Crashdiet „Generation Wild”
29 Września 2010
Szwecja na nowo staje się stolicą europejskiego glam metalu. Od paru lat obserwuję prawdziwy wysyp nowych zespołów grających melodyjny a zarazem ostry rock. W minionej erze grunge'u zespoły glam metalowe z lat 80-tych musiały oddać palmę pierwszeństwa nowemu gatunkowi, same powoli wygasały. Teraz jednak w całej Skandynawii gatunek ten zdaje się odradzać. Jedną z takich grup ''nowej fali" szwedzkiego heavy metalu jest Crashdïet.
Crashdïet z założenia miał grac sleaze rock, czyli nieco cięższą odmianę melodyjnej muzyki rockowej. Do 2010 roku włącznie wydali oni trzy płyty. Trzy razy zmieniali też wokalistów (Dave Lepard zmarł w 2006, zastąpił go Olliver ''Twisted'' Herman). Na ostatniej płycie zatytułowanej ''Generation Wild", która do sklepów trafiła w kwietniu tego roku, debiutuje ex wokalista Jailbait - Simon Cruz. Wypada on dobrze, jednak nie rewelacyjnie, ot serwuje przeciętny, poprawny wokal trochę naśladujący Sebastiana Bacha ze Skid Row za czasów ich największej popularności.
W warstwie muzycznej płyty słychać wpływy wyżej wymienionego zespołu (np. w ''Rebel''- buntowniczym ostrym kawałku i w tytułowej piosence ''Generation Wild", która przypomina utwór ''Youth Gone Wild''). W zespole mamy też wspaniałego i cholernie zdolnego gitarzystę Martina Sweeta. To, co wychodzi spod jego palców wywołuje ciarki na rękach. Przy okazji wymienia on Micka Marsa, gitarzystę Mötley Crüe, jako swoją największą inspirację. Polecam ten krążek entuzjastom ciekawych i niekonwencjonalnych solówek gitarowych. Najbardziej melodyjną kompozycją jest jednak ''Chemical'' z wyjątkowo udanym i utrzymanym w stylu lat 80-tych refrenem, którego nie powstydziłby się Def Leppard czy Alice Cooper.
Brzmieniowo płyta jest więc wypadkową Skid Row, Mötley Crüe, Ratt i Poison. Podane nieco ciężej i nowocześniej. Sumując ilość ostrych, szybkich piosenek i spokojniejszych utworów stwierdzam, iż jest to album dla entuzjastów ciężkich brzmień, a nie ckliwych ballad rockowych. Na ''Generation Wild'' mamy jedynie dwa spokojne utwory (''Save Her'' i ''Beautiful Pain'') i całą moc naszpikowanych ciekawymi riffami piosenek (''Native Nature''-najostrzejszy punkt płyty, który jest bardzo nietypowym utworem jak na Crashdïet i ''Down With The Dust'').
Panowie stawiają na retro glamowy styl także w ubiorze, a tapirowane włosy, skórzane ubrania i panterka dopełniają image niegrzecznych, zbuntowanych chłopców. Czy płyta dorównuje swoim poprzednikom? Uważam, że żadna późniejsza publikacja nie dorówna sile rażenia i poziomie ich debiutanckiego krążka (''Rest In Sleaze''), ale jest lepsza i bardziej przebojowa od drugiej płyty (''Unattractive Revolution''). Życzyłabym starym oldschoolowcom i fanom hair metalu coraz więcej takich płyt. Płyt z muzyką, którą będą zachwyceni. Bardzo dobry materiał!
Joanna Mielczarska


Crashdiet
Aktualności


Komentarze