Perfect „XXX”
17 Marca 2011
Długo kazali nam czekać na nowy materiał. Z wielkim zadowoleniem w 2004 r., obok ukochanego "UNU" postawiłem na półce album "Schody". Album ten był przemyślany i nie raził natarczywą przebojowością. Jak głosi mądre porzekadło - nie należy oceniać książki po okładce, jednak w przypadku "XXX" niestety nie znajduje to potwierdzenia.
Brak pomysłu na okładkę koresponduje z zawartością. Perfect 2010 roku wyraźnie przypuścił atak na listy przebojów w popularnych "sieczkowatych" rozgłośniach i brakuje w tym pomysłu na coś więcej. Można by określić ten album jako zbiór nieraz całkiem dynamicznych piosenek, które co prawda łatwo wpadają w ucho, ale rażą przeciętnymi i nazbyt często ocierającymi się o banał tekstami.
Otwierający album "Raz po raz" może się podobać, ale potem jest nieustanny spadek w dół. Jak skomentować refren brzmiący "nanana"? Jak pochwalić nudzące ballady z błąkającą się gitarą w tle? Czy jedynym pocieszeniem ma być całkiem udany występ u boku ojca Patrycji Markowskiej, bez którego "Trzeba żyć" byłby całkiem niestrawny, tak jak niestrawnym jest "Miętowy smak dobrych dni" czy "Wyżej"?
Miałem nadzieję, że usłyszę gdzieś tutaj echa starego dobrego Perfectu, zespołu który w znakomity sposób łączył rockową energię gitarowego grania z prostymi, lecz urokliwymi tekstami. Niestety, rozczarowałem się okrutnie. Prawdopodobnie rozczarują się i ci, którzy z wielką nadzieją czekali na kolejny album rodzimych klasyków i kupią go bez wcześniejszego przesłuchania. Szczerze mówiąc wolałbym zamiast tej płyty dobrą EP-kę, nie mówiąc już o nowych, ładnie wydanych wznowieniach takich albumów jak "UNU" czy "Live" (bo obecne wydanie "UNU" jest żenująco tandetne).
Tommy


Perfect


(3.5)
Aktualności


Komentarze