The Dead Weather „Horehound”
13 Grudnia 2009
Nazwa Dead Weather dopiero niedawno pojawiła się na muzycznej scenie. Jest to super-grupa, tworzona przez czworo muzyków - Alison Mosshart (The Kills), Jacka Lawrence'a (The Raconteurs, The Greenhornes), Dean Fertitę (Queens of the Stone Age) i Jacka White'a (The White Stripes). Nie jest to stary projekt, jego historia sięga początków 2009 roku, kiedy wszyscy muzycy spotkali się w studiu Jacka White'a i rozpoczęli luźne jamowanie. Pierwsza i jak na razie jedyna płyta kwartetu, zatytułowana Horehound, ukazała się 14 lipca 2009 roku.
Na albumie jest 11 utworów, które są wypadkową wszystkich stylów, prezentowanych przez kapele, z których muzycy pochodzą. Słychać więc rozwijające się, progresywne kompozycje a'la Raconteurs, takie, jak otwierające płytę "60 feet tall". Są tam też nasycone gitarami ściany dżwięku, jakby wyjęte z płyt The Kills, czy Queens of the Stone Ages, przykładem singlowe nagranie "Treat me like your mother" .Oczywiście nie ucieknie się też od rytmicznych utworów z wyraźną dominacją perkusji, zupełnie jak na wczesnych płytach White Stripes - świetny "Rocking Horse".
Wszystko to zostało delikatnie doprawione ciepłym brzmieniem organów Hammonda, nadającym całości nieco mroczny klimat. Dodajmy do tego fakt, że płyta nagrywana była na analogowym sprzęcie, co też w jakiś sposób wpływa na ciepło i jakość brzmienia.
Całość zamyka się w niespełna 44 minutach, a więc optymalnym, jak na płytę długogrającą (ale taką prawdziwą, winylową), czasie.
Ale nie czas trwania, nie iilość kompozycji, ani nawet nie ludzie są tu najważniejsi. Istotne jest to, że ta płyta nie jest tylko zbiorem elementów, charakterystycznych dla każdego muzyka z osobna. Słychać tutaj jakąś niezwykłą synergię, która wytworzyła się w studiu Third Man Jacka White'a. Tę dziwną energię, którą tak trudno uchwycić w nagraniach, za to bardzo łatwo przegapić i wypuścić z rąk.
W świetle tej właśnie synergii, magii miejsca i czasu, nasuwające się podczas słuchania Horehound skojarzenia z Led Zeppelin, Deep Purple, czy Crosby, Stills, Nash & Young, są jak najbardziej na miejscu.
Słuchając tej płyty byłem przekonany, że jest to płyta wielka. Nie jestem pewien, czy nazwałbym ją "wybitną" - bo to zawsze ocenia się z perspektywy czasu. Ale na pewno zasługuje na wysoką notę.
Michał Błaszczyk


The Dead Weather
Aktualności


Komentarze