Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »
Redakcja poleca:


Sinbeats „Sinbeats”

Chyba gdzieś to już słyszałem. Takie właśnie wrażenie towarzyszyło mi przy obcowaniu z muzyką Sinbeats. Ale z drugiej strony, rażącej wtórności raczej nie dostrzegłem. Nie mniej jednak momentami można ulec złudzeniu iż słucha się krzyżówki Rammsteinu z Franz Ferdinand. Na szczęście jednak Sinbeats posiada też pewne cechy charakterystyczne, ale o tym za moment.

W liście, który dostałem od muzyków tej niemieckiej formacji, jako post scriptum przeczytałem iż "our melodies got something to say...". Dobrze, że hasło to okazało się czymś więcej niż zgrabnym sloganem marketingowym. Bowiem poszczególne utwory mimo brudnej, momentami nieco industrialnej produkcji, wyróżniają się przede wszystkim świetnymi melodiami, które zwykle swoją kulminację osiągają w refrenach ("All your sundays" - mój faworyt).

Wokal, który na pierwszy rzut ucha jest beznamiętny, czasem wręcz mechaniczny, potrafi mimo to prowadzić dynamikę utworów. Mocnym punktem są też gitarowe dźwięki. Co prawda są one wolniejsze niż u Franz Ferdinand, ale za to bardziej interesujące niż te z Rammsteinowych okolic. I choć gdyby rozłożyć partię gitary na czynniki pierwsze, nie znalazłoby się nic zachwycającego, to w połączeniu z brzemieniem reszty zespołu, efekt wydaje się być pozytywny.

Generalnie tempo utworów utrzymane jest w umiarkowanych rejestrach. Jeśli trafi się już jakaś ballada, to względne wyciszenie mamy jedynie w zwrotce, refren zaś wraca do typowej dla Sinbeats dynamiki ("Annabel lee"). I tu dochodzimy do głównego mankamentu tej płyty, którym bez wątpienia jest całkowity brak urozmaicenia. Bo nie dość, że styl grupy nie jest wyjątkowy, to jakby tego było mało, piosenki są utrzymane w zbliżonym nastroju i tempie. Gdyby nie ciekawe melodie, materiał ten nie miałby najmniejszych szans, aby się obronić.

Choć pisząc, że cały album wypełniają identyczne dźwięki, mocno bym przesadził. Można bowiem na "Sinbeats" znaleźć też wyróżniające się utwory ("Bury my heart") - z większym ładunkiem emocji, z innymi przygrywkami gitarowymi, z bardziej podniosłym śpiewem, czy też kompozycje wolniejsze, dostojniejsze ("Poor Jack"). Ale cóż z tego, jeśli po takich przebłyskach zespół znów wraca do swojego bardzo wąskiego stylu, który choć dopracowany, w dłuższej perspektywie jest nieco nużący ("Intertribal hymn").

Miłe zakończenie właściwej części albumu stanowi "Shell beach" - utwór jakby bardziej poetycki, mniej mechaniczny. Do tego ze świetnym, przebojowym, dumnym refrenem i bardzo ładnym brzemieniem gitary, która wygrywa przesympatyczną melodię. Chyba krok w tym kierunku lub chociaż częstsze ukłony w stronę takiej stylistyki, wyszłyby Sinbeats na dobre. Choć z drugiej strony, bonusowy, dynamiczny, najmocniejszy w zestawie "Sunshine" też robi lepsze wrażenie niż większość utworów z płyty. Więc chyba diagnoza jest oczywista - zaaplikować więcej naturalnej otoczki dla tych ciekawych melodii, a przy tym zadbać o bardziej emocjonalny przekaz. I wtedy nasi zachodni sąsiedzi będą mieli wartościowy alternatywny zespół z komercyjnym potencjałem.

Bartłomiej "Eternus" Biga

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3.5/5
Twoja ocena płyty:
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
3.2006

Wydawca:
Fuego/RADAR MUSIC

Lista utworów:

Down the Line - 3:40
Farewell - 4:14
All Your Sundays - 5:07
Annabel Lee - 4:01 -
I Want My Analogue Life Now - 3:18
Burning All Stars - 4:09
Bury My Heart - 4:10
Durango - 5:28 -
Intertribal Hymn - 5:23
Poor Jack - 3:15
Zero - 4:20
Shell Beach - 5:37
Sunshine - 3:07

Informacje o wykonawcy

Sinbeats

Copyright © Rock Magazyn 2001-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.