Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Sepultura „Kairos”

3 Lipca 2011

Sepultura to jeden z niewielu zespołów, do którego nigdy nie miałem tzw. "muzycznych" pretensji. Każdą ich płytę lubiłem i lubię nadal na swój sposób. Zarówno te z Cavalerami, jak i też pozbawione rytmicznego tandemu Maxa i Igora, po prostu miały "to coś" w sobie. Jakiś unikatowy pierwiastek lat licealnych, który pomimo fali krytyki, jaki z reguły je spotykał, nie dawał zapomnieć o sławetnych latach 90 - tych, kiedy wspięli się na te same wyżyny co Metallica, czy Slayer. Być może mam im za złe rozpad po płycie "Roots", ale ze względów czysto formalnych. Na co było tak epatować cały świat epopejami medialnymi o wzajemnym braterstwie członków kapeli, skoro w jednej sekundzie skończyło się to, delikatnie rzecz ujmując, wypływem gorzkiego szamba pod dość dużym ciśnieniem (każdy wie o co chodzi).

To wszystko za nami, i tak na dobrą sprawę gdyby brać za dobrą monetę te wszystkie pierdoły wypowiadane przez fanów, w stylu, że bez Cavalerów to nie ma Sepultury, zespół na dobrą sprawę już od 15 lat nie powinien funkcjonować. Cóż to jednak za problem dla Andreasa Kissera, który mimo kilku lat chudych postanowił kontynuować drogę Grobowca, nagrywając coraz lepsze płyty, prezentujące nie tylko dobrze znany czad, ale i progresy w stylu "Dante XXI" czy "A-Lex". Potrafię to docenić, jednak łaknąłem od tego zespołu czegoś mniej. Po prostu brazylijskiego thrashu z "Arise", czy "Chaos A.D.". No i chyba doczekałem się. "Kairos" - najnowsze dzieło canarinhos mimo, iż nie jest do końca tym, czym wymienione tytuły, to jednak w mianowniku ma to co one - prosty metal, z bieganiem z maczetą po południowoamerykańskiej dżungli jako motywem przewodnim.

Nie chodzi tu bynajmniej o powroty do "plemienienia" się w stylu "Roots" czy walenie w różne rodzaje bębenków, a raczej specyficzną dla Sepultury barwę gitary, nadającą ich muzyce egzotycznego smaczku. "Kairos" otwiera motoryczny, uśredniony w sferze tępa "Sepcturm", który z niepozornego riffu rozjeżdża się w kosmiczną wręcz jazdę, łącząc w sobie wspomnianą wcześniej dżunglę z gwiezdną finezją solówki, przypominając tym samym lądowanie Predatora w stareńkim filmie ze Shwarzenegerrem w roli głównej. Tytułowy "Kairos" to już poziom słynnej "Chaos AD", a konkretnie próba odtworzenia klimatu "Slave New World". Praktycznie ten sam patent - miażdżące wejście i powolne zrywy - po prostu "fukken sepulthrash" i oczywiście firmowe "Judasowe" jeżdżenie na wajsze Kissera w finale.

Drogą tą także kroczy "Relentless", w którym znajdziemy także odwołania do słynnego swego czasu akustyka "Kaiowas", które w złączeniu z miażdżącym metalem, jak dla mnie zyskują bardziej niż ich domniemany pierwowzór. Świetnie wypada również czysto "slayerowaty" "Mask" z prawie blackmetalowymi, kilkusekundowymi przejściami. Tak mniej więcej kończy się pierwsza część "Kairos", ale jak sie okazuje przed nami wciąż najlepsze momenty, w których Sepultura na chwilę przestaje tąpać tonami średnich, w sensie prędkości, utworów, a wrzuca tzw. "dwójkę", a może i nawet "czwórkę", nabierając jakże uroczej prędkości. Przysłowie ludowe mówi, że czasem śmierć odkłada kosę i zapuszcza kombajn, mniej więcej tak te następne momenty "Kairos" wyglądają.

Wręcz punkowo uroczymi kaskadami zagrywek rozwija się ponaddźwiękowe "Seethe", by wzorem "South Of Heaven" wiadomo kogo, prawie bez przerwy przejść w kąśliwo wyjące gitary "Born Strong" - i ostatecznie dobić w moim ulubionym na krążku "Embrace The Storm", w którym to już mamy wszystko, za co kochało się starą Sepę. Potężne dupnięcie w głośniku i rewelacyjny zapętlony riff. Kto to przetrwa, straci mózg z plecami już przy samym zakończeniu trafiając pod nóż bezlitosnego finału "No One Will Stand", który zaiste wart jest swej nazwy. Agresja bijąca z tego kawałka wprost poraża, jest podana w prostej, acz zabójczej formie uzupełnionej doskonałym wokalem Derrica Greena, wijącego się tutaj w równych odstępach od growlingu, aż po histeryczny ryk. Dla mnie bomba i jeden z najlepszych wałków Sepultury w ogóle.

Jak więc widzicie, materiał wyjątkowo mi siadł. Owszem mógłbym się posilić na wydziwianie i "obcharać" gości za wstawianie nic nie wnoszących do tematu przerywników polegających na jakimś biciu dzwonów i odgłosach ludu gdzieś na terminalu lotniczym, których tym razem jest bodajże trzy. Nie jest to jednak na tyle irytujące, by popsuć odbiór całości "Kairos". Być może ta płyta podoba się tylko mnie, bo świadom jestem, że dla wielu Sepultura zmarła wraz z odejściem Maxa Cavalery te kilkanaście lat temu, a Andreas Kisser uważany jest za zwykłego palacza, który dorwał się steru lokomotywy, z której kierownik pociągu już dawno sam wyskoczył. Mnie to jednak nie wzrusza. Także dlatego, że przejechałem się na nowym Cavalera Conspiracy, na którym Max przegiął pałę oddając się w ramiona amerykanckiego homometalu, zaś Sepa tym razem serwuje mi to czego... od niego właśnie oczekiwałem, czyli... Seputurę w wersji prawie klazzik. Oby tak dalej chłopaki, tak grając nie jesteście dla mnie żadną Sepulturą "B", ta obecnie zowie się "CC". Tylko ta nieszczęsna okładka...

Megakruk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
24.6.2011

Wydawca:
Nuclear Blast

Lista utworów:

Spectrum - 4:03
Kairos - 3:37
Relentless - 3:36
2011 - 0:30
Just One Fix (Ministry cover) - 3:33
Dialog - 4:57
Mask - 4:31
1433 - 0:31
Seethe - 2:27
Born Strong - 4:40
Embrace the Storm - 3:32
5772 - 0:29
No One Will Stand - 3:17
Structure Violence (Azzes) - 5:39
4648 - 0:29

Deluxe Edition

Firestarter (The Prodigy cover) - 4:28
Point of No Return - 3:27

Informacje o wykonawcy

Sepultura

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.