The Thrills „So much for the City”
Kiedy usłyszałem nazwę kolejnej grupy z rodzaju "the ...s", przyszło mi na myśl, że znów mam do czynienia z nowym garażowym graniem. Bardzo się pomyliłem. The Thrills wzięli swoją nazwę od Thrillera. Tak, tak, tego samego naszpikowanego przebojami dzieła Michaela Jacksona. To jeszcze byłem w stanie zaakceptować. Ale kiedy dowiedziałem się o młodzieńczych preferencjach muzycznych Irlandczyków, do płyty podszedłem, delikatnie mówiąc, sceptycznie. W sprawach związanych z muzyką rzadko zdarza mi się mylić dwukrotnie. A jednak...
Kwintet z Dublina swój styl kształtował na dokonaniach Beach Boys, The Byrds czy The Kinks. Mówiąc krótko, wracają lata sześćdziesiąte! Zakładamy kolorowe ciuchy, wpinamy kwiaty we włosy i idziemy się bawić!
Pierwsze sześć utworów to murowane single, reszta nie mniej przebojowa. Struktura piosenek jest banalna: zwrotka-refren-zwrotka-refren-solo-refren. I w kółko taki oklepany schemacik. Ale jak to brzmi! Chłopięcy głos Deasy'ego, chórki, fortepiany i harmonijki jak u Supertramp z Breakfast in America. Wpada to w ucho od pierwszego przesłuchania, jak na przykład otwierający Santa Cruz - lekka, niezobowiązująca gitara, banjo i ten niesamowity dziecięcy głosik Deasy'ego wspomagany w refrenach przez kolegów. Albo Don't Steal Our Sun. Trzyminutowy galop z genialnie poprowadzonym chórkiem. Jeśliby już próbować przyrównywać do czegokolwiek postawiłbym na kompozycyjny geniusz The Stone Roses, przebojowość New Order i... melodykę The Beach Boys.
Obok szybkich i wesołych kompozycji zdarzają się momenty nostalgii, jak w akustyczno-fortepianowym Deckchairs and Cigarettes z szumiącym morzem, mewami w tle i zaraźliwym refrenem: Let's go to San Diego/ Hey that?s where all the kids go. czy w Old Friends, New Lovers z filmowym orkiestrowym motywem, przy którym dziewczyny w kinie ryczą już pełną parą, a facetom robi się sucho w gardle...
Ta płyta to takie "3b" - bezbolesna, beztroska, bezstresowa. W sam raz na leniwe letnie popołudnia. Szkoda tylko, że jesienią już nikt o The Thrills nie będzie pamiętał. Ale może za rok powrócą i umilą nam wszystkim kolejne wakacje? Kto wie?
Aleksander "Malkavian" Stępień


Aktualności


Komentarze