje o wykonawcy

Neighbourhood

Copyright © Rock Magazyn 2001-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.