Theatres des Vampires „Anima Noir”
23 Listopada 2010
"Anima Noir" to kolejne wydawnictwo od włoskiej formacji Theatres des Vampires, które ukazuje, że ci artyści naprawdę potrafią być różnorodni. Tym razem złożyli ukłon nieco w stronę muzyki techno. W niektórych wzbudziło to pewien niesmak, w innych natomiast podziw za odwagę w eksperymentowaniu. Ponieważ wampiry od początku twórczości lubili kombinować ze stylem i brzmieniem, można powiedzieć, że próba pójścia w tym kierunku była dosyć trafna i pasująca do ich muzycznego oblicza oraz scenicznego image'u. W ich przypadku, połączenie tych dwóch, pozornie bardzo skrajnych gatunków (techno i gotyk) świetnie wtopiło się w krajobraz ich muzycznej misji.
Jedno jest pewne - materiał na tej płycie to istny dynamit! Większość utworów to bardzo energetyczne nagrania, które porywają w wir gotyckiego obłędu całą duszę i serce. Jednym z najbardziej szalonych utworów jest "Two seconds", który na początku zdaje się uderzać w wolne klimaty, ale po chwili się rozkręca i tak już zostaje do końca. Zresztą, już sam otwieracz "Kain" jest znakomitą muzyczną ilustracją tego, czego możemy się spodziewać po całym albumie.
Choć Theatres des Vampires gra przede wszystkim rock czy nawet metal gotycki, to nie oznacza, że jest to jedyny gatunek z jakim możemy się zetknąć w ich twórczości. Na "Anima Noir" sporo znajdziemy elektro oraz industrialnych elementów, co najwyraźniej słychać przy okazji "Unspoken words", gdzie mamy także ujmujący motyw klawiszowy, który nadaje całości bardziej subtelny wymiar oraz "Dust" z cierpiętniczym wokalem Sonyi Scarlet, nadający całości większą dramaturgię i wzmacniający smutną wymowę utworu. Także w "Rain" mamy szczyptę elektronicznego posmaku, zaś maniera wokalna Sonyi przypomina tu nieco styl Sandry Nasic z Guano Apes. A skoro już jesteśmy przy temacie pani Scarlet, to jak trzeba przyznać, że ta wokalistka potrafi zadbać o odpowiedni nastrój i do każdej piosenki wkłada dużo serca, nadając im niepowtarzalny i unikatowy charakter.
Pomimo, że większość kompozycji jest bardzo szybka, a czasem nawet wręcz brudna i agresywna, jak np. "Blood addiction" z przesterowanymi gitarami i dodatkowym męskim wokalem, to nie brakuje też spokojniejszych akcentów. Pierwszy z nich to "From the deep" z przejmującym, operowym śpiewem Sonyi, gdzie główny wyraz utworu jest podkreślony przez symfoniczną oprawę całego nagrania. Przyznam, że to jedna z moich ulubionych pozycji na tej płycie. Drugi, jednocześnie zamykający i tytułowy utwór to "Anima Noir", który otwierają ponure klawisze, a konwencja w jakiej jest on utrzymany przypomina klimat charakterystyczny dla filmów Romana Polańskiego. Jest mrocznie, ciężko i psychodelicznie. Natomiast Sonya śpiewa w stylu zbliżonym do maniery wokalnej Anji Orthodox - kto wie, być może to właśnie na niej wzorowała się ta Włoszka.
"Anima Noir" to naprawdę dobra, a przede wszystkim spójna płyta. I nawet ciężko by było mówić o jej słabych stronach, bo takowych raczej nie ma! Riffy wszędzie są posępne, mocne i niskie, zbudowane w pokrewnej stylistyce i według podobnego klucza. Duży plus krążka to fakt, że nie ocieka on pompatycznością, ani przesadną groteskowością. Tym razem, wydawnictwo mało ma cech wspólnych z teatrem - ma raczej charakter lunarny - idealny do posłuchania w piękną, księżycową i tajemniczą noc...
Iwona Sołdek


Theatres des Vampires
Aktualności


Komentarze