Jan Bo „Miya”
29 Kwietnia 2010
Kiedy przeczytałem w kwietniowym TR pochlebną recenzję nowej płyty Jana Borysewicza postanowiłem sprawdzić czy rzeczywiście jest taka dobra. Szkoda, że Lady Pank już dawno stoczyło się w głęboką otchłań komercyjnej tandety. Swoją drogą ciekawe jest to, że zespół, który nagrał właściwie tylko jedną świetną płytę ma do dzisiaj grono fanów i dobrze sprzedaje koncerty... Wróćmy jednak do Jana Bo. On sam wraca po kilkunastu latach nieobecności. Towarzyszą mu dwaj doskonali muzycy - Wojciech Pilichowski grający na basie oraz perkusista Kuba Jabłoński.
Po wysłuchaniu albumu mam dość mieszane uczucia. Słychać, że Jan Borysewicz to rzeczywiście wspaniały instrumentalista ze świetnym warsztatem. Gra z wyczuciem, nie szafuje dźwiękami, nie popisuje się ponad umiar. Problem jednak w tym, że ten album nie wnosi nic nowego i nie jest też specjalnie porywający. Rozpoczynający płytę Niech wiruje świat przywodzi na myśl lata 80 - zapętlona gitara w tle i głupkowaty refren nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia. Nawet solówka wydaje się mdła i bez polotu. Trochę lepiej wypada Masz się bać z gościnnym udziałem Piotra Cugowskiego. Szkoda, że Cugowski nie zaśpiewał w następnym utworze - Znowu odchodzą. To jeden z lepszych utworów na płycie z mocnym refrenem, który aż prosi się o lepszego wokalistę, bowiem z Borysewicza wokalista żaden. Tekściarz zresztą także marny bo banał goni banał w każdym utworze. Teksty są zwyczajnie niestrawne. Dlatego całkiem dobrze zniosłem wysłuchanie instrumentalnej tytułowej kompozycji, która jednak mogłaby być bardziej żywsza. Przy refrenie w Wyspie nie wytrzymałem i musiałem przełączyć dalej. Ta ze snów może zachwycić pięknym , ciężkim początkiem. Już wcale nie słucham, o czym śpiewa ów pan, bo muzyka porywa. Chwytliwe, czadowe granie z delikatnymi gitarowymi ozdobnikami w tle może się podobać, podobnie jak początek Nowego świata. Szkoda, że dalej jakby zabrakło już pomysłu i w konsekwencji utwór pozostawia po sobie raczej nijakie odczucia. Nad Pajacykiem unosi się uroczy hendrixowski klimat. To zdecydowanie jeden z najlepszych utworów na płycie - jest energetyczny, skoczny a mocny głos Uli Rembalskiej (z zespołu The Boogie Town) z pewnością jeszcze dodał mu ognia. Miłości żar równie dobrze mógłby znaleźć się na kolejnej beznadziejnej płycie Lady Pank i niech to wystarczy za komentarz. Najbardziej zaskakujący, przedostatni utwór Dla Kuby i Pilicha budzi jednoznaczne skojarzenia z ...Illusion! I dobrze się stało, że Borysewicz nie zepsuł go bzdurnym tekstem. Spacer z lwami (również instrumentalny) płynie sobie leniwie i właściwie nic z tego nie wynika.
Borysewicz udowodnił tym albumem, że jest świetnym instrumentalistą, jednym z najlepszych w naszym kraju ale pokazał też, że podobnie jak kolegom z "legendarnego" zespołu brak mu pomysłów. Album jest nijaki i nic tego nie zmieni. Co z tego, że Borysewicz gra z bezbłędnym wyczuciem? Album brzmi jak produkcja z lat 80-tych, teksty są wręcz beznadziejne, do tego Borysewicz w roli wokalisty się nie sprawdza a utwory nie porywają. Strata czasu! Myślę, że ten album zginie śmiercią naturalną i już niebawem znajdziecie go w supermarketowych koszach za kilka złotych...
Tommy


Aktualności


Komentarze