Moonspell „Sin/Pecado”
30 Maja 2010
"Sin/Pecado" to trzecia, zupełnie inna płyta niż wcześniejsze dokonania Moonspella. I tutaj zaczyna się problem, jakim jest spór o to, czy "inna" znaczy "lepsza". Fani, którzy przyzwyczaili się do bardzo ciężkiego i ostrego brzmienia zespołu z growlującym Fernando Ribeiro z pewnością powiedzą, że to już nie to samo granie jak kiedyś - zbyt łagodne, ugłaskane i za lekkie. Inni natomiast stwierdzą, że materiał zaprezentowany na tym wydawnictwie to krok do czegoś nowego, następny etap, kolejna ścieżka w muzycznej wędrówce, która prowadzi w nieskończoność melodii i dźwięków. Co do jednego nie ma żadnych wątpliwości - ten album jest rewolucyjny i ukazuje nieznane dotąd oblicze muzyków. Nie jest on tak bardzo metalowy i siermiężny - bliżej mu raczej do rocka, a nawet rocka progresywnego. A to wszystko za sprawą eksperymentów z elektroniką, klawiszami i samplami.
Jeśli chodzi o Fernando Ribeiro to wokalista udowadnia tutaj, że naprawdę ma warunki głosowe. Szczególnie to słychać w "Magdalene", "Eurotica", "Mute" i "The hanged man". Jego maniera wokalna charakteryzuje się przede wszystkim tym, że łączy w sobie zarówno śpiew i recytację, jak również krzyk i growl. Tutaj, muzyczną ilustracją połączenia wszystkich tych zjawisk może być chociażby kompozycja "Abysmo". Warto także wspomnieć kilka słów o tekstach, które są bardzo liryczne, często depresyjne i kontrowersyjne, a za razem jakże piękne i wymowne. Niski głos Ribeiro zaś, bardzo dobrze wpasowuje się w mroczny nastrój krążka, który utrzymany jest wokół tematyki religijnej. Wszystko jest mistyczne i jakby zakazane - nawet w warstwie tekstowej mamy nawiązania do Biblii. Poza tym, sama okładka to pewien religijny symbol - wystarczy spojrzeć, reszta nie wymaga żadnego komentarza...
Jest na tej płycie pewien utwór, który sprawia, że krew w żyłach płonie magicznym żarem, a serce szlocha z zachwytu. Jest to "Mute". W tym nagraniu tkwi jakaś nienazwana siła, która nadaje mu niepowtarzalny i kosmiczny kształt. Ta piosenka jest po prostu doskonała w treści i formie - zarówno pod względem instrumentalnym, jak i wokalnym. To właśnie jeden z tych kawałków, którym całkowicie zaprzedałam duszę... To ten specyficzny klimat, piękne riffy i elektroniczne podkłady, tworzące groteskowy nastrój, to gotyckie chórki, nostalgiczna i przejmująca stylistyka i fenomenalny Ribeiro ze swoim głębokim i wyrazistym głosem, który wydaje się jakby pochodził z zaświatów. Gdyby kiedyś powstała (chyba, że już istnieje) "Lista najbardziej atmosferycznych utworów wszech czasów", to "Mute" powinien zająć na niej honorowe miejsce.
Oczywiście, wspomniana przed chwilą piosenka nie jest jedyną perełką na "Sin/Pecado". Na dużą uwagę zasługuje także niewiarygodna "Magdalene" z pięknym i czystym śpiewem oraz niskimi basami i spokojną perkusją. Tutaj, ważną rolę odgrywają także sample i elektronika, które tak naprawdę tworzą główne tło. Raczej niewiele tu ciężkich gitar, które mimo wszystko na chwilę się pojawiają, ale absolutnie nie są one krwiste i brutalne. Słowa uznania należą się również za podkład i melodię, bo jako całość po prostu wgniatają w fotel. Innym, wartym zauważenia kawałkiem, jest "Let the children cum to me", gdzie głównym komponentem nastroju są delikatne, żeńskie chórki, które płynnie zgrywają się z posępnymi gitarami i monumentalnością wokalu Ribeiro. Ciekawy jest także fragment, gdy pod koniec utworu Fernando, niczym Chrystus, melodyjnie wykrzykuje, aby "pozwolić dzieciom przyjść do niego". Aż wreszcie dochodzimy do "The hanged man" - kompozycji zdecydowanie najwolniejszej i najspokojniejszej z nastrojową gitarą akustyczną i basem w rolach głównych. To świetnie zrobiona i zaaranżowana rockowa ballada z klimatycznym i wczuwającym się wokalistą, która mimo ciężkich momentów - zwłaszcza pod koniec - zachowuje swój romantyczny charakter.
To, do czego można się przyczepić to "Handmade god" i "Eurotica", które paradoksalnie są jednymi z najsmakowitszych kąsków, ale jednocześnie obydwie zawierają coś, co psuje ich niepowtarzalny klimat. Pierwsza z nich, jest znacznie agresywniejsza z ciekawymi, spadającymi - wręcz bombardującymi, mięsistymi riffami. Druga zaś, to utwór o konwencji paraballadowej. Zaczyna się wolno i zmysłowo i, pomimo że czuć chłód, to te dreszcze są przyjemne. Później dopiero dochodzą solidne gitary, które świetnie kontrastują z nastrojowością piosenki. Całość, w obu przypadkach, psują tylko partie growlowe , które same w sobie nie byłyby niczym rażącym, ale tutaj zupełnie nie pasują do reszty. Niszczą ich pierwotny sens i wyraz oraz częściowo kradną urok, jaki niewątpliwie posiadają obydwa nagrania. Przy okazji dodam, że w "Handmade god" możemy spotkać dość egzotyczną solówkę w stylu hiszpańskim. Podobny motyw instrumentalny został wykorzystany również w "Dekadance".
"Sin/Pecado" to wydawnictwo, które chwyta za serce, jest płytą pełną melodii, tęsknoty i lęku, jest dojrzała i spójna, mroczna i enigmatyczna - jest po prostu piękna... Muzykom zdecydowanie należą się gratulacje za podjęcie ryzyka i pójścia w inną stronę, za to, że odważyli się spróbować czegoś innego, a jednocześnie nie zapomnieli o swoich korzeniach.
Iwona Sołdek


Moonspell
Aktualności


Komentarze