Steve Vai „Flex-Able Leftovers”
Jak wskazuje sam tytuł, mamy tu zbiór kawałków, które pierwotnie nie dostały się na album "Flex-able". Niestety, ale trudno się temu dziwić po przesłuchaniu większości z nich.
"Fuck Yourself" to numer nagrany z zespołem Franka Zappy, w którym zwraca uwagę śmiały tekst, niestety nie najwyższych lotów. Jednym wyda się zabawny, innym nieco niesmaczny, innym po prostu obleśny, niemniej jednak rzecz przykuwa uwagę, czego nie można powiedzieć o następujących po niej kawałkach, które są w większości nijakie i często przekombinowane. Słychać tu ciągle mocny wpływ Zappy, co nie jest samo w sobie zarzutem, lecz brak indywidualnych rysów i brzmienia Vaia, które mogliśmy usłyszeć na "Flex-able". Zaś większość eksperymentów z harmonią, rytmem czy brzmieniem trudno zaliczyć do udanych.
Broni się natomiast "Natural Born Boy" ze świetnymi popisami solowymi, przyjemnie, acz bez zachwytu słucha się "Bledsoe Bluvd" czy "You Didn't Break It". Mieszane uczucia wywołuje "Massacre", w którym słychać potencjał, zupełnie jednak zmarnowany przez tandetne brzmienie i "młóckę" automatu perkusyjnego; do końca nie wiadomo czy miał to być utwór bardziej rockowy, czy Vaiowskie podejście do muzyki tanecznej.
Generalnie "Leftovers" to album dla naprawdę wiernych fanatyków Steve'a, którego największą zaletą jest chyba możliwość prześledzenia ewolucji tego wyjątkowego instrumentalisty przez porównanie z późniejszymi dokonaniami.
Jacek Podlewski


Steve Vai

(4)
Aktualności


Komentarze