Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »
Redakcja poleca:


Azarath „Blasphemres' Maledictions ”

23 Lipca 2011

Być może nieco przerysuję, parafrazując ludowe przysłowie, ale samogon i Lucyfera najlepiej kosztować na zimno. Takie mniej więcej wnioski wyciągnąłem z konsumpcji najnowszej propozycji satanistów z Azarath "Blasphemers Maledictions". Powinienem się podniecić wieściami o ich nadchodzącym wydawnictwie, bo jacy to mistrzowie śmiertelno-czarnej sztuki wie każdy i tak też było. Czegóż "dobrego" (czyt. "złego") można się było spodziewać po uprzednich miotaczach "Praise The Beast", "Diabolic Impious Evil" czy zajebistym "Infernal Blasting", hę? No i tutaj spotyka mnie małe zaskoczenie. Niby grzmi to jak zazwyczaj, ale jest nieco inne, samo w sobie. Być może ten fakt nie zaważyłby na odbiorze "Blasphemers...", ale jak na moje ucho, piekielna mgła jaką chłopcy pod wodzą Zbyszka Promińskiego i Bartka Szudka zwykli rozsiewać równie skutecznie co piekielne ejakulaty, uległa znacznemu przerzedzeniu. Nie każdemu się to spodoba.

Pal sześć żółto-niebieską okładkę, bo na siłę i to można przemycić pod szyldem Azarath. W końcu muchy siadają na żółtym, nie? A tak na poważnie, "Blasphemers Maledictions" zaczyna się standardowym rzygu - rzygu z intra, które pomijamy i serwujemy sobie, drodzy Państwo, rewelacyjny opener "Supreme Reign Of Tiamat". Przyznaję, miałem małe wątpliwości,co będzie po Brunie, który zrejterował sprzed megafonu "Azara" rok temu, ale to, czym wspomniany kawałek zrywa berecik, to wspaniały krzyko - charkot następcy Necrosodoma z Anima Damnata, przywodzący na myśl to, co wyprawia Mortuus na ostatnich trzech płytach Marduk. Kompletne opętanie, ryk bestii i diaboliczny cumshot prosto w gardło, ot co. Do tego wspierająca go bateria Inferno i doskonały przebojowy riff w pewnym momencie zdradzający nawet superprzyspieszone inklinacje "The Four Horsemen" wiadomo kogo. Dodajcie do tego szczyptę zbalansowanej odpowiednią brutalnością melodii i mamy... murowany death metalowy hit.

Całkiem porywająco rozpoczyna się następny "Crushing Hammer Of Antichrist", który jednakowoż po udanym wstępie i solówkowym ataku w stylu Morbid Angel zaczyna chwytać nieco za rączkę prawie czysto heavy metalową stylistykę, czy to w sferze orientalnego riffu , czy to w kompletnie dla mnie niezrozumiałej pracy gitary solowej w końcówce, której piewcy NWOBHM będą jeść z ręki. Co jednak gorsze, a wcześniej na wybroczynach tego zespołu niespotykane, to smród... smród tworów Behemoth, a to dopiero drugi numer w zestawie. Co dalej? Prawie na identycznej kanwie opiera się "Firebreath Of Blasphemy And Scorn" z tym, że jeszcze więcej w nim wysublimowania i atłasowego wręcz wykończenia partii solowych. Jego pierwsza część wgniata w glebę klasycznym azarthowaniem, w następnych momentach trwania coś tutaj zwalnia i zaczyna się rozmarzać w pompatycznych uniesieniach. Gdybym miał serce greckiego poety byłbym zachwycony, ale będąc zwolennikiem ich klasycznych, czarcich pacyfikacji stwierdzam - po co?

Doskonale rozkręca się niemiłosierne pierwsze parę minut "Behold Satan's Sword". Początek w średnim tempie, następnie zaś rozwałka na wokalnym "rzyganiu" - po prostu bomba, ale i znów momenty konsternacji, spowodowane nie wiadomo czemu zastosowanym sztampowym do bólu "umca - black metalowym" riffem, przywodzącym na myśl "From The Pagan Vastlands" pewnego polskiego zespołu na "B". Wiem, że są tacy, co lubią tego rodzaju kiermasze, tutaj wypada to, jak przyszycie kolorowej łatki do czarnej, wypastowanej skóry. "Under The Will Of The Lord" na spółę z "The Abjection" - całymi garściami czerpią z patentów "Lucifer", znów ekipy Adama Darskiego. Są niepokojące melodie, jest apokaliptyczny klimat, jest w końcu Azarath, tylko Maleńczuka zabrakło. Ciekawe rozwiązanie, gdyby opisywać każdy w tych dwóch utworów z osobna, nikt zapewne by takich skojarzeń nie miał, jednak puśćcie je sobie parę razy w oderwaniu od reszty materiału, a będziecie wiedzieć, o co w tym biega. Na szczęście pod koniec tego 45 minutowego maratonu napotkałem jeszcze "Lucifer ‘s Rising" i "Holy Posession", którymi rządzi kontrolowane, ale zawsze prawdziwe, szaleństwo. Wulgarnie, bez zwolnień i czarowania, brutalność w czystej formie - takiemu Azarath wszyscy służyliśmy.

No dobra, pora na podsumowania i szukanie dziury w całym. "Blasphemers Maledictions" na swój sposób jest zajebistym krążkiem. Brzmi doskonale, Promiński za zestawem jak zwykle czyni cuda, nowy wokalista zadziwia stopniem głosowego zezwierzęcenia i bestialskiego akcentowania, riffy zaś są zajebiste. To tyle, ale jak dla mnie tylko tyle. Wręcz namacalnie wyczuwam bowiem zmianę kursu w muzyce Azarath z przepięknie niechlujnie obskurnego death metalowego porzygu w jakieś napuszone, jak dla mnie nie zawsze dla nich trafne, ambicje. Co z tego, że jest tak super zawodowo, a solówki świecą momentami bardziej niż kichawa Rudolfa dobrego renifera, skoro Ci którzy poszukują prawdziwie śmierdzącego piekła tak doskonale prezentowanego na uprzednich krążkach Azarath, będą musieli się obejść smakiem. Ujmę to tak, gdyby to był debiut tego zespołu, pomyślałbym "jakie to zajebiste, mamy nową gwiazdę światowego formatu w śmierć graniu", a jako, że z zespołem jestem od początku rzeknę "no ok., ok., to kiedy szatan wraca z urlopu?" lub "wracaj Panie, bo ktoś zdaje się rozpyla "Briz" w Pandemonium. Z powodu tych zakłóceń w kodzie genetycznym ocena jak niżej. Choć, jeśli nie macie takich oporów będziecie z pewnością zachwyceni.

Megakruk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
29.6.2011

Wydawca:
Witching Hour Productions

Lista utworów:

Arising the Black Flame – 00:04
Supreme Reign of Tiamat – 03:58
Crushing Hammer of the Antichrist – 04:00
Firebreath of Blasphemy and Scorn – 04:15
Behold the Satan's Sword – 03:46
Under the Will of the Lord – 06:13
The Abjection – 04:24
Deathstorms Raid the Earth – 04:28
Lucifer's Rising – 03:38
Holy Possession - 04:16
Harvester of Flames – 06:07

Informacje o wykonawcy

Azarath

Copyright © Rock Magazyn 2001-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.