Sodom „M16”
Kto by się spodziewał, że po kilkunastu latach funkcjonowania ta niemiecka grupa jest w stanie wysmażyć tak bezkompromisowy album. Co prawda obecny skład zespołu nie ma nic wspólnego z tym z końca lat 80-tych, ale panów Angelrippera (bg, voc) i Bernemanna (g) trudno zaliczyć do nowicjuszy Jedynie perkusista tria Bobby Schottkowski (pewnie nasz rodak) ma nieco krótszy staż w zespole i mniej lat w paszporcie.
Tematyka zawartych na płycie nagrań jest reminiscencją po odbytym niedawno przez zespół tourne po krajach Dalekiego Wschodu. Sodom koncertował m.in. w Wietnamie i właśnie ten największy konflikt zbrojny końca lat 60-tych przewija się w poszczególnych utworach. Już same tytuły o tym świadczą: I Am The War, Marines, Napalm In The Morning. Wojenne odgłosy i przelatujący helikopter także potwierdzają dokąd zawędrujemy słuchając muzyki z M-16.
Jak przystało na poruszaną tematykę i thrash-speed matalową konwencję, wydobywający się z głośników czad działa na organy słuchowe niczym wspomniany napalm. Uderza z taką siła, że nieprzygotowany słuchacz może stracić dech w piersiach przytłoczony naporem dźwięków. Szalone tempa i gardłowe wokale niepodzielnie królują w Among The Weridcong, Minejumper czy Cannon Fodder. Istne piekło na ziemi wywołuje także Little Boy. Jakąż ulgę dają równie ostre, może nawet potężniejsze w brzmieniu, lecz trochę spokojniejsze nagania w typie Napal In The Morning, Genocide, w których pojawiają się bardziej kumate linie melodyczne. Na odrębną uwagę zasługuje kawałek Marines, a to z tej racji, że jest niemal klasycznie metalowy, zharmonizowany w riffowych partiach gitar i prawie melodyjnym wokalu.
Andrzej ''Szczepek'' Szczepkowski


Sodom
Aktualności


Komentarze