Rhapsody of Fire „Rain Of A thousand Flames”
Najnowszy krążek zespołu jest jedynie zapowiedzią nowego pełno wymiarowego albumu grupy, który pojawi się w sprzedaży w lutym 2002 roku. Nie znaczy to jednak, że mamy do czynienia z jakimś mini albumem lub wydawnictwem, na którym znalazły się kompozycje z zapowiadanej płyty. Rain ... to premierowe dzieło zespołu z 42-minutowym materiałem. Na niedobór wrażeń nie można więc narzekać tym bardziej, że jakość samej muzyki Rhapsody rekompensuje ewentualny niedosyt długości jej trwania.
Krążek otwiera nagranie tytułowe, które w kontekście zawartości całego albumu stanowi swego rodzaju uwerturę. Daje po prostu przedsmak tego, z czym będziemy obcować przez kilkadziesiąt najbliższych minut: z galopującymi rytmami, kaskadami gitarowych pasaży i solówek oraz aranżacyjnym rozmachem w postaci wypełniającej przestrzeń orkiestracji i chóralnych linii melodycznych. Partie chóru różnią się jednak od tych, panujących w nagraniach grupy Therion. Całą paletę środków wyrazu, o których wspomniałem wyżej, otrzymujemy w rozbudowanym utworze Queen Of The Dark Horizons. Jest on dodatkowo urozmaicony zmianami tempa i dynamiki.
Druga część albumu to epicka suita Rhymes Of A Tragic Poem - The Gothic Saga. Za sprawą muzyki i melodeklamacyjnej narracji przenosimy się w jakąś mroczną, bliżej nie określoną przeszłość. W tym ponad 20-minitowym, czteroczęściowym nagraniu znalazło się miejsce na celtycko-irlandzki folk (Elnor?s Magic Valley), na barkową polifonię (The Poem?s Evil Page) oraz bardzo poniosły, symfoniczny patos w finałowym The Wizard?s Last Rhymes opartym na zręcznie wplecionych w metalową konwencję motywach Symfonii Nowego Świata Antonina Dworzaka.
Andrzej ''Szczepek'' Szczepkowski


Rhapsody of Fire


Aktualności


Komentarze