Vicious Rumors „Razorback Killers”
17 Maja 2011
Zacznijmy od tego, że jest to pierwsze moje spotkanie z Vicious Rumors. Ma to swoje minusy, bo nie zamierzam porównywać płyty do poprzednich wydawnictw zespołu i recenzja może mieć małą wartość dla wiernych fanów, których niewątpliwie amerykańskiej grupie nie brakuje. Ma to też swoje plusy. Na rynku nie brakuje formacji metalowych i dobrze czasem wiedzieć, za co się zabierać, a za co lepiej nie.
Co znajdziemy na "Razorback Killers"? Znajdziemy tam agresywny metal, który najtrafniej chyba scharakteryzować jako szeroko rozumiany heavy metal. Szeroko, ponieważ muzyka Vicious Rumors zahacza tutaj często o power metal, ale znalazłem też miejsca, w których nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że inspiracje thrashowe odegrały swoją rolę. Nie jest to płyta melodyjna. Jest za to bardzo rytmiczna i tutaj upatruję głównej jej wartości. Sekcja rytmiczna sprawuje się naprawdę nieźle. Jest słyszalna i wyrazista.
Klimat? Agresja, złość, frustracja. Wracacie wkurzeni z pracy? Ktoś nie dał wam zaliczenia na studiach mimo, że uczyliście się aż 20 minut tuż przed wejściem na egzamin? Ta płyta jest właśnie dla was. Wyładowuje złość jak mało która.
Niewykluczone, że ktoś odniósł wrażenie, że opisuję idealną płytę na pograniczu podgatunków metalu, dlatego pozwolę sobie na nutkę krytyki. Nie jest to płyta idealna. Mimo wszystkich swoich zalet jest dość przeciętna. Mamy do czynienia ze sprawnie skomponowanym, sprawnie zagranym kawałkiem przeciętnego metalu. Słychać tutaj bardzo mocno inspiracje legendami metalu takimi jak Judas Priest. Chociaż bardzo lubię "Priestów" od pewnego czasu tak bardzo słyszalne inspiracje ich muzyką zaczynają mnie drażnić. Bądź co bądź, to już 40 lat za nami i można sobie poszukać innych inspirujących zjawisk muzycznych, albo chociaż bardziej zakamuflować swoich idoli. Fakt ten połączony z niezbyt wpadającymi w ucho riffami powoduje, że płyta "Razorback Killers" nie brzmi świeżo. Słucha się jej przyjemnie, ale z uczuciem słuchania albumu sprzed 15-20 lat. Vicious Rumors nic nie wnoszą, po prostu dobrze odnajdują się na dobrze już przetartych ścieżkach. Ktoś powie, że to nie jest wada, bo przecież nie każdy album musi być przełomowy. Pewnie tak. Ja jednak mam właśnie nastrój na jakiś przełom. Albumów przeciętnych mamy pod dostatkiem.
Podsumowując, "Razorback Killers" to przeciętna płyta na dobrym poziomie technicznym, której można z powodzeniem posłuchać i rozładować przy jej pomocy nieco negatywnych emocji. Sprawdzi się bardzo dobrze w płytotece fana heavy metalu, na skraju półki wielbicieli power i thrashu, ale w sercu żadnego z nich nie zagości na długo i nie zostawi trwałego piętna. Jeżeli chcecie czegoś, co wgniecie was w fotel i nie pozwoli się oderwać aż do ostatniej sekundy, na tej płycie tego nie znajdziecie.
Krzysztof "Qudłaty" Czupryński


Vicious Rumors
Aktualności


Komentarze