Rush „Power Windows”
Zeszły tydzień upłynął mi pod znakiem Wielkiego Trio. Może w niedzielę, dać sobie spokój? Według Biblii, Bóg siódmego dnia odpoczywał, ale jak tu odpocząć od Rush? Nie jest możliwe, przejść obojętnie obok tego zespołu. Na zawsze zapada w pamięć.
Czytając w Internecie różne wypowiedzi, czy to krytyków, czy to zwykłych pochłaniaczy dźwięków, wszyscy uważają za najlepsze dwa pierwsze albumy. Nie wiem, czemu, może, dlatego, że innych nie słuchali? Rush przez trzydzieści lat istnienia, nigdy nie spadł z czołówki najbardziej słuchanych zespołów na świecie. To odpowiedzcie sobie sami, o czym to świadczy?
Przejdźmy jednak do meritum.
Od dwóch dni, klei mi się do rąk "Power Windows". Kolejny wielki projekt Kanadyjczyków, jest jednym z najlepszych w historii szeroko pojętego rocka. Nie ma co się dziwić...
Znajduje się na nim osiem ponadczasowych kompozycji. Trudno opisać coś, co jest naprawdę świetne, jednak dołożę wszelkich starań, by jakoś to wyglądało.
Podobnie jak, z "Counterparts", wybiorę kilka cegieł, bez których ten "dom" by się zawalił.
Pierwszą z nich jest "Grand Designs". Rozpoczynający się klawiszami utwór, już od pierwszych sekund działa na wyobraźnię. Kosmiczną podróż napędza neilowska perkusja, oraz bezprecedensowy, wysoko tonowy bas. Co do sposobu przekazu warstwy lirycznej, słowo "dziękuję" to za mało.
Kolejnym, kanadyjskim tworem, zasługującym na wzmożoną pracę szarych komórek jest, "Manhattan Project". Moc sekcji instrumentalnej, potęguje bezpośredniość i dojrzałość tekstu. Jak z historii II Wojny Światowej wiemy, "Projekt Manhattan", dotyczył tajnego zgromadzenia amerykańskich naukowców, pracujących nad stworzeniem bomby atomowej.
Wielka Trójka przypomina nam to wydarzenie. Szkoda, że trwa tylko pięć minut. Mistrzostwo w każdej nucie.
Za co chwalę, szósty "Middletown Dreams"? Za bajeczne dźwięki klawiszy, występujące w połowie utworu. Może to głupi powód, lecz podejrzewam, że nie tylko ja tak uważam.
Naprawdę warto tego posłuchać. Łatwo zapada w pamięć.
Zawsze, kiedy słyszałem "Power Windows", moim pierwszym skojarzeniem był "Emotion Detector". To właśnie on jest ostatnią cegłą, tworzącą ten genialny album.
Utwór o bardzo optymistycznym przekazie, nastraja człowieka do pozytywnego myślenia. Niel Peart, pisząc ten tekst, chciał uświadomić nas, że nie wolno rezygnować z marzeń. Namawia nas do walki, o to, co jest ważne. Instrumentalnie nic dodać, nic ująć.
Dwa słowa na koniec...
Aż szkoda wyciągać tę płytę z cd-romu.
"Błogosławieni Ci, co uwierzyli, a nie słyszeli"
Błażej "White Raven" Obiała


Rush

(4)
Aktualności


Komentarze