The Clash „London Calling”
21 Czerwca 2010
Śmiem zuchwale twierdzić, że na The Clash zaczął się i skończył prawdziwy punk-rock! Wszystko, co było przed nimi - zespoły pokroju Velvet Underground czy Pathi Smith, były tylko protoplastami punk-rocka, zaś wszystko co było potem i co trwa do dnia dzisiejszego to nic więcej jak powielanie. To Clash wyprowadził ten wykluwający się nurt na ulice, uczynił go narzędziem przekazu, formą protestu na coraz bardziej pompatyczne formy rockowe jakie tworzyli starsi muzycy i na niezbyt kolorową rzeczywistość (czy aby na pewno?) tamtych lat. Inaczej jednak niż w przypadku Pistolsów- Clash nie zwracał na siebie uwagi poprzez demolki czy obrzucanie swoich fanów czym popadnie. Sam Strummer wielokrotnie podkreślał- "Chcemy zachęcać do myślenia". W tekstach nie było więc tanich sloganów, stanowiły natomiast swoisty komentarz do wydarzeń jakie rozgrywały się w tamtych latach. Debiutancki album, wydany w kwietniu 1977 (a więc jeszcze przed legendarną płytą Sex Pistols) prezentował niemal typową punk-rockową grupę - zadziorną i hałaśliwą, jednak już w 2 lata później okazało się, że The Clash nie tylko wyprzedził cały nurt lecz także dokonało jego symbolicznego pożegnania...
Londyn wzywa...na ostatni prawdziwie rock'n'roll-owy show! Już sama okładka, nawiązująca do pierwszej płyty Elvisa Presleya daje dużo do myślenia - ta sama czcionka i wielkość liter i czarno-biała fotografia gitarzysty, tyle tylko, że poza Micka Jonesa - ten gest zapowiadający roztrzaskanie gitary o ziemię - sugeruje koniec (Elvis trzymał przecież gitarę wzniesioną do góry). Może to koniec szczerości w muzyce rockowej, a może koniec całego rock ?n' rolla w ogóle?! Znajdą się pewnie tacy, którzy z łatwością obalą te tezy - wszakże lada moment wykluje się nowa fala brytyjskiego metalu, lecz jak pokażą późniejsze lata większość zespołów z tego nurtu albo ulegnie komercji i zreformowaniu stylu albo będzie gonić własny ogon, nie mogąc zaproponować już nic ciekawego. Tak czy owak, London Calling to jeden z wielkich pomników muzyki rockowej, to jedna z tych płyt, które wniosły coś nowego, pozostały niezatartym symbolem pewnych okresów w dziejach muzyki i oparły się działaniu czasu!
Z jednej strony London Calling jest hołdem lub też wyszydzaniem (?) amerykańskiej pop-kultury poprzez odwołania do ich symboli (Cadillac) jak i samą muzykę, momentami bliską przecież czystemu rock'n'roll-owi i rockabilly. Z drugiej strony Clash to nadal brytyjski band, mocno osadzony w środowisku londyńskiej ulicy - tytułowy utwór jest prawdziwym wezwaniem do akcji, podobnie jak Clampdown i niezapomniany Guns of Brixton. Zespół szydzi też z wszechobecnej, nachalnej reklamy (Koka kola) i alienacji ludzi zagubionych we współczesnym świecie (Lost in the supermarket). Jest to chyba najdoskonalszy przykład punk-rocka zaangażowanego - takiego, który daje do myślenia zamiast przeklinać całą rzeczywistość (patrz: Sex Pistols). Jej różnorodność stylistyczna także zaskakuje - to nie jest ostre, nieudolne "łojenie" ale dobrze przemyślane granie, bez rażących technicznych niedociągnięć. Słychać, że ci ludzie naprawdę potrafią grać i co jeszcze ważniejsze - robią to z ogromną pasją! Amerykański magazyn Rolling Stone uznał London Calling za najlepszą płytę lat 80', na co Joe Strummer zareagował dosyć zwięźle - "Przecież ukazał się jeszcze w 1979 roku..."
Warto również wspomnieć, że ogromną rolę w ostateczny kształt nagrań miał producent - Guy Stevens, znany wcześniej ze współpracy m.in. z Rolling Stones, Free, Mott The Hoople. Lata świetności miał już jednak za sobą...a przynajmniej tak się wydawało. Sesja nagraniowa London Calling była bowiem ostatnim wielkim, albo lepiej powiedzieć wprost- największym- momentem jego życia. To dzięki jego niecodziennym, wręcz paranoidalnym zachowaniom w studiu i bezkompromisowej postawie album uzyskał tak niepowtarzalne brzmienie.
Słów kilka o samym wydawnictwie - w pierwotnej wersji album zawierał dwie płyty winylowe (w cenie jednej, bo tego zażądał zespół!). Wersja CD to już jeden krążek, oczywiście z pełnym materiałem i książeczką-rozkładówką zawierającą teksty utworów.
Jakiś czas temu na rynku pokazało się także specjalne wydanie z okazji 25-lecia płyty. Zawiera materiały wykopane z archiwum i składają się nań aż 3 dyski! Pierwszy to dobrze znany album studyjny, bez zmian w stosunku do wersji jednopłytowej. Druga płyta (Vanilla Tapes) to archiwalne nagrania "roboczych" wersji poszczególnych utworów. Część z nich to wyłącznie instrumentalne fragmenty; niektóre występują jeszcze pod innymi tytułami. Jest też cover utworu Boba Dylana. Trzecia płytka zatytułowana The Last Testament (pierwotnie taki tytuł miał nosić cały album) to DVD z 30-minutowym filmem dokumentalnym o powstawaniu albumu, fragmentami prywatnych nagrań Stevensa i teledyskami do 3 utworów. Całość wydana w kartonowym, rozkładanym pudełku, zabezpieczonym jeszcze plastikową obwolutą. Dodano także pełnowartościową książeczkę ze zdjęciami i historią oraz wspomnianą już rozkładówkę z tekstami. Dla fanów grupy jest to niewątpliwie arcyciekawa pozycja, którą im gorrąco polecam!
Tommy


The Clash
Aktualności


Komentarze
19:22, 19-10-2010 | zgłoś
Przynajmniej od 20-kilku lat jest ze mną ta płyta ,a dziki tej recenzji jutro ją wezmę do auta i jaaazzzzdaaa..