Carlos Santana „Guitar Heaven: Santana Performs the Greatest Guitar Classics of All Time”
17 Marca 2011
Nie jestem zwolennikiem takich albumów, a mnożą się one w zastraszającym tempie. Gdy z ciekawości zerknąłem na listę utworów, nie mogłem jednak odmówić sobie przesłuchania całości. Santana to nie byle kto, ale porwał się też na nie byle jakie utwory. Giagnt kontra gigantyczne szlagiery. Wynik niestety nie jest zadowalający.
"Whole Lotta Love" może zniechęcić bo zdecydowanie nie wytrzumuje porównania z oryginałem. Nie dość, że brzmi dosyć płytko, to jeszcze głos Cornella wyraźnie tu nie pasuje. Gra Santany też nie zachwyca. Zamiast poteżnego uderzenia, zrobił z legendarnego utworu jazot. Za to "Can't You Hear Me Knocking" dla mnie brzmi lepiej niż oryginał! Za to pewnie wiele osób rozczaruje utwór "Sunshine of Your Love". Santana znowu popisuje się ponad oczekiwania a całość brzmi niemal popowo.
Dosyć ciekawie wypadł "While My Guitar Gently Wheeps", natomiast rewelacyjnie wręcz - "Photograph" z repertuary Def Leppard! "Back in Black" to zupełnie inna bajka. Już widzę gromy tego samego pokroju, którymi zarzucono kiedyś Jimmiego Page'a. Dla mnie to najlepszy utwór na płycie, a Nas potwierdził tylko swoją klasę. Nadal jest czadowo, ale i nowocześnie. Przykro tyko słuchać bzdur o "szarganiu świętości" itp. Dalej niestety jest już blado. "Riders on the Storm" i "Smoke on the Water" nie przekonują. Pierwszy robi wrażenie "przeżutego" oryginału, a w drugim ewidentnie zabrakło mocy. Nie ten wokal, a mistrz gitary niepotrzebnie sili się na dziwne solówki w tle, przez co robi się muzyczny bałagan. "Dance the Night Away" brzmi natomiast jak słabsza kopia oryginału. I tak już w zasadzie jest do samego końca. Pewnym pozytywnym przerywnikiem może być jedynie "Little Wing" z Cockerem na wokalu, choć też bez rewelacji.
Reasumując poza kilkoma całkiem udanymi utworami Santana się nie popisał. Daleko mu do tego, co zrobił przed laty inny gigant gitary - Yngwie Malmsteen. Tamten również wziął na warsztat legendarne utwory, tyle że jego interpretacje były na tyle przekonujące, że cała płyta stała się jedną z najmocniejszych pozycji w jego całej dyskografii. Z najnowszą płytą Santany jest wprost przeciwnie.
Tommy


Carlos Santana

(4)

Aktualności


Komentarze