Cult of Luna „Somewhere Along the Highway”
26 Marca 2010
Oczekiwania wobec "Somewhere Along the Highway", następcy tak znakomitej płyty, jaką okazała się "Salvation", były ogromne. Szwedzi wiedzieli o tym doskonale. Starając się stworzyć kolejne post-metalowe dzieło, pierwsze sesje nagraniowe odbyli w... drewnianej chatce, otocznej "blair witch'ową" (jak sami ją określali) scenerią. To miało dodać albumowi nastroju, brudu, niepokoju. Do tego, z powodu krótszego czasu produkcyjnego, brzmienie nie zostało tak wypolerowane, jak na "Salvation". Fani mieli się spodziewać "surowego i niewyszczotkowanego dzieła". Ale jednak wciąż dzieła. Nie muszę dodawać, że działania Szwedów stworzyły odpowiedni szum wokół "Somewhere Along the Highway". Nie ostatni raz zresztą, jak się jeszcze przekonacie...
Zapewne zdążyłeś już, drogi Czytelniku, zaglądnąć do oceny, więc wiesz, że "Somewhere Along the Highway" cudem się nie okazało. Dlaczego? Wszystko jest niby tak, jak należy. Brzmienie- nieczyste, utwory- dopracowane i długie, a nastrój niemalże tragiczny i nacechowany podobnymi emocjami, co "Salvation". No właśnie, i to stało się głównym szkopułem tego albumu. Stanowi on praktycznie kontynuację poprzedniego dzieła Cult of Luna. A tamtego, przyznam szczerze, nie da rady przeskoczyć.
Po raz kolejny mamy do czynienia z powolnymi, przesiąkniętymi smutkiem sekcjami instrumentalnymi przeciwstawianymi wokalowi i perkusji w iście "sludge'owej" formie. Z delikatną przewagą tego drugiego. I to w tych mocnych momentach czuć wszystkie starania Szwedów i efekty chatki w lesie. Riffy są tak mocne, że większość metalowych grup popatrzyłaby na członków Cult of Luna z niekłamanym strachem w oczach, a growl z każdym kolejnym słowem wdrąża się w głowę z siłą młotu pneumatycznego.
Sekcje instrumentalne z kolei troszeczkę zawodzą, nie ma tutaj takich magicznych momentów, jak na poprzedniej płycie. Są wciąż niesamowicie klimatycznie, ale często nabierają niepotrzebnego chaosu, gdy słychać na raz zbyt wiele instrumentów. I właściwie to one stanowią główny szkopuł "Somewhere Along the Highway". Niewielki, ale widoczny dla fana obeznanego z poprzednim dziełem.
Ot właśnie, i znowu wróciłem do "Salvation". Mimo starań, Szwedom nie udało się odejść zbyt daleko od tamtej płyty. Stworzyli jej drugą część, a powszechnie wiadomo, że sequele są trochę gorsze od pierwowzoru. Po raz kolejny mamy tu klimatyczne otwarcie i jeden utwór śpiewany normalnym, melodycznym głosem ("And With Her Came The Birds"). "Dim" z kolei przez większość czasu buduje magiczny nastrój, by pod sam koniec zburzyć spokój słuchacza mocarnymi riffami i diabelskim growlem. Przypomina to "Waiting For You" z poprzednika. I tak możnaby w kółko, porównywać "Somewhere Along the Highway" do "Salvation". Naśladowcę do pierwowzoru. I każde porównanie będzie zwycięskie dla poprzedniego dzieła. Nieznacznie, ale zawsze... I, w chwili obecnej, wystawiłbym "Somewhere Along the Highway" ocenę trzech i pół gitarek. Oznaczałoby to, że jest to płyta dosyć dobra, która z dumą postawiłbyś na swojej półce. Jednak, przez całą recenzje, nie napisałem ani słowa o ostatnim utworze...
"Dark City, Dead Man". Trwający dokładnie piętnaście minut i czterdzieści dziewięć sekund. Dzieło. Arcydzieło nawet. Zaczyna się bardzo niewinnie, prowadzi przez dosyć "typową" dla Cult of Luna sekcję wokalną, aż, mniej więcej w szóstej minucie, rozpoczyna przed nami roztaczać apokaliptyczny krajobraz. To, co dzieje się już do końca albumu jest przygodą, której nie potrafię opisać słowami, a którą musisz sprawdzić sam. Kompozycja warta osobnego akapitu i warta podwyższenia oceny o jedno oczko. Z zupełnie czystym sumieniem!
"Somewhere Along the Highway" to płyta bardzo dobra. Wciąż porusza, mimo powielenia kilku schematów, ale zawiera, moim zdaniem, najbardziej niesamowity utwór, jaki Szwedzi nagrali. I nadal nie jest to muzyka do śniadania, to jedne z najmroczniejszych doznań, jakich dane Ci będzie doświadczyć z muzyką, więc zdecyduj się, drogi Czytelniku... Czy jesteś gotów znów powrócić do tego lasu...?
Adam Piechota


Cult of Luna

Aktualności


Komentarze