Slowdive „Souvlaki”
Kładziesz się na drewnianej podłodze w ciemnym, wypełnionym blaskiem świec pokoju. Zapalasz papierosa i powoli wypuszczasz dym, patrząc jak unosi się w górę i osiada pod sufitem. Zamykasz oczy i zapominasz o wszystkim. Prawie o wszystkim. Są bowiem w twoim umyśle takie miejsca, takie myśli, które dopiero teraz dają o sobie znać. Rozpoczynasz, drogi słuchaczu, podróż w głąb swojej wrażliwości, wędrując tam, gdzie tylko ty możesz dotrzeć. Wspomnienia słonecznych dni dzieciństwa, kołysanki i zabawy z przyjaciółmi. Pierwsze pocałunki, gorzkie łzy po rozstaniu, wszystko to odziane w technicolor i wyświetlone na małym ekranie w jakimś samotnym kinie. Unosisz się w powietrzu i już dotykasz chmur...
Do jasnej cholery, miało być o muzyce!
Jest pogodny dzień jesienny. Złote liście leżą na alejce w parku, para hipisów całuje się na ławce, chłodne słońce nie grzeje już tak mocno, jak w lipcu, ale co z tego? I tak jest pięknie...
Dobrze... ekhm, ekhm... Dzisiaj omówimy album zespołu Slowdive pod tytułem Souvlaki. Tylko od czego zacząć? Mam sypać encyklopedycznymi informacjami? Nie... to jest dobre gdy pisze się o Beatlesach albo o Pink Floyd. To jest dobre dla poważnych starszych panów, którzy pochyleni nad encyklopediami rocka marzą o tym, żeby na uniwersytetach pojawił się przedmiot pod tytułem: "Historia muzyki zelektryfikowanej". Takim panom mówimy nie!
A myśl znowu ucieka gdzieś daleko. Obrzucamy się śnieżkami i tańczymy tango na lodowisku, ktoś znajomy przynosi ciepłą herbatę w termosie. Nie chcemy nigdzie się ruszać. Tutaj jest nam dobrze, chociaż marzniemy i coraz szybciej zapada zmrok.
No dobrze. Zacznijmy może od prostego pytania. Wiecie, co to jest shoegaze? Parę osób wie na pewno, ale przypomnijmy o co chodzi. Shoe ? po angielsku "but", gaze ? gapić się. "Gapienie się w buty". Takie śmieszne określenie krytyki muzycznej wymyślone w celu zaszufladkowania nowych brzmień, rodzących się na początku lat 90. w Wielkiej Brytanii. Biedni starsi panowie ? zobaczyli jak muzycy Slowdive stoją na koncertach nieruchomo i wbijają wzrok w ziemię, grając tak, jakby bali się tego, co tworzą. Jakaś nazwa musiała powstać, jakoś to się musiało nazywać. W przeciwnym wypadku encyklopedie rocka znalazłyby się w nielada kłopocie, a przyszli studenci "historii muzyki zelektryfikowanej" nie mieliby czego wkuwać. Jakoś trzeba nazwać te dźwięki! Panowie!
Nie, to nie ma sensu. Nie da się pisać konkretnie o TAKIEJ muzyce. Słowa uciekają, słowa tracą znaczenie, słowa są puste i nic nie warte. Dosyć słów! Czy nie lepiej po prostu zamilknąć i wbić wzrok w buty, w podziwie dla najpiękniejszej płyty Slowdive?
Souvlaki... najczystsza synteza muzycznego piękna i doskonałości. Jest w tej muzyce coś zniewalającego, jakiś tajemny magnetyzm, który nie pozwala się od niej oderwać. Coś co sprawia, że słuchacz, zauroczony każdym najdrobniejszym dźwiękiem, będzie odtwarzał ten album w nieskończoność, aż do osiągnięcia stanu nieważkości... Jest w tych zimnych, eteryczno - ezoterycznych brzmieniach jakaś hipnotyczna siła, która sprawia, że podczas słuchania zapomina się o muzyce i odpływa daleko, daleko, gdzieś w przestrzeń kosmiczną (Souvlaki Space Station)... Włada tymi dźwiękami niespotykanie wykwintna, finezyjna melancholia, obecna zarówno w brzmieniu jak i kompozycjach. Piękno, smutek, jesień...
I sposobem muzycznych sklepów internetowych można na koniec wymienić nazwy zespołów, których płyty kupiliby ludzie zasłuchani w Slowdive. Sigur Ros, Cocteau Twins, Mogwai, GodSpeed You! Black Emperor, Fields of the Nephilim, Dead Can Dance, Piano Magic, Mercury Rev, No ? Man, This Mortal Coil, Clan of Xymox...
Och, zamknij się wreszcie, Stalker. I zasłuchaj...
Miłego odlotu...
Piotr "Stalker" Gołąb


Slowdive

(4.5)
Aktualności


Komentarze