Telefon Tel Aviv „Map Of What Is Effortless”
Mniej więcej trzy lata temu pojechałem ze znajomymi do Pragi. Zainstalowaliśmy się w trzygwiazdkowym hotelu na obrzeżach, oddalonym od centrum o jakieś siedem-osiem kilometrów. Pokój numer 28. 31 piętro. Człowiek wychodzi w nocy na balkon i łapie się na tym, że nagle napotyka ścianę światła. Zapalone lampy w domach, sygnalizacja świetlna, sodówki zalewające ulice, reklamowe bill-boardy... Nie miałem aparatu fotograficznego na tej wycieczce. Kumpel dał mi jedno zdjęcie, które w zupełności wystarcza. Nocna łuna nad Pragą, godzina 22.16.
Wspomnienie tego zdjęcia, ba, cały ten obraz wryty w moją pamięć przewijał się bez przerwy podczas odsłuchów ostatniej płyty Telefon Tel Aviv. Wystarczyły pierwsze takty elektronicznego pianina i razem z potężnym brzmieniem fragmentarycznych, pociętych tekstur stanęła mi przed oczyma nocna Praga. A dalej było jeszcze bardziej magicznie, bo ostatnio rzadko się zdarza, by muzyka uruchamiała całą tą chemię odpowiedzialną za marzenia w sposób natychmiastowy, stając się katalizatorem wyobraźni. Poorane struktury, ciągłe zaciachy, skwierczące podkłady, przewijające się wciąż sample rozsypywanego piasku i Bóg wie czego jeszcze, zloopowane i nałożone na siebie stukania talerzy ? jest naprawdę wszystko. Pamiętacie, jeszcze za czasów łączenia się z netem gniazdem telefonicznym, tę charakterystyczną "piosenkę" wybierającego numer modemu? Albo sygnał zajętości telefonu gdy panna po drugiej stronie znudzona odkłada słuchawkę? To też jest. Całkowity synkretyzm. Rodzajowy, gatunkowy i estetyczny. Jest emo, szeroko pojęta elektronika, nieco post-rockowe patenty brzmieniowe, Notwistowa melancholia, minimalizm wczesnej Lali Puny, a wszystko to jeszcze przepuszczone kilkakrotnie przez stoły mikserskie. Są kobiece i męskie wokale ? nieco manieryczne, ale raczej niedenerwujące. No i są szatańskie pomysły kompozycyjne, bo kto to widział ładować fortepianowy pasaż wprost w elektroniczną rzeźnię generowaną z komputerów i analogowych syntezatorów w When It Happens It Moves All By Itself. Kto to widział umieszczać sekcję smyczkową na cybernetyczno-romantycznym podkładzie w utworze tytułowym. Kto to widział pokrywać ścianą gitarowego przesteru przepuszczonego przez jakieś elektroniczne cudeńko eteryczny kobiecy głos śpiewający "the pleasure's mine..." w What It Was Will Never Again. Kto to widział, żeby tylko z połączenia syntetycznego beatu, prostych sampli na bridge'ach i odartego z emocji wokalu tworzyć alternatywny przebój, który już po pierwszym przesłuchaniu czepia się człowieka jak rzep, tak jak My Week Beats Your Year. Kto to widział przywoływać w moim umyśle obraz nocnej jazdy samochodem pośród świateł słupów oświetleniowych i dziwnego uczucia, że ta muzyka odbija się od ścian budynków stojących przy drodze w najpiękniejszym z pieknych kompozycji na tej płytce, What It Is Without The Hand That Wields It...
Kto to widział?
Jak to ujął mój znajomy: "Skończ już rozmawiać z tymi Żydami"... ? Nie mam zamiaru.
Aleksander "Malkavian" Stępień


Aktualności


Komentarze