Danzig „Deth Red Sabaoth”
7 Listopada 2010
Glenn Danzig jest dziś żywą legendą. Choć zdarzało mu się popełniać muzyczne omyłki, nie zbłądził. Kiedy zdawało się, że czas jego wielkości już bezpowrotnie przeminął, król mrocznego blues'a zrobił nam niezwykle miłą niespodziankę i powrócił wraz z zespołem z nowym wydawnictwem. Ich dziewiąty album studyjny zatytułowany ''Deth Red Sabaoth'' trafił do sklepów 22 czerwca 2010 r.
Na nowe dziecko Danziga musieliśmy czekać aż sześć lat. ''Circle of Snakes'' z 2004 roku nie była płytą wybitną, była wręcz przeciętna, wydawała się niedopracowana, tak jakby została nagrana w wielkim pośpiechu. Pierwsze wrażenie po przesłuchaniu nowej ''Deth Red Sabaoth'' to poczucie cofnięcia się w czasie do początków lat 90-tych, do uwielbianej ''IV''. Glenn postarał się, by piosenki brzmiały analogowo, sam zajął się produkcją albumu i grą na wielu instrumentach (nagrał większość partii gitary basowej).Genialny ''Zły Elvis'' jest może już nieco podstarzały, ale nadal wie, jak robić niesamowicie klimatyczną mieszankę mrocznego erotyzmu, bluesa i metalu.
Nowy album chwilami pobrzmiewa nawet tonami lat 70-tych. Utwór ''Hammer Of The Gods'' to mocny opener z dość szybkim jak na zespół tempem, wpadającym w ucho refrenem i mocnym riffem. ''The Revengeful'' prezentuje nowocześniejszy styl w porównaniu z klasycznymi albumami Danziga, a jednocześnie lepszy poziom od nagrań z jego wcześniejszych, pseudo-industrialnych płyt. ''Black Candy'', gdzie na perkusji zagrał Glenn, to jedna z najlepszych piosenek z tego albumu - powolna, soczysta, bluesująca, z agresywnymi gitarami w tle. ''Deth Red Moon" z motywem-wariacją na temat ''Mother'' jest częścią mojej "świętej trójcy" tego krążka (wraz z ''Black Candy'' i ''Ju Ju Bone''). Masywna, ciężka perkusja i wyjątkowo melodyjny refren plasują ten kawałek jako mój nowy numer jeden! ''Night Star Hel'' przywodzi na myśl twórczośc Black Sabbath z Dio. ''Pyre of Souls: Incanticle'' to delikatny instrumental połączony z lekkim nuceniem Danziga w tle. Melodyjny, wolny riff i umiarkowane tempo w demonicznym ''Left Hand Rise Above'' kończy płytę.
Glenn Danzig mimo swoich 55 lat jest w wyjątkowo korzystnej formie wokalnej. W warstwie muzycznej dźwięk gitary wysuwa się na pierwszy plan, riffy są nieskomplikowane, wręcz oszczędne. Piosenki cechuje wolne lub średnie tempo. Surowość płyty zawdzięczamy bardzo dobrej produkcji i klasycznym instrumentom. Album na swój sposób definiuje już sama okładka - mroczna, może nieco kiczowata, ale w starym i uwielbianym stylu horrorów klasy B.
Płytę polecam wszystkim, którzy pamiętają okres początku lat 90-tych i czas fascynacji świata metalu tym artystą. "Deth Red Sabaoth" nie jest może dziełem wybitnym, ale jest to bardzo dobry album, który poziomem dorównuje kultowym dziełom tego artysty.
Joanna Mielczarska


Danzig
Aktualności


Komentarze