Walerij Kipiełow „Żyć na przekór/ КИПЕЛОВ ЖИТЬ ВОПРЕКИ”
27 Czerwca 2011
Mało kto z muzyków może się pochwalić taka sławą, jaką w Rosji i byłych krajach związkowych, cieszy się Walery Kipiełow. Były wokalista ARII (kultowego zespołu, "rosyjskiego IRON MAIDEN") przez lata pracował na zasłużone miano ikony metalu.
Kiedy w 2002 r. ta niekłamana legenda zdecydowała się na solową karierę, niewielu jednak wierzyło w powodzenie tego projektu. Obawy okazały się na szczęście bezpodstawne, a wydany w 2005 r. album "???? ??????"/Rzeki czasu/, udowodnił, iż Kipiełow nie tylko potrafił utrzymać się w metalowej czołówce, ale znalazł także swoje własne brzmienie.
Na drugą płytę przyszło fanom czekać sześć lat. I choć już sami muzycy powoli tracili nadzieję - 1 marca 2011 r. "Żyć na przekór" ujrzała światło dzienne. Długo oczekiwany album na dwa tygodnie przed oficjalną premierą trafił na stronę radia NASZE.RU, gdzie w całości można było go odsłuchać (w celu zabezpieczenia nagrań przed piratami w każdy z utworów wpleciono radiowe jingle). Taka promocja była precedensem na skalę krajową (!). Także to, że album ukazał się na 180-gramowym winylu czy pojawił się na iTunes w formacie mp3, było nowatorskim posunięciem marketingowym. Dlaczego więc "Żyć na przekór" nie powtórzyło sukcesu pierwszego albumu?
Po pierwsze, większość materiału zespół już wcześniej prezentował na swoich koncertach i publiczność zdążyła się z nim osłuchać. Po drugie, upływający między wydawnictwami czas podsycał nieustannie apetyt fanów. Oczekiwania słuchaczy okazały się tak wygórowane, że aż niemożliwe do zrealizowania. A między prawdą a Bogiem "Żyć na przekór" jest płytą dobrą i mam wrażenie, iż gdyby nagrał ją jakiś mniej utytułowany wykonawca, mogłaby stać się wydarzeniem roku.
Krążek zawiera ciężkie, rockowe brzmienia, które tonuje ballada "Oddech ostatniej miłości". Prócz niej na albumie na szczególną uwagę zasługują "Glamourowy ptak" i "Czarna gwiazda" wyróżniające się bardziej skomplikowaną linią wokalu. Kipiełow ze swoją grupą stanowią typowo koncertowy zespół, jednak na płycie nie zapominają o tej energii, którą potrafią z siebie wyzwolić na scenie. Ładnie zgrane gitary oraz sekcja rytmiczna dają przykład na to, jak grać, aby zostawić po sobie dobre wrażenie, nie przyćmiewając tym samym wokalu, który jest tu bezsprzecznie najważniejszy.
Oczywiście znaleźli się krytycy, którzy po wysłuchaniu tej płyty stawiali tezę, że może głos już nie ten i Walery mógłby np. rzucić palenie, aby o niego zadbać. Jednakże nikt nie wątpi, że Kipiełow nadal rządzi na tym rynku, a jego wokal plus charyzma nie mają póki co sobie równych. Mimo całego zamieszania wokół swojej osoby, pozostaje wciąż skromnym człowiekiem a zrazem legendą i nadal ma ogromną rzeszę fanów, która z pewnością będzie czekała na następny album. Może tym razem nie trzeba będzie sześciu lat...
Ksenia Przybyś


Aktualności


Komentarze