Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Nightwish „Dark Passion Play”

No i doczekaliśmy się. Po zupełnej przebudowie składu, w tym po zmianie wokalistki, Nightwish powraca albumem Dark Pashion Play. Jak zwykle w takich sytuacjach nasuwa się pytanie, czy to aby nadal ten sam zespół i ten sam styl. Ale najpierw...

Anette Olzon - Szwedka urodzona 21 Czerwca 1971, lubi czytać i łazić po lesie..., przeszłość muzyczna (taka poważna) nieznana.

Zwykło być tak, że albumy Nightwish kończyła piękna suita, bogata w motywy, porywająca, czasem wzruszająca. Tym razem jest inaczej. The Poet And The Pendulum, 14 minutowa kompozycja otwierająca album to coś naprawdę wartego posłuchania. Na początku Anette chwali się swoim głosem (swoją drogą sam wstęp klimatem przypomina mi soundtrack do Władcy Pierścieni), potem dostajemy resztę, czyli doskonale ułożony kawałek, w którym nie można się do niczego przyczepić. Jak zwykle 14 minut mija zanim się obejrzymy.

Bye Bye Beautiful to utwór o charakterze przypominającym mi I Wish I Had An Angel, prawdopodobnie za sprawą ostrego wokalu Marco. Niewątpliwą zaletą tej kompozycji jest fakt, że raczej wolno się nudzi i nawet po wielokrotnym wysłuchaniu albumu chętnie po nią sięgam.

Amaranth był zwiastowany już wcześniej. Piękny symfoniczny wstęp i ciekawy pomysł na zrobienie czegoś o optymistycznym wydźwięku. Ale... No niestety, wydaje mi się, że Anette nie do końca poradziła sobie z powierzonym jej tutaj zadaniem. Nie mówię o fałszu, to przecież nie do pomyślenia. Brakuje mi jednak swobody i wyczucia, szczególnie przy refrenie.
Cadence Of Her Last Breath to już zupełnie inna bajka. Tutaj wokalowi nie mogę nic zarzucić. Do tego znowu wstawki Marco. Trochę zaskakuje rytmika. Kompozycja zarażona trendami sprzed kilku lat. Nie będę tutaj przywoływał konkretnych zespołów, bo nie godzi się takie porównanie, nie mniej miałem mieszane uczucia pierwszy raz słuchając Cadence(...).

Master Passion Greed to nowe oblicze Nightwisha. Ostra kompozycja z silnymi wpływami trash metalu w stylu dobrej starej bandy pod przywództwem Jamesa Hetfielda. A wszystko okraszone chórami i naprawdę znakomitym głosem mocno obecnego na płycie Marco. Tego aż nie godzi się słuchać cicho.

Singlowa Eva to próba nawiązania do pięknej tradycji niesamowitych ballad jakich zespół ma wiele na swoim koncie. Próba jak najbardziej udana. Jedyne do czego bym się przyczepił, to okropnie drażniący moment w wokalu w trakcie pierwszego refrenu. Kto jest wyczulony na punkcie okropnego stylu śpiewania w stylu Shakiry itp., będzie wiedział o czym mówię.

Sahara... mmmm... to jeden z mocniejszych fragmentu albumu. Nic dodać nic ująć. Klimat, naprawdę pustynny, niesamowita gitara, przestrzeń i ostry marszowy riff. Przy tym naprawdę ciężko wysiedzieć na miejscu.

Whoever Brings The Night to chyba najrzadziej włączany przeze mnie utwór. Nic odkrywczego. Jasne, można posłuchać, jednak to trochę upiększony i odkurzony ten sam pomysł, który Nightwish zaprezentował nam już wiele razy. Nic nadzwyczajnego.

For The Heart I Once Had to ciekawy kontrast milutkiego, niemal dziewczęcego wokalu z rytmicznym graniem, no i gitara unosząca nas gdzieś nad ziemię. Nie chcę, żeby ktoś to czytający spodziewał się wiekopomnego dzieła po tej kompozycji, bo takim na pewno nie jest, ale polecam się wsłuchać i pozwolić sercu trochę pobłądzić w obłokach.

The Islandek to coś ciężkiego do opisania. Pieśń barda siedzącego gdzieś na wybrzeżu. Sposób śpiewania niesamowicie przypomina mi ... Jethro Tull. Dziwne, ale prawdziwe. Utwór trochę mało spójny z resztą płyty, co może być uznane za poważny minus. Rzecz raczej do pośpiewania przy ognisku niż do nieustannego słuchania.

Potem mamy znowu coś kompletnie z innej bajki, znowu nie pasujące do reszty, ale tym razem rozgrzeszę Tuomasa. Last Of The Wilds to zwyczajnie celtycka melodia wsparta gitarami. Żadnych słów bo i po co.

Kiedy pierwszy raz słuchałem albumu byłem przekonany, że 7 Days To The Wolves to już ostatnia kompozycja. Utwór na pierwszy "rzut ucha" kiepski, niczym nie wyróżniający się. Ale po kilku przesłuchaniach widać jego niewątpliwą zaletę, nie starzeje się zbyt łatwo. Jak wiadomo albumy zbyt wzniosłe i patetyczne jak np.: "Pendragon - Not Of This World" mają nieprzyjemną tendencję do starzenia się i nużenia słuchającego już po kilku przesłuchaniach. Utwory takie jak 7 Days Of The Wolves chronią nas przed tym syndromem skutecznie. A na końcu, niespodzianka. Nieoczekiwanie jest jeszcze jeden utworek.

Meadows Of Heaven. Może się wydać cukierkowy, ale powiadam, nie oceni go dobrze ten kto nie posłucha go choć raz jak należy. Rozkręćcie potencjometr blisko granic możliwości, najwyżej kupicie nowe szyby. Obiecuje wyjątkowe przeżycia. A sama końcówka mnie do dzisiaj wprawia w dziwny nastrój.

Chwila na podsumowanie. Osobiście dzielę twórczość Nightwish na 3 etapy. Pierwszy, do którego zaliczam wczesną twórczość Nightwish. Ciekawą, odkrywczą, ale jeszcze niedopieszczoną, niedokończoną i niedojrzałą tak jak późniejsze kompozycje. Drugi etap to Over The Hills And Far Away oraz Century Child (do dzisiaj chyba moja ulubiona płyta zespołu). Tutaj mamy utwory bardziej liryczne, przy których można się rozmarzyć, zróżnicowane tempo i naprawdę przemyślanie złożone płyty. Trzeci etap zapoczątkowało Once. To muzyka nowej ery. Muzyka z pełną orkiestrą symfoniczną i chórem. I to nie tylko dla ozdoby. Utwory pisane od razu z myślą o takim wykonaniu, utwory, który byłyby wykastrowane bez smyków, coś więcej niż tylko melodyjny metal. Muzyka trzeciego etapu jest dojrzała i porywająca. Ale mam wrażenie, że czas zrobić następny krok naprzód. Dark Passion Play mimo zmienionego składu, świeżej krwi, to nadal trzeci etap rozwoju. Nie ma tu przełomowych wydarzeń. Można spokojnie potraktować Dark Passion Play jako drugi CD albumu Once.

Zatem, jeśli byłeś, drogi czytelniku ;) , oczarowany kompozycjami Once, to bierz nowy album Nightwish do ręki i życzę miłego miesiąca albo dwóch spędzonych przy słuchaniu. Jeśli natomiast oczekujesz przełomu, szoku i przygwożdżenia do ściany, to dostaniesz namiastkę tych wrażeń słuchając płyty po raz pierwszy. Potem okaże się, że to nie jest aż tak dobry album jak mogło Ci się wydawać.

Krzysztof "Qudłaty" Czupryński

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 3/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
3/5 (1)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
26.9.2007

Wydawca:
Nuclear Blast/Spinefarm/Roadrunner

Lista utworów:

The Poet and The Pendulum - 13:54
Bye Bye Beautiful - 04:14
Amaranth - 03:51
Cadence Of Her Last Breath - 04:14
Master Passion Greed - 06:02
Eva - 04:24
Sahara - 05:47
Whoever Brings The Night - 04:17
For The Heart I Once Had - 03:55
The Islander - 05:05
Last Of The Wilds - 05:40
7 Days To The Wolves - 07:03
Meadows Of Heaven - 07:10
Escapist - 04:57
The Heart Asks Pleasure First - 03:22

Informacje o wykonawcy

Nightwish

Inne recenzje płyt wykonawcy

Nightwish - Over the hills and far away
Nightwish „Over the hills and far away&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Krzysztof "Qudłaty" Czupryński
Nightwish - Angel Fall First
Nightwish „Angel Fall First&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Krzysztof "Qudłaty" Czupryński
Nightwish - Oceanborn
Nightwish „Oceanborn&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Krzysztof "Qudłaty" Czupryński
Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.