Manic Street Preachers „Journal For Plague Lovers”
31 Marca 2010
Powiedzmy sobie szczerze - Manic Street Preachers to nie jest zespół cieszący się u nas przesadną popularnością. Z przykrością można jedynie odnotować braki ich płyt nawet w większych sklepach muzycznych. Na rynku muzycznym istnieją już blisko 20 lat i wciąż znajdują się jakby w cieniu muzycznego gwiazdozbioru. Konsekwentnie podążają własną drogą nie patrząc na muzyczne trendy i robią, co chcą. Druga połowa lat 90 była w ich historii okresem umiarkowanego sukcesu i spełnienia lecz potem nastał czas kryzysu twórczego. Gdy już chyba nikt nie spodziewał się cudów, powrócili w 2007 roku rewelacyjnym albumem Send Away The Tigers. W 2009 roku natomiast dali światu swój dziesiąty album zatytułowany Journal For Plague Lovers.
Album to niezwykły, który już samą okładką odwołuje się do uchodzącego za największe osiągnięcie zespołu albumu The Holy Bible z 1994 rok. Obraz autorstwa Jenny Saville wywołał tym razem więcej zamieszania, bowiem niektóre sieci dystrybucyjne odmówiły rozprowadzania albumu ze względu na zbyt brutalną (ich zdaniem) okładkę.
Największy zwrot ku przeszłości to jednak teksty autorstwa nieodżałowanego Richarda Jamesa Edwardsa, które w całości wypełniły album. Maniacy zdecydowali się po raz ostatni (jak zapowiadają) użyć starych zapisków kolegi. Być może rzeczywiście spełnią obietnicę i tym samym raz na zawsze odpędzą ducha kolegi, choć z drugiej strony czy to w ogóle jest możliwe?
Muzycznie album jest bardziej surowy od swojego poprzednika, lecz bardziej przebojowy od słynnego The Holy Bible. Brzmienie jest surowe i klarowne. Brak tu zbędnych ozdobników a wszystkie utwory nie dość, że łatwo wpadają w ucho to jeszcze na długo pozostają w głowie.
Jest tu czad, jest rockowy żar na swój sposób melancholijny nawet, lecz walący do głowy jak połówka czystej. Bradfield raz śpiewa łagodnie, niemal słodko, raz wydziera się na tle dudniącego basu. Maniacy żonglują nastrojami a przecież utwory na tej płycie są dosyć krótkie, co zresztą też należy uznać za zaletę. Album jest bardzo dynamiczny i tylko momentami panowie zwalniają tempo (np. This Joke Spot Severed czy Fading Page).
Reasumując Maniacy nagrali kapitalny album, doskonale wyważony stylistycznie pomiędzy przebojowym a drapieżnym graniem. Chyba tylko wariat mógłby posądzić ich o próbę walki o miejsca na listach przebojów...choć tak zupełnie przy okazji mogłoby się udać! Bez wątpienia jedna z najlepszych płyt 2009 roku.
Journal For Plague Lovers został wydany w postaci pojedynczego cd, dwupłytowej wersji de luxe oraz na czarnym krążku. Fanów zespołu szczególnie zainteresuje na pewno wersja de luxe. Drugi dysk tego wydawnictwa zawiera wersje demo całego materiału, który znalazł się na płycie. Do tego dodano jeszcze książeczkę zawierającą wszystkie teksty. Całość wydana jak książka, wielości pudełka dvd.
Tommy


Manic Street Preachers
Aktualności


Komentarze